Opublikowano Dodaj komentarz

Potępiona – rozdział 4


Nico

Minęło kilkanaście minut, a oni odjechali. Peter wszedł do środka wyraźnie z siebie zadowolony. Widocznie cała ta sytuacja zakończyła się w taki sposób, w jaki oczekiwał.

– I jak było? – spytałam.

– Lepiej nie mogło to się skończyć – powiedział spokojnie i podszedł do mnie.

Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie, gładząc po plecach. Był dla mnie jak ojciec i w taki sposób zawsze mnie pocieszał i wspierał.

– Noah uwierzył w to, co mu napisała Catherine, a gdy cię ujrzał, nie miał już żadnych wątpliwości. Dzięki temu mamy przy sobie szóstkę nowych sojuszników.

Odetchnęłam z ulgą.

Pozostałą część dnia spędziłam z Peterem w salonie. Zajęliśmy wygodne miejsca – ja kanapę, a on fotel znajdujący się naprzeciwko. Musieliśmy jeszcze omówić sprawę pojawienia się mojej osoby w szkole. Nigdy przecież nie chodziłam do szkoły ani nigdy nie przebywałam wśród normalnych ludzi, dlatego potrzebowałam wskazówek. Wszystko dla mnie było nowe i niezwykłe. Po części mnie to ekscytowało, ale również niepokoiło. I pomyśleć, że nie boję się tyle wampirów co ludzi, w końcu to wśród nich się wychowałam i nie byłam zwykłą nastolatką.

Peter starał się jednak uspokoić mnie jak najbardziej, mówiąc, że będę chodzić do szkoły wraz z „dziećmi” Noaha, które mi pomogą zaaklimatyzować się, a w razie kłopotów stanąć po mojej stronie. Nie znali mnie ani ja ich, byliśmy dla siebie całkowicie obcy. Byłam coraz bardziej ciekawa, czy są podobni do swojego opiekuna, czy do innych znanych mi wampirów? Czy mnie polubią? Jak mam się wobec nich zachowywać? Jacy oni będą dla mnie?

Jedno pytanie mnie szczególnie dręczyło. Poznałam Noaha, ale czemu nie przedstawili nas sobie? Powinnam przecież ich już dziś zobaczyć i wiedzieć, kto jest kim.

Moje zamyślenie musiało być łatwe do odczytania, bo natychmiast otrzymałam odpowiedź.

– On musi ich do tego wszystkiego przygotować. Nie mogą wiedzieć, kim naprawdę jesteś i jak wiele znaczysz dla nas wszystkich. Jestem natomiast pewien, że Mattiasowi nie uda się odczytać twoich myśli, gdyż nikomu się to jak na razie nie udaje. To dużo pomaga i nie będziesz musiała aż tak bardzo ich kontrolować. Poza tym i tak będę zawsze w pobliżu na wszelki wypadek. Zaprzyjaźnisz się z nimi. – Uśmiechnął się do mnie i przytulił. – Pamiętaj. Jesteś dzielną małą dziewczynką i wszystko ci się uda. Przyzwyczaisz się do twojego nowego życia.

Następnie musieliśmy omówić kilka ważnych kwestii, w tym to, co mogę powiedzieć innym, oraz wymyślić historyjkę mojego dotychczasowego życia. Tak więc, według oficjalnej wersji przeniosłam się tutaj z Toronto wraz ze swoim ojcem, który jest artystą i ma zamiar tutaj odzyskać natchnienie, dostać weny. Mama została na miejscu, aby dokończyć interesy – to na wypadek przybycia Catherine. W głębi duszy wierzyłam, że szybko do nas dołączy i już wkrótce będę mogła spędzać czas zarówno z nią jak i z Peterem. Przy tej dwójce czułam się naprawdę bezpiecznie. Musiałam także przyznać, że coraz bardziej martwiłam się o nią i chciałam ją zobaczyć.

Poopowiadał mi także trochę o tamtym mieście i okolicy, w razie szczegółowych pytań o miejsca rozrywki i tamtejszą szkołę. Nie wiadomo, czego można oczekiwać po moich nowych kolegach ze szkoły i nie mam tu na myśli tajemniczej piątki, ale zwykłych uczniów. Podobno są bardzo ciekawscy i wścibscy, więc musieliśmy powymyślać kilka ciekawych historyjek ze mną w roli głównej. Starałam się wszystko zapamiętać, co przychodziło mi z dziwnie wielkim trudem. Przeważnie nie miałam problemów z nauką i uczyłam się bardzo szybko, ale to jednak było coś innego.

