Wybrała to miejsce. Chciała się tutaj znaleźć tego wieczoru, choć mogła równie dobrze wybrać ekskluzywną restaurację lub bankiet w muzeum by spróbować poznać jakiegoś bogatego sponsora. Miała dość tego, że dzięki swojemu wyglądowi mogła być kim zechce, wejść gdzie zechce i robić co zechce, ale brakowało jej pochodzenia i pieniędzy. Chciała być normalna, ale nie było jej to dane. Prosty klub, w którym była anonimowa i nikt nie wiedział kim jest był dla niej idealny.
Zapach potu i tanich perfum ogarniał ją w około, choć zapewne większość z osób tu będących używało czegoś o niebo lepszego i droższego niż z podrzędnej drogerii, lecz teraz wszystko mieszało się ze sobą tworząc mieszankę wybuchową. Gwar, szał, szelest ubrań i odgłosy ocierających się o siebie ciał, kolorowe punkty mieszały się ze sobą tworząc pełną gamę barw. Człowiek patrzący z góry mógł mieć problem z wyłapaniem kogoś znajomego.
Na środku parkietu stała ona.
Czarnowłosa o szczupłej, umięśnionej sylwetce, zaokrąglona w odpowiednich miejscach kształtach patrzyła przez półprzymknięte oczy. Włosy opadały jej kaskadami po plecach, pojedyncze kosmyki oplatały śnieżnobiałe ramiona. Co jakiś czas jej ruchy powodowały, że falowały i błyszczały kolorami od barw oświetlenia.
Kontrast był powalający, a do tego strasznie kuszący. Dodatkowo patrząc w jej niebieskie oczy można było zostać zahipnotyzowanym, gdyż wręcz wwiercały się w swój wyznaczony cel. Przed wyjściem mocno podkreśliła je jeszcze czarnym cieniem i tuszem podkreślając poza tym usta krwistoczerwoną szminką. Taki wygląd sprawiał, że mogła się poczuć wśród mężczyzn o wiele pewniej, choć chyba nie było jej to za bardzo potrzebne, bo i tak znalazłby się jakiś chętny.
Czarna sukienka do pół uda oraz wysokim rozcięciem, bez ramiączek ukazywała wyraźnie jej walory. Opinała ciało w każdym możliwym punkcie podkreślając pełny biust i krągłe biodra. Wysokie obcasy sprawiały, że była wyższa niż w rzeczywistości i mogła pochwalić się swoimi długimi nogami.
Mężczyźni z wielką chęcią, pożądaniem skanowali jej ciało. Co niektórzy, bardziej odważni zbliżali się śmielej do niej, by przypadkiem mogli otrzeć się o nią w czasie szaleńczego, grupowego tańca. Przez cały wieczór nie pozwoliła sobie na żaden taniec z kimkolwiek, nie pozwalała się im zbliżyć, objąć, tańczyć tylko z jednym, z nikim po prostu nie chciała tańczyć jak z partnerem, kimś bliskim. Wciąż szukała kogoś, kto ją oczaruje, zawładnie zmysłami i wyglądem. Nie chciała nikogo przypadkowego, a raczej kogoś specjalnego, władczego.
Czuła się wolna. Poruszała zmysłowo swoimi ciałem. Okręcała wokół osi, zniżała się i unosiła, po prostu pochłonął ją rytm sączącej się z głośników muzyki. Nie zdawała sobie sprawy, że od dłuższego czasu ktoś ją obserwuje. Nie zdawała sobie sprawy, że zwróciła czyjąś uwagę. Po prostu była sobą, więc przymknięte oczy rozszerzyły się, gdy tylko wyczuła to coś, a raczej tego kogoś.
Tak, wyczuła.
Nigdy wcześniej to się jej nie zdarzyło. Mogła poczuć jego ostre, palące spojrzenie skierowany na jej kark, wręcz przewiercał go na wylot. Sprawiał tym samym, że przez ciało przechodziły dreszcze, piersi napięły się, sutki stwardniały i wręcz bolały, kiedy naciskały na materiał sukienki, poza tym na dole poczuła zbierającą się wilgoć. To nie było u niej normalne, aby tylko pod wpływem spojrzenia osoby, której jeszcze nie widziała ciało zareagowało w ten sposób. Żaden mężczyzna nie sprawił takiego uczucia.
Musiała go znaleźć. Dostrzec. Przekonać się kim jest ta tajemnicza osoba. Czy będzie on jej kochankiem na tą noc?
Powoli, kołysząc biodrami obróciła się. Chcąc spotęgować zbierające się uczucia, nie pokazać jak na niego reagowała, wodziła dłońmi zmysłowymi ruchami po całym ciele w rytm muzyki. Jedną z nich dłużej zatrzymała na piersi gładząc ją pomału, aby przy tym oblizać zmysłowo wargi. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na spojrzenie w stronę nieznajomego i określić z kim takim ma do czynienia.
Zamarła. Znieruchomiała na środku parkietu, a usta rozszerzyły się, gdyż w jednej chwili ją oczarował. Wystarczyło jedno spojrzenie.
Stał oparty silnym ramieniem o bar, wpatrywał się wprost w nią poprzez ciemne okulary. Dziwny dodatek w takim miejscu.
Dostrzegła ciemną, wysoką sylwetkę. Jego ciało opinała czarna koszula z krótkim rękawem, która miała za zadanie pokazać silne, umięśnione ramiona wraz z jakimś dziwnym tatuażem ciągnącym się na prawym barku przez całą rękę, aż do nadgarstka. Mogła sobie tylko wyobrazić te mięśnie na brzuchu, twardą klatkę piersiową. Ciemne jeansy luźno zwisały na jego biodrach, była wręcz przekonana, że skrywają prócz umięśnionych nóg także coś o wiele bardziej interesującego.
Dopiero po chwili spojrzała wyżej, na jego twarz.
Chciała wiedzieć, co za tajemniczy mężczyzna pożerał ją swoim wzrokiem i przyciągał do siebie. Nie mogła dostrzec zbyt wiele, nie było jej to dane. Ciemne okulary skrywały jego oczy, więc mogła się skupić tylko na pełnych wargach, które pasowały idealnie do ostrych linii szczęki i ciemnej karnacji. Czarne włosy były w nieładzie, a na twarzy dostrzegała kilkudniowy zarost. Zdecydowanie wyglądał na osobę dominującą.
Nogi jej zadrżały, prawie upadła na parkiet, w chwili kiedy posłał jej tylko uśmiech. Nie był to normalny uśmiech, a właśnie ten jeden, wiele mówiący i zdradzający większość mężczyzn, to zainteresowanie. Dostrzegła błysk i zadziorność, biła od niego niespożyta energia oraz zbyt wielka pewność siebie.
Nagle cofnęła się o krok. Następnie zrobiła jeszcze jeden. Coś niepokoiło ją w nim, ale zarazem fascynowało. Wyczuwała od niego mroczną, tajemniczą siłę, jakby skrywał w sobie rzeczy, które mogły ją przerosnąć.
Wciąż była wpatrzona w niego, nie potrafiąc oderwać spojrzenia, ale cofała się stopniowo do tyłu. Niemal od razu oderwał się od baru zauważając jej ruch, czym go zapewne zaskoczyła.
Chciała się obrócić i odejść, zniknąć gdzieś w tłumie tych ludzi, ale jakoś nie potrafiła się przemóc. Robiła tylko niewielkie kroki w tył. Ocierała się o kogoś, potykała, ale nie zwracała na nich uwagi, nic jej już nie obchodziło.