Po przyswojeniu tej całej wiedzy chciałam się dowiedzieć czegokolwiek o moich kolejnych opiekunach. W sumie to mogę ich tak nazywać, mają przecież mnie pilnować tak samo jak Peter. Zaczęłam więc od moim zdaniem najłatwiejszego z pytań:

– Kim jest Noah i jego klan? Czemu akurat oni?

– Noah jest specyficzny, a cała szóstka wyróżnia się na tle innych klanów i pojedynczych jednostek wampirów. Są inni od reszty.

Zaciekawiło mnie to.

– Dlaczego?

– Po pierwsze, jak ci mówiłem wcześniej, wszyscy z nich żywią się krwią zwierzęcą lub korzystają z banków dawców, ale to i tak bardzo rzadko. Żaden z nich nigdy nie skosztował krwi ludzkiej poprzez zabicie innego człowieka, pozbawienia go życia. Można więc powiedzieć, że ich dusze są czyste, gdyż nikomu nie wyrządzają krzywdy. – Zastanowił się chwilkę. – No, może zmniejszają troszkę populację niektórych zwierzątek, ale i tak wybierają tereny z ich nadmiarem.

– Czyli są lepsi czy gorsi od innych? Dobrzy czy źli? Chyba każdy wampir jest zły?

Poprawił się w fotelu i splótł dłonie przed sobą. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy i coś go wyraźnie bawiło.

– Zdecydowanie muszę przyznać, że są silniejsi od innych pod względem siły woli i to jest pewne. Trudno jest oprzeć się krwi ludzkiej, a im to bez problemu się udaje i pozwala normalnie funkcjonować wśród zwykłych ludzi. Nie reagują na zwykłe skaleczenia tak jak pozostali. Każdy nawzajem siebie pilnuje, aby nie rzucić się na kogoś i jedynie muszą uważać na to, żeby nikt nie odkrył ich tajemnicy. Dlatego, gdy nadejdzie odpowiednia pora i różnica ich wyglądu co do wieku, jaki podają, będzie wyraźnie się różnić, a ktoś zacznie coś podejrzewać, to muszą uciekać. Znikać bez śladu i szukać nowego miejsca, gdzie znów będą mogli wieść przez kilka następnych lat normalne życie. W ten sposób funkcjonują już od kilkudziesięciu lat i nigdy nie mieli problemów z ukryciem tożsamości.

Widać po nim, że był pod wrażeniem tego, jak ta szóstka potrafi przystosować się do danej sytuacji oraz że są ze sobą tak mocno związani. Ja również. Przez cały czas, kilkanaście lat będąc w Londynie, przebywaliśmy w jednej posiadłości otoczonej wysokim murem. Skryci we wnętrzu i okryci tajemnicą. Rzadko kiedy można było opuszczać to terytorium. Ja jako jedyna ze wszystkich nie miałam nigdy takiej możliwości, nawet jeśli bym błagała ich na kolanach. Chroniono mnie, a raczej strzeżono, aby nikt nie dowiedział się, kim jestem, kim będę i co się ze mną stanie w najbliższej przyszłości..

– Coś jeszcze sprawia, że są tak ważni? – spytałam z czystej ciekawości.

Powiedział mi wystarczająco dużo, ale jak zwykle chciałam wiedzieć więcej i czekałam na to, co powie, patrząc mu głęboko w oczy. Nie protestował.

– Powinnaś to w końcu wiedzieć, więc ci powiem. Prawie każdy z nich posiada jakiś dar, zdolność, która sprawia, że jest się czymś wyjątkowym i specjalnym. Cała szóstka ma coś w sobie niezwykłego. Mattias potrafi porozumiewać się poprzez umysł z innymi wampirami i ludźmi, czego nie stosuje co do tych drugich, a dzięki temu potrafi także czytać w myślach. Selena widzi natomiast przyszłość. Co najważniejsze i istotne, widzi ją bardzo wyraźnie, odwzorowuje w umyśle to, co się stanie, a spełniają się one w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach, rzadko kiedy się myli. Jej wizje mogą być czasami zamglone, jak w wypadku kiedy nie mogła dostrzec ciebie, ale i to daje jej bardzo dużo oraz przewagę nad innymi. Kellan jest jej partnerem, towarzyszem. Znają się od jakiś siedemdziesięciu lat i od początku tworzą związek. Jest on najsilniejszy spośród całej szóstki, choć może nie wygląda na takiego, ponieważ jest dość szczupły i wysoki, ale pozory mylą.

Zamyślił się na chwilę. Czekałam więc w skupieniu na to, co powie dalej. Nie chciałam mu przerywać w tym momencie. Mogłam się teraz dowiedzieć czegoś więcej i skorzystać z tej nadarzającej się okazji. Musiał zastanawiać się, jak wiele może mi wyjawić.

– Podobno to Selena przewidziała nasz przyjazd i stąd dowiedzieli się o tym. Z tego też powodu tak szybko nas odwiedzili, tym bardziej że jej wizja była dość niewyraźna, ale wystarczająca, by dostrzec nowego wampira i kogoś jeszcze. Nie chcieli więc czekać na pozostałą dwójkę, dlatego brakowało Roberta i Kiry. Ta dwójka również jest bardzo uzdolniona. O ile się nie mylę, mężczyzna potrafi poruszać przedmiotami za pomocą telekinezy, natomiast jego dziewczyna jest niezwykle piękna i zniewalająca. To jednak tylko zmyłka, a nie prawdziwy dar. Potrafi się teleportować w wyznaczone przez siebie miejsce, co nieraz jest dość irytujące, gdy nagle pojawia się tuż obok. Głową całego klanu jest oczywiście nie kto inny jak Noah. Pracuje on w centrum weterynaryjnym. Jest lekarzem i dzięki temu mają łatwy dostęp do krwi. Formalnie i ta wersja jest utrzymywana, adoptował całą piątkę, kiedy byli dziećmi. Selena z Mattiasem są bliźniakami zarówno w udawanym życiu jak i naprawdę. Oboje zostali przemienieni po wypadku, w którym zginęli ich rodzice, a on ich uratował. Mieli wtedy po osiemnaście lat. Reszta oficjalnie pochodzi od różnych rodziców i z różnych części kraju.

W ten sposób cały wieczór spędziłam na poznawaniu moich przyszłych towarzyszy i opiekunów, co było bardzo istotne.

Peter wiedział o nich niemal wszystko i podziwiałam go za to. Jak wyjaśnił mi później, musieli mieć pewność co do tego, kogo chcą wtajemniczyć w swój plan. Wraz z Catherine poświęcili temu wystarczająco dużo czasu.

Przez cały wieczór rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że Selena związana jest z Kellanem, ale to już wiedziałam z wcześniejszej jego przemowy. Kira natomiast jest z Robertem. Udają przed ludźmi normalne związki: chłopak – dziewczyna. W rzeczywistości już mają za sobą śluby, a co kilka, kilkanaście lato odnawiają je przed ołtarzem, aby przypomnieć o swojej dozgonnej miłości.

Jedynymi osobami samotnymi w tym klanie była dwójka mężczyzn, Noah i Mattias. Pierwszy z nich stracił swoją połówkę kilkanaście lat wcześniej. Była podobno piękną czarnowłosą wampirzycą, a ich miłość była ogromna. Zginęła ona z rąk kilku nowonarodzonych wampirów, gdy udała się na polowanie. Niewiele wiadomo o całej tej sytuacji, choć wydawała się wielce podejrzana.

Natomiast Mattias do tej pory nie odnalazł swojej bratniej duszy i podobno nie znalazł oraz nie spodziewa się w najbliższym czasie takiej osoby spotkać. Żyło mu się dobrze bez drugiej połówki i wystarczała mu bliskość z resztą klanu.

Od tej pory miałam z całą piątką chodzić do jednej szkoły. I wraz z nimi uczestniczyć w tej farsie. Oni jednak nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Jutro miałam ich spotkać przed szkołą, oni mieli się mną opiekować w tym czasie.

Szkoła? To również mój opiekun musiał mi wytłumaczyć. Nie miałam przecież bladego pojęcia, co mam tam robić i na czym to wszystko polega.