Zamknęła oczy pragnąc zaznać spokoju. Wzięła głęboki oddech z myślą, że jak je otworzy jego już nie będzie, okaże się złudzeniem, może duchem, czymś nierealnym w normalnym świecie. Ale czy na pewno tego pragnęła? Czy chciała, żeby go nie było? Przecież fascynował ją, a ciało wręcz paliło z pożądania. Czy nie po to przyszła tutaj?
Ledwo otworzyła oczy, a od razu powędrowała spojrzeniem w stronę gdzie jeszcze przed chwilą go widziała, ale mogła stwierdzić, że już go tam nie było. Odetchnęła z ulgą, nie zdawała sobie sprawy, że w ogóle przytrzymuje w sobie powietrze, jednak jej mięśnie wciąż były napięte i odczuwała zdenerwowanie.
Gdzie on jest? Czy rzeczywiście był tylko zjawą? Czy był obrazem śmierci, która mnie dotknie? Czy miał mnie już nawiedzać?
Teraz w jej umyśle krążyło tysiące myśli i przypuszczeń,
Z głośników popłynęły teraz zmysłowe, hiszpańskie rytmy, przy których każdy ruszał się na parkiecie, a ciało samo rwało się do tańca. Jednak tutaj warto byłoby mieć partnera. Musiała przyznać, że jej rozgrzane ciało potrzebowało teraz mężczyzny, chciała poczuć jakiegoś przy swoim ciele, aby w pełni wykorzystać czas, który tu spędzi.
Życzenie się spełniło szybciej niż myślała.
Kiedy poruszyła biodrami, silne dłonie znalazły się na jej talii. Nie wiedziała z kim ma do czynienia, ale w tej chwili to się nie liczyło. Przyciągnął ją do swojego ciała także mogła wyczuć twarde ciało na swoich plecach. Zdecydowanie był pewnym siebie mężczyzną, większym od niej oraz dominującym, choć jeszcze nie spojrzała na niego.
Westchnęła. Poruszyła się wraz z nim, z każdym razem ocierała się swoimi pośladkami o niego, na chwilę zamarł, aby po sekundzie jego ręce zaczęły przesuwać się po jej brzuchu, ocierały się przy tym o zarys jej piersi. Na szyi poczuła jego gorący oddech, muskał ją sprawiając, że pojawiała się gęsia skórka. Palił ją jego dotyk, powodował, że wrzała od środka.
Z ciekawością pochyliła głowę w dół, spojrzała, bo chciała zobaczyć te cudowne dłonie, które ją obejmowały. Dopiero wtedy dostrzegła ten kontrast jej bladej dłoni i jego ciemnych. Długie silne palce wodziły dalej po jej talii, obejmowały i rozgrzewały, ale ona skupiła się na jego przedramieniu.
Tatuaż…
Napięła się i zadrżała. Jakaś cząstka jej nie chciała, aby to był właśnie on, umysł podpowiadał jej, że to jest złe, ale ciało pragnęło właśnie czegoś takiego, pożądało jeszcze bardziej jego dotyku. Jasna lampka zapaliła się w głowie, podjęła decyzję, musiała przerwać to zanim posunie się za daleko.
Szarpnęła się, ale nie poruszyła się ani o milimetr, a wręcz bardziej docisnęła do niego, mogła wyczuć jak każdy fragment jej pleców dotykał jego ciała, pośladki ledwo były na wysokości jego bioder. Westchnęła, kiedy jego dłonie zacisnęły się na niej jeszcze mocniej, jego twarda erekcja naparła na jej tył, pochylił się, a ją owionął jego zapach.
– Ciii.. – szepnął jej do ucha, otarł swoim zarostem o jej szyję pozostawiając lekki, czerwony ślad.
Nie powiedział przecież zbyt wiele, ale w jej pamięci już zapisał się ten gruby, acz zmysłowy głos. Przeszły przez nią ciarki, poczuła jak jej zdradzieckie sutki stwardniały jeszcze bardziej i nic nie mogła poradzić, że jęknęła.
Nie odpowiedziała mu. Wolała zamilknąć.
Próbowała mu się przeciwstawić, poruszyć i oderwać, nie chciała mu się poddawać, ale nie odpuszczał. Przestał zwracać uwagę na cokolwiek co się działo wokół nich, ona również zapomniała o tych wszystkich ludziach tańczących tak blisko a jednak daleko. Nie poddawał się, dłonią złapał za stwardniałą pierś i całował delikatnie jej kark. Wciąż poruszał swoim ciałem w rytm muzyki, a przez to także nią.
– Pragniesz tego tak jak ja, mogę dać ci tyle rozkoszy, maleńka – wyszeptał i przygryzł płatek jej ucha.
Naprawdę była przy nim mała i drobna. Pomruk wyszedł z jej ust. Jęknęła kiedy jego twardość po raz kolejny naparła na jej pośladki, a ręką wybadał sutek. Ścisnął go, pociągnął przez materiał, a ona wiła się już od samego dotyku.
Oparła głowę o jego ramię, gdy zmysłowo tańczył z nią pośród tłumu. Trudno to w ogóle nazwać tańcem, bardziej przypominało to jakieś gody, zaloty. Badał sytuację, oceniał na ile może sobie pozwolić. W powietrzu wyczuwał tylko zapach pożądania, pragnienia, seksu oraz jego skórę, która dawała wspaniały aromat, coś podpowiadało jej, że ta noc będzie niezapomniana.
Dźwięki muzyki, rytmy i tempo, tłum wokoło, wszystko się zmieniało co chwilę, tym samym i ich ciała zmieniały swoje ułożenie, szybkość ruchu. Dostosowywała się do niego, wczuwała wraz z nim w to co ją otaczało.
Odczuwała, że jest mu poddana, już nie chce z nim walczyć, a może raczej tego nie nie potrafiła. Zawładnął nią i jej umysłem. Jego ciało: tors, brzuch, podbrzusze napierały na jej plecy i pośladki, ręce owijał szczelnie wokół talii, a udem pocierał jej nogę. Mogła poczuć jak usta muskają jej szyję, zarost ociera się o nią, a jego zapach owijał się wokół niej. Miała dziwne wrażenie, że był dla niej jak narkotyk, nie chciała przestać go czuć, dotykać, poruszać się wraz z nim.
Muzyka zwalniała, przyciszała się, choć tak naprawdę chyba tylko ona to tak odczuwała, a oni tylko wycofywali się z parkietu, wnętrza klubu. Opuszczali miejsce w którym ją kusił, kierował ich do wyjścia, ona po prostu już przestawała myśleć przy nim. Coś ciepłego owinęło się wokół jej ramion, zerknęła i i mogła stwierdzić, że to jej ciepły, krótki płaszcz, a po chwili w ręce znalazła się także torebka. Zdziwienie i konsternacja malowały się na twarzy, to wszystko wprawiało ją w zakłopotanie, miała wrażenie, że śni, a o świcie obudzi się rozmarzona. Ogarnęła ją dziwna mgła, oczy patrzyły jakby przez chmury, musiała mu zaufać więc poddała się jego ruchom, jego gestom i ciału.
Nic nie mówił, nie pisnął żadnego słówka, po prostu był przy niej. Gdyby nie fakt, że wciąż czuła na sobie i obok siebie jego aromat, a także gdyby nie czuła jego unoszącej się klatki piersiowej przy niej, zapewne już dawno by stwierdziła, że tak naprawdę jego nie ma.
Sama nie miała zamiaru rozpoczynać z nim konwersacji, więc nie wypowiedziała pierwsza żadnego słowa. Zarówno ją onieśmielał jak i podniecał, choć w głębi duszy także przerażał. Nie wie czemu, ale chciała poznać jego tajemnicę, bo było więcej niż pewne, że ukrywa coś mrocznego i przerażającego. Wolała jednak zaryzykować niż posłuchać głosu rozsądku.