Peter pomału wyjaśnił, że będę musiała wstać wcześniej niż zwykle, ponieważ zajęcia zaczynają się o ósmej. Dlatego muszę się jeszcze ubrać i przygotować na wielkie wejście. Będę się tam uczyć tak jak do tej pory z nim i Catherine. Jest w tym jednak wielka różnica, polega ona na tym, że teraz oni nie będą moimi nauczycielami, a będę ich miała teraz kilku, poza tym uczyć się będę w większej grupie osób, a nie jak do tej pory sama. Zapewnił mnie jednak, że na każdych zajęciach będzie mi towarzyszył ktoś z tamtego klanu. On nie może, ale będzie miał na mnie oko w pewien sposób.

Nie wiem czemu, ale ogarnął mnie dziwny rodzaj strachu na samą myśl o tym. Nie bałam się wampirów, a bałam się ludzi? Wydawało się to takie dziwne, ale prawdziwe. To oni byli dla mnie obcy.

Ze strachem i obawą co do tego, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień, udałam się do swojego pokoju, który wskazał mi Peter. Nie zapalając światła, padłam na łóżko, które widziałam dzięki blaskowi księżyca rzucanemu na niego. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w świat Morfeusza.



Peter

Lekko zwariowany dzień chylił się ku końcowi. Nareszcie, gdyż należał chyba do najtrudniejszych w moim dotychczasowym wieloletnim życiu. Tak wiele pytań, tak wiele odpowiedzi i wciąż tak wiele niewiadomych, niedomówień.

Jeden z problemów był z głowy. Na szczęście Noah nie robił większych przeszkód. Ze skupieniem i pełną powagą czytał list od Catherine do niego i widać po nim było, że wywołał efekt, jakiego się spodziewaliśmy. Czułem od niego tę niepewność, powątpiewanie, szok i ciekawość. Spodziewałem się także, że będzie chciał spotkać się z Nico i poznać ją osobiście, dlatego kazałem jej czekać w gabinecie. Miał on już taką naturę, nakazującą mu analizowanie i poznawanie wszystkiego, co nowe i niezwykłe, a ona należała do obu tych grup. Musiał zaspokoić swoją ciekawość i wiedziałem, że w ten sposób przeciągniemy już na pewno jego osobę i klan na swoją stronę – że nam pomogą.

Co do jednego miałem pewność, że jak spotka się z nią, to na pewno uwierzy we wszystko, co było napisane. Nie pomyliłem się zbytnio i uzyskałem satysfakcjonującą odpowiedź. Mieliśmy kilku sojuszników po swojej stronie i to niezwykłych sojuszników. Tak uzdolniony klan na świecie był wyjątkiem. Znałem tylko jeszcze jedno miejsce, gdzie można było spotkać aż tak utalentowane wampiry, ale ich natura bliższa jest tej, którą prezentuje Dimitri.

Wieczór minął przyjemnie i z wielka chęcią spędziłem go na opowiadaniu Nico o naszych nowych znajomych i jej opiekunach. Nie mogłem im pozwolić poznać ją w tym momencie, ponieważ nieznana mi była ich reakcja na to wszystko. Nie miałem także pewności co do faktu, czy znają starą legendę przekazywaną z ust do ust. Ich reakcja była więc wielką niewiadomą. Dlatego najrozsądniej z naszej strony było ukrywanie przed nimi faktu, jak wielkie znaczenie miała dla nas wszystkich Nico. To mogło być niebezpieczne dla wszystkich zgromadzonych. Pozostawało więc czekać na odpowiedni moment i wtedy przekazać im pełne informacje dotyczące całej tej sprawy i Nico. Miało to mieć miejsce już niedługo, ale tyle muszą wytrzymać.

Moja podopieczna była zafascynowana całą historią. Oczywiście miała sporo pytań, ale wolała je zachować dla siebie i skupić się na tym, co mówię. Podobało mi się ta cała sytuacja.

Można powiedzieć, że Nico do tej pory miała tylko mnie i Catherine. Oczywiście był jeszcze Ian i parę innych wampirów krążących niedaleko, ale tylko naszej dwójce ufała od zawsze. Byliśmy jej przyjaciółmi i rodziną, osobami, którym ufała bezgranicznie. Wraz z pójściem do szkoły miała poznać piątkę podopiecznych Noaha i innych uczniów szkoły, którzy bardziej przypominali ją niż nas, wampiry. Fascynowało ją wszystko to, o czym mówiłem. Nie przerywała w żadnym momencie. Nie pytała zbyt wiele, a ja starałem się mówić to, co najważniejsze dla niej. Wszystko co zbędne, pomijałem. Nie musi wiedzieć więcej, niż powinna. Musiała iść w końcu do łóżka, aby jutrzejszego dnia być wypoczęta i gotowa do rozpoczęcia nauki.

Noc spędziłem na czatowaniu i pilnowaniu ochronnej tarczy wokół domu.

Na wszelki wypadek wolem chronić cały teren. Nie chciałem, aby nikt niepowołany wiedział, że tutaj jesteśmy, mieszkamy. Na szczęście mój dar i jej niepowtarzalność sprawiają, że trudno nas teraz tu odnaleźć, nawet jeśli ktoś by się mocno starał.

Czas przemiany zbliża się nieubłaganie, ale dzięki nam wszystkim wszystko powinno udać się bez przeszkód. Byliśmy przygotowani niemal na wszystko.

Księżniczka może się tu czuć bezpieczna.


Mattias

Przez całą drogę powrotną milczał. Nie wypowiedział ani jednego słowa, a w jego myślach nie mogłem nic odczytać. Starał się je zagłuszyć wszystkim innym, byle tylko uniemożliwić mi dowiedzenie się, o co chodzi. Blokował swój umysł przede mną i nie mogłem nic zrobić.

Czekałem jednak cierpliwie na wyjaśnienia ze strony Noaha.

Jak miałem teraz to wszystko wytrzymać? Do jutra pozostało tylko kilkanaście godzin, ale dla mnie zamiast kilku nic nieznaczących godzin, jakich już wiele miałem za sobą, to było jak wieczność.

Ledwo wjechaliśmy na podjazd, a na miejscu już zastaliśmy zniecierpliwionych i zaniepokojonych towarzyszy, Kirę i Roberta, którzy byli dla mnie jak siostra i brat. Nie pojechali z nami, gdyż byli na polowaniu, ale najwidoczniej skończyli szybciej niż normalnie.

– Gdzie się podziewaliście? – spytała Kira, a na jej twarzy widoczna była troska.

Cóż, miała już taką naturę. Czuła się dziwnie odpowiedzialna za nas wszystkich, a brało się to głównie stąd, że jako pierwsza po Noahu została przemieniona oraz pod względem wieku, w którym to się stało. My zostaliśmy przemienieni w wieku około siedemnastu albo osiemnastu lat, natomiast ona miała dwadzieścia. Przyznać trzeba jednak, że wygląda młodo i niczym nie wyróżnia się wśród naszych rówieśników poza nadzwyczajną dorosłością, którą sobą prezentuje. Teraz próbowała odgrywać na nas rolę matki i opiekunki.

– Pewien wampir i jakaś dziewczyna wprowadzili się niedaleko, ale Noah nic nie chce nam powiedzieć – odparłem, przepychając się pomiędzy nimi i wchodząc do środka.

– Obiecałem! – podkreślił. – Wejdźcie do środka, a powiem wam tyle, ile mogę.

Każdy z nas na te słowa popatrzył na niego, ale nie odezwał się. Skierowaliśmy się do salonu, czekając na to, co ma on nam do powiedzenia. Ja już wiedziałem jedno, że nie powie nam najważniejszych kwestii tylko ogólniki.

Zajął wygodne miejsce w fotelu, twarzą do nas, gdyż my usiedliśmy na dwóch kanapach. Czekaliśmy na każde słowo, które miało paść z jego ust, ale usłyszeliśmy niewiele. Powiedział tylko, że w szkole spotkamy niezwykłą młodą dziewczynę o imieniu Veronica, ale jeśli tylko chcemy, możemy do niej mówić Ver. Poza tym mamy jej pilnować i traktować jak siostrę, bo obiecał pomóc jej i jej opiekunom. Mamy ją chronić, bo grozi jej niebezpieczeństwo. Na koniec mruknął, że w sobotę się coś wydarzy, ale nie wiadomo do końca, co takiego i należy zachować wszelkie środki ostrożności. Zabronił nam jakichkolwiek wybryków i wypytywania dziewczyny o jej życie.

Próbowałem wyciągnąć od niego więcej, ale to nic nie dało. Znowu zaczynał myśleć o swoich pacjentach i pracy w pobliskiej lecznicy zwierząt. Specjalnie zadzwonił tam i wziął nocny dyżur, aby unikać nas i niewygodnych pytań.