Ale czy będzie miała ku temu okazję?
Stukot obcasów odbijał się o chodnik, a tym samym głośny odgłos zdradzał jej ruchy. Jego nie potrafiła usłyszeć, był zbyt cichy, stąpał tylko z delikatnym szuraniem żwiru, choć taki mężczyzna powinien poruszać się bardziej ociężale i ciężko.
Obejmował ją mocno w talii, nie puszczał jakby bał się, że będzie chciała mu uciec, ale najwyraźniej ona straciła na to najmniejszą ochotę, już nie chciała uciekać, a w głowie formowały się jej ich wspólne obrazy.
Chcę tego! Pragnę go tej nocy choćby miała być moja ostatnią! – wmawiała sobie. – Chcę go i nikogo innego!
Kilka minut później już znaleźli się przy czarnym hummerze. Musiała sobie przyznać, że nie za bardzo ją zadziwił ogrom tego auta zauważywszy na postawnego mężczyznę tuż przy niej. Samochód dużo mógł mówić o jego właścicielu, więc i ten odzwierciedlał idealnie jego, tak samo groźny, tajemniczy, a zarazem biła od tego pewność siebie oraz tego co w swoim życiu robi.
Nie musiała już dłużej zawracać sobie nim głowy, kiedy on usadowił ją na przednim siedzeniu ze skórzanej skóry. Nie potrafiła się poruszyć, kiedy zapinał jej pas szczelnie wokół talii, a jego ramię obleczone teraz w skórę otarło się o napiętą pierś. Czuła bijące od niego napięcie, jak zamarł na moment, ale nie odważyła się spojrzeć w jego kierunku. W końcu sam odsunął się, przesunął twarzą przy jej ramieniu nabierając w płuca jej zapach i wzdychając.
Ciemnoszara tapicerka, ciemność za przednią szybą rozświetlona pojedynczymi latarniami, tylko to w tej chwili widziała. Nie odważyła się spojrzeć na niego, nie miało już znaczenia co też się w tej chwili wydarzy.
On po prostu zajął swoje miejsce, czuła to i dostrzegła cień jego postury. Zapiął pas, choć wydawało jej się, że nie robił tego zbyt często w przeszłości, ale może to przez nią tak postąpił.
Cisza.
Czuła jak powietrze gęstnieje wokół nich, kiedy sunęli drogą przed siebie, atmosfera pełna napięcia i pożądania. Nie miała pojęcia dokąd się kierują, czy do hotelu, czy do niego, czy na obrzeża miasta, aby tam ją wykorzystać, zabić i zakopać, bo na pewno nie do niej. Nie bała się, choć lekko drżała. Chciała po prostu jego, mieć go na sobie, w sobie, nic więcej się nie liczyło.
Kątem oka dostrzegła napięte mięśnie, a kostki na dłoniach zbielały, kiedy ściskał z siłą kierownicę. Przez cały ten czas, który jej już i tak zbytnio się dłużył, nie spojrzał w jej stronę.
Zatrzymali się, ale tylko na moment. Przed oczami miała wielką, ciemną bramę, która chowała za sobą coś tajemniczego, a teraz wpuszczała ich za próg. Przez ciało przeszedł dreszcz, który szybko przeszedł w podniecenie na myśl o tym, co może się wydarzyć. W ciemności podziwiała widok przed sobą, choć mogła dostrzec tylko kształty spowite mrokiem. Mogła jednak i tak stwierdzić, że ten mężczyzna w swoim życiu już osiągnął niemal wszystko, że był kimś ważnym, a ona wciąż nie rozwikłała tego, był zagadką. Wciąż borykała się raz za jakiś czas z zapłaceniem rachunków na czas, a tylko za resztę pieniędzy na własne przyjemności.
Kierował się podjazdem i zatrzymał się dopiero przed frontem domu, a raczej posiadłości. Wciąż był milczący, pośpiesznie odpiął pas, aby następnie niemal wyskoczył z pojazdu i popędził okrążając go. Nie zdążyła się nawet ruszyć, sięgnąć do zapięcia, a on już był przy niej. Pochylał się. Odpinał z niecierpliwością, przy czym zauważyła drżenie jego dłoni. Ona w tym czasie karmiła się jego zapachem, a mgła z powrotem przysłoniła jej oczy. Fala pożądania zalała ją.
Wreszcie wziął ją w swoje silne ramiona. Myślała, że postawi ją na nogach i pomoże wejść do środka, ale on wtulił twarz w jej włosy, zaciągnął się zapachem. Jęknął. Nie wypuścił jej, a jeszcze bardziej przyciągnął do siebie. Oplotła nogami biodra, a dłonie sunęły po silnych plecach. Z nią na rękach wszedł do środka domu nie zdradzając cienia wysiłku. Przytuliła się do jego torsu, nie liczyło się już nic poza jego ciałem tak blisko niej.
Wszedł, nacisnął kontakt, a małe światełka zapaliły się oświetlając im drogę przez korytarz, wytyczały szlak do celu. Niósł ją po schodach na piętro, nie rozglądała się wokoło zbyt rozmarzona się przy jego torsie.
Po kilku kolejnych krokach otworzył masywne drzwi. Dopiero wtedy oderwała się lekko od niego,pomieszczenie rozbłysło delikatnym, pomarańczowym światłem. Obserwowała wygląd sypialni. Czarne nowoczesne meble, śnieżnobiałe ściany, srebrne dodatki i szara atłasowa pościel na ogromnej wielkości łóżku.
Tylko na to zwróciła uwagę, bo już po chwili znalazła się na środku tego ogromnego łóżka. Pośpiesznie ściągnęła z siebie swój płaszczyk rzucając gdzieś na bok, aby pozbyć się tego ciepłego odzienia, już i tak było jej wystarczająco gorąco od oczekiwania na to co nadejdzie.
Odsunął się od niej i podziwiał widok przed swoimi oczami, a czuła jego świdrujące, niemal palące spojrzenie. Oddech przyspieszył. Sukienka podwinęła się jej nieco wyżej, prawie ukazując wilgotną już bieliznę, a gdy opadła na poduszki, włosy rozsypały się jej wokoło. Czuła tą delikatność i miękkość pościeli, kontrast w porównaniu z surowym i męskim wyglądem towarzysza.
Oblizał wargi, kiedy odszedł, a ona natychmiast odczuła jego brak. Skierował się do odtwarzacza i puścił cichą melodię, aby jeszcze poszukać czegoś w szufladach. Podparła się na ramionach, obserwowała jego ruchy.
Coraz bardziej się jej podobał, choć do tej pory unikała takich mężczyzn, a żar ogarniał prawie każdą komórkę ciała. Chciała go, pragnęła tak bardzo, aby posiadł jej ciało i wziął wszystko czego zechce, zaspokoił ją. Wilgoć napłynęła nową falą powodując, że była pewna iż jej zapach do niego dotarł. Jej skąpe majteczki były po prostu mokre od podniecenia.
Musiał ją wziąć.
Wreszcie zaczął się zbliżać.
Stanął przy końcu łóżka, aby zrzucić z ramion kurtkę, a palce po chwili już rozpoczęły odpinanie guzików jego koszuli ukazując pomału coraz większy kawałek nagiego torsu. Z miłą chęcią pochłaniała ten widok, choć była to także tortura, gdyż chciała aby już był przy niej i pieścił jej rozpalone ciało.
Oblizała wargi, a w głębi duszy, skrycie, pragnęła przesunąć swoim językiem po nim i posmakować każdego centymetra skóry, dotknąć wspaniałych mięśni. Była to pokusa. Wiedziała, że musi smakować wspaniale.