Musieliśmy podzielić się jednak w tym czasie z Kirą i Robertem wszystkim, co sami przypuszczaliśmy. W sumie to oboje byli ciekawi, kim jest ta mała i ekscytowali się jutrzejszym dniem. Można też już było stwierdzić, że Kira nałoży na nią swój ochronny parasol. Selena niestety nie miała przez ten czas żadnej wizji na ten temat. Musieliśmy zaufać Noah i temu całemu Peterowi, choć nie wiedzieliśmy dlaczego. Trzeba było czekać.

Opublikowano Dodaj komentarz

Potępiona – rozdział 3


Selena

Od paru dni moje ciało ogarniało dziwne przeczucie. Coś miało się wkrótce wydarzyć, ale ja nie wiedziałam co? Mój dar nigdy nie zawodził, ale teraz blokowało go coś większego.

Siedziałam wygodnie rozłożona w salonie. Mój kochany Kellan obejmował mnie delikatnie ramieniem i wtulał twarz w moje włosy, tak jak lubię. Poza tym trochę się nudziłam. Ostatnio nic ciekawego się nie działo. Robert z Alex wyjechali z samego rana na polowanie. Noah siedział u siebie w gabinecie, gdzie jak zwykle był pochłonięty lekturą zbiorów badań naukowych z pobliskiego uniwersytetu, a mój brat, Mattias, grał tymczasem na gitarze moją ulubioną melodię.

Czułam błogi spokój, który tak bardzo kochałam, a zarazem nienawidziłam.

W jednej chwili moje oczy zaszły mgłą. Znieruchomiałam.

Stałam przy niewielkim domku i zobaczyłam przed sobą mężczyznę i młodą dziewczynę. Wysiadali z nowiutkiego czarnego mercedesa klasy M. On był wampirem, rozpoznałam to od razu. Ona jednak… sama nie wiem. Była jakaś dziwna, inna. Nigdy nie widziałam kogoś takiego jak ona. Jej obraz był niewyraźny, lekko zamglony, więc nie mogłam dostrzec dokładnie jej twarzy. Wydzielała wokół siebie dziwną aurę. W głębi duszy poczułam, że ta osoba zmieni coś w naszym i nie tylko naszym życiu. Wywróci do góry nogami całe nasze spokojne życie i nigdy nie będzie już ono takie same jak przedtem.

Wizja się skończyła tak samo szybko, jak się zaczęła i po podniesieniu powiek, pierwsze co ujrzałam, to wpatrzonego we mnie Mattiasa, a za nim pozostałą dwójkę. Siedziałam sama wtulona w sofę, a trzy pary ślepiów przyglądały mi się intensywnie. Wszyscy patrzyli z zaciekawieniem i niepokojem. To, że miałam wizje tego, co się wydarzy, sprawiało, że byłam najważniejszym ogniwem w klanie. Ufali mi całkowicie. Nigdy nie zawiodłam. Moje wizje sprawdzały się w stu procentach.

Teraz przyglądali się mi i wyczekiwali na to, co powiem. Wiedziałam już, że Mattias zaczyna się zastanawiać, co też może oznaczać moja wiza. Jego zdolność przenikania przez umysł i czytania myśli sprawiła, że już wiedział, o co chodzi. Nie musiałam długo czekać, a usłyszałam jego głos w swojej głowie z pytaniem:

– Kim są?

Mogłam tylko wzruszyć ramionami. Skąd miałam to wszystko wiedzieć.

Zarówno Noah, jak i Kellan spojrzeli na naszą dwójkę. Wiedzieli już, że komunikujemy w tym momencie między sobą i również chcieli poznać prawdę, moją wizję. Dowiedzieć się, o co chodzi.

– Wampir – powiedziałam. – I jakaś dziwna dziewczyna.

Spojrzeli na mnie zdziwieni. Spodziewali się pewnie czegoś dużo gorszego albo dokładniejszego, ale ich również zaciekawił fakt, że chodzi o dziewczynę i naszego współbratymca.

– Dziewczyna? Jest wampirem czy człowiekiem? – zapytał Naoh.

– Nie wiem. Nie wyczułam. – Spuściłam wzrok.

Czułam się winna, że nie mogłam tego stwierdzić. Zawsze wszyscy patrzyli na mnie z nadzieją i pewnością, że ja wiem wszystko. Pierwszy raz zdarzyła mi się sytuacja, gdy nie byłam pewna tego, co w danej chwili widzę.