Uśmiechał się zniewalająco wykrzywiając wargi i prezentując śnieznobiały uśmiech, zdawał sobie sprawę jak na nią działa. Ostatni guzik odpiął się, a ona podziwiała umięśnione ciało, kiedy pozbył się jej z ciała. Teraz jego ręce natychmiast powędrowały do spodni, aby sięgnąć do wielkiej sprzączki.
Pragnęła mu się jakoś odwdzięczyć, dać coś w zamian, więc postanowiła pozbyć się swojej sukienki, pokazać mu swoje ciało przyobleczone tylko w bieliznę. Pożądanie biło z jej oczu, gdy wsparła się na ręce, a drugą sięgała za siebie.
Musiała przestać, kiedy warknął w jej stronę, gwałtownie poruszył.
– Niee… – wychrypiał.
W tych słowach krył się rozkaz. Odsunęła dłoń, opadła z powrotem na pościel i patrzyła na niego.
—
Chciał to zrobić po swojemu. Czy mam się czego obawiać?
lekko podparła się na przedramionach przypatrując się temu striptizowi. Twarz wyraźnie mu stężała, była bardziej poważna niż jeszcze przed chwilą, a z oczu bił ogień przepełniony pożądaniem i podnieceniem. Przygryzała wargi na widok umięśnionego ciała stojącego przed nim, a w szczególności na samą myśl, że zaraz ujrzy go w całej okazałości, w tym to, co ją najbardziej interesowało, skryte za napiętym materiałem spodni. Czuła, że to musi być coś wielkiego, co w pełni ją wypełni i sprawi, że dojdzie jak nigdy dotąd osiągając całkowite spełnienie.
Podobał mu się widok, jaki miał przed sobą, a zapewne o wiele lepiej byłoby, gdyby ona pozbyła się swoich ubrań, leżała naga, rozłożona, gotowa na jego przyjęcie. Pragnął jej posmakować, wylizać swoim językiem każdy fragment skóry, doprowadzić do krawędzi rozkoszy, a sam następnie wypełniłby ją i posuwał równym tempem aż do pełnego uwolnienia, pragnął z nią to przeżywać, a nie po prostu zaspokoić tylko siebie. Mogła się sama rozebrać, ale wiedział, że bardziej ekscytujące będzie powolne ściąganie z niej ciuszków. Mieli w końcu przed sobą cały dzień.
Rozpiął klamrę, pomału rozsunął na boki zamek i powolnym ruchem przesuwał zamek w dół. Spoglądał wprost w jej oczy, które kierowała na jego palce, aby dostrzec każdy, choćby mały fragment tego co kryły. Widział to pożądanie, tą chęć poznania go. Nagość ukazywała się, kiedy rozpiął do końca spodnie i zsunął je niżej. Nagi, gdyż nie nosił bielizny, którą uznawał za zbędną w niektórych miejscach. Obserwował, więc jak jej oczy rozszerzyły się, kiedy analizowała jego olbrzyma, który był jego dumą, który zadowolił tak wiele kobiet. Lecz teraz nic się nie liczyło, chciał zadowolić tylko jedną kobietę, która leżała przed nim.
Miała co podziwiać, bo zrobił na niej piorunujące wrażenie. Nigdy nie spotkała takiego mężczyzny jak on.
Oblizała językiem wargi. Pochłaniała każdy centymetr jego ciała, obserwowała zarys mięśni brzucha, wyrazistą literę V oraz włoski, które kierowały spojrzenie wprost do twardej, pręrzącej się dumnie męskości. Przyglądała i analizowała całą jego długość, a oczy niemal wychodziły jej z orbit.
Jest tak duży, czy zmieści się we mnie? – zastanawiała się przełykając ślinę.
Wyczuwała, że jej bielizna był całkiem mokra. Do jej nozdrzy docierał zapach, a była niemal pewna, że i on mógł ją wyczuć. Potarła o siebie uda, bo chciała choć na moment złagodzić to dziwne uczucie. Potrzebowała, aby on zrobił kolejny ruch i zaspokoił jej ogromną żądzę.
Cichy jęk wyszedł z jego ust, kiedy nabierając powietrza w płuca przez nos wyczuł jej słodki aromat. Jej zapach dotarł też wprost do jego twardej erekcji, która zadrżała na samą myśl o penetracji jej wnętrza. Zmysły działały ze zdwojoną siłą.
Zbliżał się do niej.
Robił to jednak zbyt wolno. Chciała aby się pospieszył, pozbył jej wszystkich ubrań i posiadł tak jak tylko chce. Miała nieodparte wrażenie, że się z nią drażni, specjalnie przeciąga tą chwilę. Ciało wręcz wrzało, krew gotowała się w niej, chciało, aby przyspieszył wreszcie swoje ruchy.
Jemu podobało się to, jak postępuje, bo wiedział, że ta noc będzie długa, będzie ją miał w każdy sposób jaki zechce, zaspokoi swoje żądze, a także doprowadzi ją do stanu seksualnego wykończenia. Sprawi, że następnego dnia będzie mieć problem z poruszaniem się. Chciał, aby zapamiętała tę noc na długo, wręcz do końca swego ludzkiego życia, a gdy będzie chciała być z innym mężczyzną, będzie wspominać jego i tą upojną noc, którą jej zaserwował.
Podszedł do krawędzi łóżka. Pomału zaczął wspinać się na nie wykonując niemal kocie ruchy. Dłońmi złapał za jej kostki i powoli przesuwał je wyżej, po odzianej w delikatne pończochy łydce. Jego erekcja szarpnęła gwałtownie, kiedy skierował wzrok na wilgoć między nogami swojej kochanki. Oblizał wargi i cicho zamruczał z chęci rzucenia się od razu na nią, ale powstrzymał pierwotne zapędy, postępował powoli.
Łapiąc nieco mocniej, rozszerzył jej nogi, a dłoń powędrowała do górnej części jej uda. Palcami musnął koronkową gumkę pończoch, aby pociągnąć za jej kraj. Wspomógł się drugą ręką i pomału zsuwał ją z niej ukazując więcej nagiej skóry. Pod palcami czuł gładką, delikatną jak aksamit fakturę. Opuszkami przejechał po niej powodując lekkie drżenie.
Mimowolnie jęknęła.
Torturował jej ciało i duszę. Nie wiedziała czemu, ale po prostu chciała go już w sobie, a on zdecydował się na tą iście szatańską mordęgę. Niecierpliwiła się, ale on nic sobie z tego nie robił, tylko zsuwał pomału z niej cienką tkaninę pończoch. Robił to delikatnie powodując drżenie i pojawienie się gęsiej skórki, za każdym razem, gdy czubkiem palca przejechał po gołej skórze.
Nigdy żaden mężczyzna nie rozpalał jej ciało w taki właśnie sposób. Każdy kolejny kochanek, z którym była do tej pory, dążył do zaspokojenia samego siebie, a ona sama w pojedynczych przypadkach osiągała spełnienie, więc często zmuszona była dokończyć wszystko w łazience, sama. Choć nie szukała idealnego kochanka, który dbałby także o nią, to miałaby odmiana posiadać takiego. Ci co sprawiali jej rozkosz, dawali coś w zamian, okazywali się najczęściej albo mężczyznami zajętymi, albo szukający tylko jednorazowego numerku.
Teraz miała przeczucie, że tej jednej nocy, ten nieznajomy mężczyzna, o którym nic nie wiedziała, rozpali ją i da ukojenie jej ciału. Nie potrzebowała nikogo na stałe, nie szukała w nim kogoś takiego, bo wiedziała, że jej rozwijająca się kariera zabiera zbyt wiele czasu, a nie chciałaby go zaniedbać, rozczarować.