Wizja była niepełna, gdyż dziewczynę otaczała niezwykła aura, która blokowała do niej dostęp. Miała na siebie nałożoną jakby tarczę, która izoluje ją. Nie mogę w żaden sposób sprawdzić, kim jest.

– Kiedy? – zadał pytanie lekko zaniepokojony Noah.

Tak jak mnie jego również niepokoił fakt, że nie mogłam określić, kim ona jest w rzeczywistości.

– Dziś wieczorem. – Tego jednego byłam pewna. – Ten człowiek również żywi się tak jak my. Co prawda od niedawna, ale jednak.

To był fakt, którego byłam pewna. Jego oczy miały kolor lekko brązowawy – taki sam jaki my posiadaliśmy, nie krwisty. To jedno zdanie uspokoiło wszystkich moich bliskich, którzy byli teraz przy mnie.

Kellan przytulił mnie do siebie i pogłaskał ręką moje falujące włosy. Tak bardzo cieszył mnie fakt, że miałam kogoś takiego jak on. Zawsze mogłam na niego liczyć.


Nico

Spałam całą drogę z Monterrey do Nowego Jorku. Nie wiem, ile dokładnie czasu upłynęło, zanim wylądowaliśmy w nowym miejscu, ale czułam się całkowicie wyspana i przebudzona.

Z nagłówka gazety, którą dojrzałam leżącą przy kiosku, wywnioskowałam, że pozostało jeszcze tylko pięć dni do moich urodzin, na które tak długo czekałam. Ten jeden dzień miał teraz tak wiele zmienić w całym moim życiu. Obrócić go o sto osiemdziesiąt stopni. Tym bardziej niecierpliwiłam się do chwili, która nastąpi.

Wyszliśmy przed lotnisko, ale zamiast skierować się do jakiegoś ekstra samochodu, Peter znalazł taksówkę. Szybko wsiedliśmy do auta. Mój towarzysz przekazał, dokąd kierowca ma nas zawieźć i już po kilkunastu minutach, parę ulic dalej zakończyliśmy jazdę. Nie pytałam go o nic. Wciąż tak mało wiedziałam, ale stwierdziłam, że przyjdzie czas na kolejne wyjaśnienia. Poza tym nie miałam ochoty mówić o naszych prywatnych sprawach przy osobach trzecich, a taką osobą na pewno był taksówkarz. Czułam się dziwnie obco przy nim.

Wysiedliśmy i udaliśmy się na parking, gdzie już stał czarny błyszczący mercedes. Przyznam, że robił wrażenie. Na terenie posiadłości często miałam okazję przyglądać się różnym modelom luksusowych samochodów, ale nigdy nie miałam okazji nimi podróżować. Od razu mogłam jednak dojść do wniosku, że był niesamowicie drogi i nowiutki.

Pospiesznie zajęłam miejsce obok kierowcy, zapinając pas i spojrzałam na Petera. Dostrzegłam szeroki uśmiech na jego twarzy, który teraz się tam odmalował. Wywnioskowałam z tego, że wszystko idzie zgodnie z planem i na mojej twarzy również pojawił się szeroki uśmiech, ukazujący rząd śnieżnobiałych zębów.

– Dokąd teraz? – Ciekawość nadal mnie zżerała.

Od naszego wyjazdu z Londynu, a raczej ucieczki podobne pytania zadawałam praktycznie, co chwilę, chyba że akurat spałam. Teraz jednak jeszcze bardziej niecierpliwiłam się. Chciałam w końcu dowiedzieć się, dokąd konkretnie mamy się udać. Wiedziałam tylko, że do Kanady, ale ten kraj jest dość szeroki.

– Whistler, jest to niewielka miejscowość znajdująca się kilkadziesiąt kilometrów od Vancouver – odpowiedział. – To najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce, przynajmniej jak na razie.

– Whistler? – powtórzyłam pytająco. – Dlaczego?

– Jest w Kanadzie. Poza tym najczęściej tam jest dość pochmurno i pada. Poza tym, tam mieszkają oni, Noah i jego klan, a oni jednak są nam potrzebni.

Znowu wspomniał o tym człowieku, wampirze i jego towarzyszach. Zaczęło mnie to wszystko coraz bardziej intrygować. Wciąż wokół mnie krążyło tyle niewyjaśnionych spraw i tajemnic. Największą zagadką z nich wszystkich byłam przecież ja sama, bo to co się ze mną stanie, było największą niewiadomą całej tej historii.