Sam jego dotyk rozpalał ją. Zsunął w końcu jedną z pończoch i odrzucił w bok, a następnie podobnie jak z tamtą postępował z drugą. Wreszcie, po tych kilku dłużących się chwilach, pozbył się i tej części jej odzieży, ale i tak wciąż miała na sobie najważniejsze. Jednego pragnęła, aby znaleźć się przed nim i dla niego, naga, aby mógł ocenić jej ciało.
Przy nim sprawiała wrażenie kruchej, malutkiej i wręcz brzydkiej, ale póki on pragnął być z nią, chciał w nią wejść i posiąść, ona czuła, że nie może być najgorsza, a jemu się najwyraźniej podoba.
Oddech lekko mu przyspieszył, kiedy druga z pończoch znalazła się na podłodze, a on mógł dłońmi masować po całej długości jej nóg. Ślinka napłynęła do ust, chciał jej już posmakować.
Patrząc na jej twarz, na której dostrzegał lekki, różowy rumieniec, pochylił się i przejechał językiem po udzie. Delektował się jej smakiem w powolnym ruchu,
– Mmmm… – mruknął.
Coraz bardziej tracił cierpliwość. Dłonie powędrowały pod sukienkę, otarły się lekko o kraj cienkich fig, aby złapać za jej biodra, a on kosztował jej jeszcze raz. Dopiero wtedy podciągnął się wyżej, aby unieść się ponad nią. Znalazł się tam gdzie chciał. Wsparty na ramionach górował nad nią z nogami pomiędzy jej. W ten sposób po prostu przypatrywał się jej wyrazowi twarzy i temu, co może z niego wyczytać.
Miała na sobie nagiego mężczyznę. Leżał na niej, może nie tyle leżał, co unosił się ponad nią. Jego oddech owionął jej twarz, otoczył ją więc zapach drogiego alkoholu. Pochylił się, aby musnąć wargami jej policzek, a to sprawiało kolejne drżenie ciała i była coraz bardziej rozpalona, kiedy on ustami przesuwał się wzdłuż żuchwy.
W końcu jego wargi dosięgły jej. Poczuła te wspaniałe usta na sobie, ale było jej mało, chciała czegoś więcej, więc naparła na niego, lecz on w tej samej chwili cofnął się.
Jęknęła.
Odsunął się, ale nie za daleko. Przesunął się w lekko bok, aby muskać, całować jej szyję, lekko przygryzać, aby w jakiś sposób ją oznaczyć. Następnie przesunął się niżej, aby całować jej nagie ramiona.
Po prostu leżała, wpatrywała się w sufit nie mogąc zerknąć na niego, oddychała ciężko przez rozwarte lekko usta i rozkoszowała się dotykiem jego warg na sobie. Był tak delikatny i przez to pociągał ją tak bardzo. Rwała się do tego, żeby dać mu sygnał, posiadł ją w jakikolwiek sposób, ale z drugiej strony wiedziała, że nie może wykonać kolejnego ruchu, bo ją powstrzyma.
Te słodkie wargi sunęły po jej dekolcie, aby dotrzeć do zagłębienia pomiędzy jej piersiami. Muskał, całował, lizał i lekko przygryzał jej skórę, a przez to rozpalał ją do czerwoności. Chciał zejść niżej, dostać się do jej dwóch, napierających piersi, ale opinający je materiał blokował to.
Warknął tuż przy jej skórze, kiedy zdał sobie sprawę, że nie przesunie się w łatwy sposób niżej. Chciał być ostrożny, podchodzić do tego pomału, ale coraz bardziej czuł, że nie wytrzyma, stawał się coraz bardziej niecierpliwy. Pogłębiała to świadomość, że jego twarda erekcja ociera się o jej nagie udo.
Jego dłoń powędrowała na bok jej talii, tuż pod pachą, gdzie był kraj jej sukienki. Lekko wygięła się, uniosła, aby on mógł wsunąć tam rękę, sunąc po plecach dotrzeć do zapięcia na jej plecach. Pomału rozsuwał go, a materiał poluźniał się.
Zahaczył zębami i ściągnął czarną tkaninę sukienki z jej mlecznobiałej piersi. Pomału ukazywały się jego oczom opatulone w koronkowy, prawie przeźroczysty stanik bez ramiączek. Zakrywał w ten sposób przed jego oczami sutki, które zapewne były już stwardniałe, a wypustki napierały dając małe wybrzuszenia w nich.
Język musnął je przez materiał, wpierw jeden, później drugi, a w międzyczasie dłońmi zsuwał z niej sukienkę. Musiała lekko unieść swoje biodra, a jego erekcja naparła silniej na udo, po prostu się w nie wbijała.
Jęknęła na to uczucie.
Również mruknął przy jej piersiach liżąc jej tuż przy krawędzi stanika, w tym samym czasie sukienkę przesunął poniżej bioder. Lekko otarł się ciałem o jej i czuł jak przenika ją żar, który teraz przenosił się na nią.
Odchylił się, spoglądał na nią pożądliwie, jakby była czymś do jedzenia i chciał ją schrupać. Przełknął ślinę. Uniósł się nad nią, a natychmiast odczuł brak kontaktu z jej ciałem, więc jak najszybciej pozbył się z niej sukienki, aby odrzucić gdzieś w bok.
Dzięki temu mógł przez chwilę patrzeć na jej bladą skórę, odzianą w czarną, seksowną bieliznę. Mógł dostrzec błysk w jej oczach, kiedy badała jego reakcję oraz delikatny rumieniec oblewający ciało. Wyczuwał tą bijącą od niej energię.
Musiała go obserwować, nie potrafiła się jakoś powstrzymać przed tym. Całe ciało wręcz płonęło od chwili opuszczenia klubu, ale teraz, po dotyku jego ust na jej skórze, wręcz spalało się. Chciała więcej, chciała tego co może jej ofiarować. Jego ciało działało na nią jak magnes, wręcz przyciągał. Choć kontrast bladej cery i jego ciemnej karnacji rzucał się w oczy, wydawało się to bardzo seksowne. Podniecała się od samych myśli, że ten mężczyzna, wielki i umięśniony, a także tak dobrze wyposażony, posiądzie ją i to już za kilka chwil, a może szybciej.
Czuł, że więcej nie wytrzyma, musi znaleźć się w jej gorący wnętrzu. Szczególnie, że mógł łatwo ujrzeć wilgoć pomiędzy jej nogami, a zapach jaki od niej dochodził był niebiański dla zmysłów.
– Chcę ciebie – warknął.
– Weź mnie – mruknęła, jęknęła przy tym.
Jego dłoń powędrowała wprost do jej stanika, na szczęście dostrzegł wcześniej, że zapięcie znajdowało się z przodu. Zdolne palce rozpięły go, a piersi natychmiast uwolniły się z ciasnych miseczek. Teraz prężyły się przed nim dumnie, a różowe sutki sterczały przed nim, twarde i pragnące dotyku. Musnął oba kciukami, uszczypnął lekko.
Jęknęła na ten dotyk, a on znowu ścisnął je między palcami, przez to ciało przeszły dreszcze, więc mógł rozkoszować się tym widokiem.
Powtarzał swoje ruchy raz za razem. Kochał to w jaki sposób wiła się pod nim przepełniona pożądaniem i pragnąca, aby zaspokoił potrzeby ciała oraz duszy.
Dłoń zsunęła się po jej brzuchu, złapała za kraj koronkowych majteczek i szarpnął za nie rozrywając, zwinął je do pięści, a jego dłoń stała się mokra od jej soków. Przyłożył do nosa i zaciągnął się.
Zaczęła się w nim budzić druga natura, a nie chciał, aby i ona ją poznała. Pragnął ją ukryć w sobie, ale jej zapach oraz smak sprawiały, że stawało się to coraz trudniejsze. Nie mógł i nie chciał się dłużej z nią bawić. Chciał ją ujrzeć w pełnej krasie, bez żadnego odzienia, a dzięki pozbyciu się jej bielizny miał już taką możliwość. Przed sobą miał idealną, bezwłosą i zaróżowioną część jej ciała. Jej soki błyszczały na skórze, aż prosiły się o zlizanie do czysta.
Musiał spróbować, więc przejechał językiem po nabrzmiałych wargach, a dłonią musnął jej wrażliwy fragment skóry, zanurzył w niej swoje palce. Pokryły się jej nektarem, spojrzał na nią i patrząc w jej oczy oblizał każdy po kolei, possał je przez ułamki sekund, aż czuł ocierające się ostre z pożądania zęby.
Mruknęła jak kotka, poruszyła biodrami, kiedy on smakował jej soków. Ten widok był tak gorący, chciała po prostu więcej. Pragnęła by te jego wspaniałe usta znalazły się na jej wrażliwej skórze, possały i bawiły nią. Pragnęła, aby jego język zanurzał się w niej, muskał i penetrował dogłębnie.
Chciał dać jej orgazm, doprowadzić ją na szczyt dzięki swoim ustom i językowi, ale bał się, że w tamtej chwili uwolni się z niego bestia, był na krawędzi. Jego erekcja potrzebowała zanurzyć się w jej wnętrzu. Sięgnął dłonią w bok i z szuflady wyciągnął szybko opakowanie, które jednym ruchem rozerwał swoimi zębami. Oczy pociemniały, a cichy warkot wydobył się z jego ust.
Jednym ruchem naciągnął na swoją kolosalną wielkość cienki lateks prezerwatywy. Widział jak ona jest pobudzona i przesuwa się pod nim, wije i pragnie jego dotyku. Po chwili znalazł się już na niej, okrył swoim ciemnym ciałem jej blade. Dwa rozgrzane ciała zetknęły się ze sobą, a twarda erekcja ocierała się o wilgotne wejście.
Poprawił się, kiedy ustawił się idealnie nad jej wejściem. Oczy stały się niemal czarne od samej myśli znalezienia się w niej.
Patrzyła na jego skupioną i napiętą twarz. Dostrzegła, że jego twarz jest spięta, a zerkając na nią miał pytanie w oczach, które były tak ciemne z pożądania. Chciał się upewnić, czy na pewno może sobie pozwolić na wejście z nią i zaspokojenie się.
Twierdząco kiwnęła głową, pozwalając na jego ruch. Już sekundę później, jego twarda erekcja, zaczęła zanurzać się w jej wnętrzu. Czuła jak ją rozciąga, wypełnia każdy milimetr, a to uczucie było tak wspaniałe, że wygięła się w łuk. Rozkoszowała się samym uczuciem posiadania go w sobie.
Ciche jęki wydobywały się z jej ust, powtarzały się raz za razem.
Widok jej, podnieconej i chętnej, sprawiał, że i chciał więcej, więcej… Odgłosy, które wychodziły z niej rozpalały go jeszcze mocniej, a atmosfera w pokoju była wręcz gorąca.
Musiał przyznać, że dawno nie był w ciele kobiety, która w taki sposób otaczała go i była aż tak gotowa na jego przyjęcie. Nie zachowywała się jak większość puszczalskich dziewczyn w klubie, które często kręciły się wokół niego, pragnąc znaleźć się pod nim lub na nim. Ona była inna, wiedział to od pierwszego spojrzenia w jej kierunku, wtedy jej zapragnął, dostrzegł coś niezwykłego. Miał dziwne wrażenie, że ona byłaby gotowa do zaakceptowania jego prawdziwej natury, choć tego nigdy nie mógł być pewny, już kiedyś się zawiódł.
Jego usta odnalazły jej wargi, naparł mocno, ale nie pozwolił sobie na otwarcie ich przy niej. Gdyby poczuła jego zęby mogła się przerazić, a nie wolno mu było aż tak ryzykować. Wplotła palce w jego włosy, kiedy on wszedł już całkiem w nią. Jej język próbował się wbić w jej usta, ale nie pozwolił na to.
Nie poruszał się w niej, rozkoszował się chwilą, kiedy w pełni był w niej zanurzony.
Oderwał się od jej ust, wsparł się na przedramionach tuż przy jej głowie. Nabrał powietrza, kiedy patrzył w te śliczne oczy i wynurzał się z niej prawie cały, aby następnie wejść w nią ponownie.
Jęczała i wiła się pod nim. Każdy ruch w jej ciele sprawiał tak wiele satysfakcji i wiedziała, że wkrótce dojdzie.
Oczy, pełne pożądania, tajemnicy, czarne jak dwa węgle wpatrywały się w nią, a jej coraz bardziej to się podobało. Każda komórka jej ciała pragnęła wszystkiego co może jej dać, pozwoliłaby mu na wszystko.
Czuł, że jej orgazm nadchodzi, zmrużyła oczy, a on przyspieszył swoje ruchy, aby móc dojść wraz z nią. Ścianki jej wnętrza zaciskały się na nim, kiedy wreszcie dotarł do niej orgazm, a on w tej samej chwili ryknął osiągając spełnienie. Wygiął się i wcisnął jak najgłębiej w nią. Palce zacisnęły się na prześcieradle, które pod wpływem ostrych w tej chwili pazurów rozdarło się w niektórych miejscach.
Fala gorąca, drgawek dosięgła jej. Osiągnęła całkowite spełnienie, jakie nigdy wcześniej. Czuła jak i on osiąga swój orgazm. Zmrużyła oczy, bo mgła otoczyła ją. Czuła jak odpływa, stwierdziła, że musi mieć już omamy, kiedy zanurzając się w ciemność słyszała jakiś ryk i coś, co jej przypominało coś dziwnego.
Opadła bez sił i zasnęła.
Patrzył jak jego kochanka, wykończona po silnym orgazmie zapada w sen. Miał szczęście, że właśnie tak się stało. Gdyby go teraz zobaczyła to zapewne uciekłaby jak najdalej, a nie wiedział jak on by mógł na to zareagować.
Opuścił jej ciało, próbował unormować oddech.
*****
Czuła miękką pościel wokół ciała. Chłodną, choć miała wrażenie, że jeszcze niedawno przytulała się do czegoś ciepłego, wręcz gorącego.
Przeciągała się w łóżku myśląc o niesamowitym śnie jaki ją nawiedził. Na samo wspomnienie była wilgotna i podniecona. Wszystko było tak realistyczne, że nie chciała się budzić, ale promienie światła zaczęły padać na jej twarz. Tak bardzo pragnęła pozostać w swoim wyimaginowanym świecie pełnym pasji i szaleństwa.
Ziewnęła i pomału otworzyła oczy.
Jej wzrok padł na biały sufit, a następnie zaczęła spoglądać na otoczenie tak różne od tego co widzi każdego poranka. Po kilku sekundach dotarło do niej, że nie jest w swojej sypialni, w swoim łóżku, a naga i obolała po upojnej nocy znajduje się w nieznanym sobie miejscu.
Podwinęła kolana i cofnęła do tyłu opierając się o zagłówek, a przerażenie biło z jej oczu. Nie wiedziała z kim była, gdzie się znajdowała i co ją czeka. Wiedziała tylko, że po raz pierwszy zachowała się tak nieodpowiedzialnie.
Sen nie był snem, a rzeczywistością….
*****
Nie miała pojęcia dlaczego miała wrażenie, że to wszystko było snem, czymś co nagle zawładnęło jej umysłem na jedną chwilę, otumaniło ją i sprawiło, że wydawało się nierealne. Każde wspomnienie poprzedniej nocy było przymglone, a mężczyzna wydawał się taki nierzeczywisty.
Nic nie układało się w jedną całość.
Była w dyskotece, tańczyła i świetnie się bawiła. Teraz nie mogła sobie przypomnieć nawet tego, jak on wygląda, albo czy kogoś czasem jej nie przypomina. Nigdy nie była z kimś takim, kto tak szczelnie był owinięty jakąś tajemniczą maską, więc tym bardziej wydawało się to nierealne.
Chciała wiedzieć, że tak naprawdę istniał i nie różni się niczym od innych mężczyzn jakich znała.
Podkuliła kolana, rękoma oplotła je. Patrzyła w przestrzeń opierając się brodą o nogi, a głowę zaprzątało tysiące różnych, dziwnych myśli, pełno pytań, które wciąż pozostawały bez odpowiedzi. Powodowało to także wzbierający ból głowy.
Gdzie była? Co to za miejsce?
Obca posiadłość, obcy pokój, obce łóżko. Wszystko co znajdowało się w tym pomieszczeniu nie należało do niej, no może poza skrawkami ubrań plątających się po podłodze. Wszystko było najprawdopodobniej jego, ale nie miała tej pewności, bo nigdzie przy niej nie było jego.
Była sama.
Otaczały ją śnieżnobiałe ściany oraz czarne, drewniane lub metalowe meble. Wszystko eleganckie i zarazem nowoczesne, w jednym stylu, zero kiczu. Wyraźnie było widać, że mężczyzna ten miał gust, którego mogli pozazdrościć mu inni. Wnętrze było męskie, pasujące do twardego mężczyzny z jakim najprawdopodobniej miała do czynienia.
Łóżko, w którym się obudziła, było ogromnej wielkości, wydawało się, że mogłaby się w nim schować bez problemów. Gdyby tylko chciał mógłby zmieścić w nim kilka osób, jakby brakło miejsca do spania. Mogłaby w nim spać, wylegiwać się przez cały dzień, bo było miękkie i wygodne, o aksamitnej, gładkiej pościeli. Przesunęła dłonią po idealnym materiale. Wyczuła fragment, gdzie prześcieradło było potargane, czuła kilka rys równoległych do siebie.
Od czego się zniszczyło? – Uniosła lekko cienką kołdrę i spojrzała tam, gdzie wyczuła ręką coś dziwnego. Dostrzegła cztery długie rysy, tworzące cztery długie nacięcia, jakby ktoś ciął je nożem niemalże od linijki. Musiała przyjrzeć się całemu, po drugiej stronie jej ciała było dokładnie to samo, takie same nacięcia. Była pewna, że nie mogła tego zrobić ani ona ani on bez użycia czegoś ostrego, ale istniała też możliwość, że było to już zrobione wcześniej. Sama pamiętała o tym, jak mocno zaciskała palce, ale miała co dopiero wypielęgnowane i pomalowane, króciutkie paznokcie, więc na pewno nie mogłaby tego zrobić za ich pomocą. Ewentualnie mogłam zrobić kilka rys na jego muskularnym ciele w chwili uniesienia, pomyślała
Czuła się coraz bardziej dziwnie, gęsia skórka pokrywała odkrytą część ciałą.
Rozejrzała się szukając czegoś podejrzanego, coś na czym mogłaby skupić swoją uwagę, choć sama nie wiedziała co to miałoby być dokładnie. Wzrok skupiła na bocznych drzwiach. Domyśliła się, że za nimi mogła odnaleźć łazienkę, dać ukojenie choć na chwilę swojemu ciału.
Nasłuchiwała przez moment, ale żaden hałas nie dotarł do jej uszu. Najwyraźniej nie było go nigdzie w pobliżu, więc szybko uniosła się owijając szczelnie wokół ciała ciepłą kołdrę. Pozbierała pośpiesznie ubrania walające się po podłodze, aby móc udać się do łazienki i oczyścić z potu oraz niego.
Wyczuwała na sobie zapach tego mężczyzny. Był tak wyrazisty, mieszanka jego potu i spełnienia, resztki nasienia, piżmowy, słodki zapach zmieszany z drogimi perfumami i czymś zwierzęcym. To było przyjemne i wręcz pobudzające, ale pragnęła się już od tego uwolnić, wyjść stąd i zapomnieć o tym co się w tym miejscu wydarzyło.
Nie pomyliła się, znalazła się w łazience.
Zamknęła za sobą drzwi i ujrzała czarno – białe pomieszczenie. Wszystko wykonane znów elegancko, z rozmysłem, wszystko stanowiło spójną całość. Choć prezentowała się skromnie oraz męsko, po przyjrzeniu się można było stwierdzić, że wydał na urządzenie tego miejsca sporą część gotówki. Skierowała się szybko wprost do przestronnego prysznica, gdzie spokojnie mogły się zmieścić dwie a może trzy osoby.
Nagie i zmęczone ciało po upojnej nocy, oblał ciepły strumień wody spłukując z niej wszystkie brudy oraz zapach tego mężczyzny.
*****
Próbował unormować oddech. Móc swobodnie nabierać powietrze do płuc.
Noc, którą spędził z tamtą kobietą była najlepszą ze wszystkich jakie do tej pory miał z kobietami. Nie spodziewał się, że będzie zdolna obudzić w nim bestię, która także zapragnęła posiąść jej ciało, mieć pod sobą kruchą niewiastę. Prawie na to pozwolił, prawie udało się przeistoczyć mu w potwora, prawie zrobił jej krzywdę.
Na szczęście dla niej i niego samego wycofał się w odpowiednim momencie, uciekł w głąb ciemnego lasu za jego domem, gdzie pozwolił swojej drugiej naturze na wszystko, co tylko chciała.
Bestia, która się w nim kryła, siedziała głęboko w nim od zawsze, odkąd się urodził jakaś cząstka pozostawała w nim. Odziedziczył to przekleństwo w spadku po swoim ojcu, a ten po swoich przodkach. W głębi duszy wolałby się nigdy nie urodzić, gdyby wiedział jaki los go czeka i co zrobi.
Tamten mężczyzna uwiódł jego matkę swoim pięknym ciałem i aparycją, omamił ją a następnie zostawił na pastwę losu, przez co ona sama musiała w jakiś sposób ujarzmić jego drugą naturę. Przemiana w tą drugą postać nastąpiła w nim dopiero po osiągnięciu pełnoletności, ale już wcześniej miał nagłe wybuchy gniewu i nie zachowywał się jak zwykły nastolatek.
Zawsze ta chwila, w której przyjmował postać bestii była pełna bólu, ale zarazem pewnej ekstazy, podniecenia, przez co nienawidził tego jeszcze bardziej.
Jego ojciec pojawił się kiedy nastąpiło to za pierwszym razem. Po prostu stanął niedaleko i obserwował, ale on wyczuwał, że jest z niego dumny, bo w końcu ktoś odziedziczył po nim te przeklęte geny. On sam w tej jednej chwili, kiedy nastąpiła pierwsza przemiana, pragnął umrzeć. Nie chciał żyć z tym czymś w sobie, chciał pozbyć się bestii, móc pozostać sobą, stać się normalna osobą w jego wieku, ale nic z tego. To wszystko nastąpiło i zmieniło jego życie. Musiał dołączyć do stada, z którego przez jeden błąd został wygnany.
Jego ciało i umysł uformowało się w odpowiedni sposób, odtąd wyglądem przypominał mężczyznę, na oko dwudziestopięcioletniego, choć już teraz miał kilkadziesiąt lat więcej. Nie starzał się, nie pojawiały się na jego twarzy zmarszczki, a jego ciało potrafiło się szybko regenerować. Nie musiał udawać się codziennie na siłownię, czy też uprawiać jogging, i tak miał wysportowaną sylwetkę z idealnie uformowanymi mięśniami. Nigdy też nie musiał starać o uwagę kobiet, to one same ciągnęły do niego jak pszczoły do miodu nie wiedząc z kim tak naprawdę mają do czynienia. Nigdy też nie miały się dowiedzieć.
Sam próbował już popełnić samobójstwo, ale z niepowodzeniem. Jedyną pamiątką po tym była szrama na jego piersi od wbitego metalowego pręta, który przeciął mu skórę. Nic poza tym mu się nie stało. Wiedział, że jedynym sposobem na śmierć była walka z inną bestią, która musiałaby być silniejsza od niego.
Teraz podążał przez las w stronę swojego domu, a raczej miejsca, które mógł przez jakiś czas nazywać domem, aż do momentu, w którym będzie musiał zniknąć. Słońce już zaczęło unosić się ponad horyzontem i oświetlać teren wokoło, a jego myśli automatycznie wędrowały do tego pięknego ciała, które pozostawił nagie i zaspokojone na łóżku.
Nigdy nie odczuwał czegoś takiego do nikogo, do żadnej kobiety czy też mężczyzny. Jego ciało wręcz samo ciągnęło do niej, jakby byli dwoma magnesami o przeciwnych biegunach, które musiały się spotkać razem i połączyć. Wspominał jak kusiła go, a w czasie miłosnych uniesień wbijała w niego swoje pazury w jakiś sposób wiążąc go ze sobą. Czuł się, jakby był przez nią zamykany w ciasnej klatce, jakby nie chciała go puścić i dzielić się z kimkolwiek innym, a on z chęcią miał zamiar jej na to pozwolić.
Czy ona jest moją NIMAH? – spytał sam siebie w myślach.
O tych kobietach słyszał tylko z drugiej ręki, sam nigdy nie spotkał żadnej. Jego matka posiadała w sobie tylko cząstkę nimah, która przyciągnęła jego ojca, ale przez to, że nie była nią całkowicie, nie potrafiła utrzymać go przy sobie na stałe. Ten jak się okazało, miał taką samicę gdzieś zupełnie indziej, a jego matka była tylko tylko odskocznią od codzienności. Przy okazji to ona, a nie jego luba, dała mu upragnionego syna, do którego tak naprawdę nigdy się nie przyznał. Gdy jego ojciec stracił swoją Nimah, związał się z inną, z która miał syna, w przeciwieństwie do niego, tamtego uznał.
Nimah wiązała samca z samicą na wieki, nic nie mogłoby ich rozdzielić prócz śmierci któregokolwiek, choć i to w wypadku śmierci bestii powodowałoby zgon partnerki. Żadne z nich nie potrafiłby żyć bez swojego prawdziwego partnera, wpadliby w agonie i już nigdy nie odzyskali dawnego wigoru, chęci do dalszego współżycia w tym świecie. Dlatego uważał, że ojciec nie posiadał prawdziwej Nimah, wciąż żył, gdy jego matka i pierwsza partnerka już nie znajdowały się na tym świecie.
Czarnowłosa kobieta, z którą spędził poprzednia noc, która teraz leżała i odpoczywała wykończona po upojnie spędzonej nocy, znajdowała się w jego łóżku. Wciąż czuł na sobie jej niezwykły zapach, a to pobudzało jego ciało do ponownego działania, chęci zanurzenia się w jej ciepłym ciele. Wciąż umysł dostarczał mu wspomnień o tym jak dyszała, jęczała i wiła się pod nim pragnąc jeszcze więcej niż jej dawał. Chciał znów ją posiąść i poczuć ten żar jej ciała ocierającego się o niego, a był pewny że nie skończyłoby się to na jednym razie. Pragnął mieć ją znowu i znowu.
Zbliżał się do swojego domu, wpierw powoli próbując pohamować swój popęd, ale gdy tylko dostrzegł zarys muru jego kroki zwiększyły szybkość. Myśli ciągle krążyły wokół niej i nie chciały go opuścić. Wyobraźnia wręcz szalała, ukazywała w jego umyśle tysiące zdjęć, obrazów na jawie, przedstawiających ich, miejsca i pozycje ich wspólnych ekscesów, tego co mogliby zrobić, jeśli tylko sobie pozwolą na coś więcej. Pochłaniało go to bez reszty.
Mijając bramę zdał sobie jednak sprawę, że coś jest nie tak, coś się nie zgadzało. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że brama wejściowa była uchylona choć nie powinna. On sam nie opuszczał tego miejsca tą drogą, a skacząc przez wysoki mur z dachu garażu. Dodatkowo pamiętał, że kiedy przechodził z nią tędy upewniał się, iż zamknął wszystko dokładnie. Nikt nie miał prawa wkroczyć na jego terytorium z zewnątrz.
Węchem próbował wyczuć kogoś obcego, bo jego wrażliwy nos potrafił wyczuć wszelkie niezgodności, ale żaden dziwny zapach nie docierał do niego, poza wonią otoczenia, jej i jego samego. Nadal mu coś nie pasowało, nie wiedział tylko co dokładnie.
Wytężył swój umysł i tylko jedna myśl nasunęła mu się do głowy.
– Ona! – warknął.
Nie wahał się. Rzucił się pędem do drzwi pragnąc jak najszybciej zaspokoić swoją ciekawość i chciał, aby to co pomyślał okazało się błędne. Miał jednak to dziwne przeczucie, że ten cały niepokój, który go ogarnął wiązał się właśnie z jej osobą, więc musiał sprawdzić wszystko.
Ledwo przekroczył próg domu, a już dał swojej bestii większe pole do manewru, wytężył słuch i węch. Nic nie dotarło do niego, żaden dźwięk. Nie było żadnych kroków, ruchów, nawet nie słyszał jej oddechu. Docierał do niego jedynie jej zapach, który ciągnął się od sypialni do drzwi wejściowych.
Czuł jak jemu samemu zaczyna brakować powietrza, kiedy niemal skakał po schodach, aby wreszcie znaleźć się w sypialni. Zostawiła drzwi otwarte na oścież i zapraszały do środka. W pierwszej chwili dostrzegł tylko rozbełtane łóżko, bez kołdry, która nie wiedział czemu znalazła się przy drzwiach od łazienki. Mógł ujrzeć za to pocięte przez jego pazury prześcieradło, pamiątka po tamtej nocy dodatkowo przesiąknięta sokami jej spełnienia. Brakowało tylko jej.
Ryk wściekłości wydobył się z jego gardła, a bestia znów napierała na niego pragnąc uwolnienia i zaspokojenia. Jego kobieta zniknęła, uciekła przed nim, a nad nim zaczęły zbierać się czarne chmury.
Znikła, pozostawiła go samemu sobie, bez żadnego słowa wyjaśnienia, żadnej karteczki z informacją, że odeszła. Mogła chociaż poczekać aż on wróci, ale nie… ona wolała odejść właśnie w ten sposób.
Dotarło do niego, że tak naprawdę nic o niej nie wiedział. Nie znał jej imienia, adresu, ani numeru telefonu. Ich wspólna noc była anonimowa, ona nie poznała jego, a on jej. Pozostawił jednak na niej swój ślad, oznaczył podczas ich wspólnej nocy, a dzięki temu odnajdzie ją wszędzie. Pamiętał że tej nocy użył zabezpieczenia, ale nie spełnił oczekiwań…