Nie rozmawialiśmy w czasie dalszej drogi, ponieważ, sama nie wiem, dlaczego znowu przysnęłam. Obudziłam się, gdy dojeżdżaliśmy do miasta. Zdążyłam zobaczyłam tabliczkę „Whistler”. To oznaczało koniec podróży, oznaczało także, że przespałam kilka godzin i moje mięśnie lekko zdrętwiały.

Jechaliśmy jeszcze chwilę. Mijaliśmy wielkie oszklone budynki, rozświetlone witryny sklepów z przeróżnymi sprzętami, roześmianych ludzi przechodzących przez ulice. Wszystko dla mnie było takie nowe, niespotykane. Choć w Nowym Jorku widziałam wieżowce z mnóstwem kolorowych neonów, to tym miejscem byłam zachwycona i jego widokiem. Jednak już wkrótce opuściliśmy teren miasta. Jechaliśmy opuszczoną drogą przez gęsty las, aż Peter skręcił w wąską, krętą dróżkę. Zewsząd otaczały nas drzewa, krzewy, które gdzieniegdzie zasłaniały przejazd. Droga wydawała się nie mieć końca. Jednak już po kilkunastu minutach moim oczom ukazał się piękny, niewielki, ceglany dom. Samochód zatrzymał się tuż przed bramą.

– Tu będziemy mieszkać? – zadałam kolejne pytanie, wskazując na małą willę. Peter kiwnął twierdząco. – Jest śliczny.

Po chwili brama stała już przed nami otworem, a my podjechaliśmy pod same wejście. Nie mogłam się powstrzymać, tak bardzo mnie korciło zobaczenie tego wszystkiego. To było jak jeden wielki sen.

Otworzyłam drzwiczki i natychmiast wbiegłam po schodkach. Stanęłam przed wejściem i czekałam na mojego towarzysza, aby razem z nim znaleźć się w tym miejscu. Jego wzrok jednak się zmienił. Na jego twarzy nie widać już było tego triumfującego uśmiechu i podniecenia całą tą sytuacją. Pojawiła się jednak powaga i już wiedziałam, że jest coś nie tak.

– Wejdź do środka, na prawo jest biblioteczka – rozkazał. – Czekaj tam. Będziemy mieli gości.

Nabrałam powietrza w płuca i patrzyłam na niego z przerażeniem. Zastanawiałam się, czy Ian i Dimitri już nas znaleźli i tak szybko dotarli na to miejsce.

Zauważył zmianę w moim zachowaniu i tę niepewność, która ogarnęła mój organizm. Tak łatwo mnie odczytał.

– To Noah. Chce się przywitać – powiedział spokojnie i machnął ręką, bym weszła do środka.

Tak bardzo chciał mnie uspokoić.

Odetchnęłam z ulgą wypuszczając z płuc powietrze i weszłam do środka. Nie rozglądałam się zbytnio wokoło, ale od razu skierowałam się do wskazanego pokoju. Wiedziałam, że Peter wie, co robi i miałam do niego pełne zaufanie, takie samo jakie miałam do Catherine.

Weszłam do gabinetu. Było przepełnione wszelakimi książkami. Na środku stało drewniane biurko z komputerem. Na wprost drzwi znajdowała się wielka oszklona ściana, przez którą wpadały ostatnie promienie słońca dzisiejszego dnia. Usiadłam na kanapie znajdującej się przy drzwiach i nasłuchiwałam. Nie miałam innego wyjścia. Musiałam czekać.


Noah

Od samego początku nie miałem wątpliwości i reszta przyznała mi rację. Należało działać szybko i z zaskoczenia. Musieliśmy czym prędzej dowiedzieć się, kim są i dlaczego przyjechali w to miejsce, jakie są ich intencje względem nas i mieszkańców. Zdecydowaliśmy się więc pojechać w czwórkę i nie czekać dłużej na powrót Roberta i Kiry. Szybko zajęliśmy miejsca w samochodzie, ja, Selena, Kellan i Mattias. Będąc szczerym, to w tym momencie najbardziej na niego liczyłem i on o tym dobrze wiedział, bo jego zdolności mogły być przydatne w razie problemów.

Posiadał możliwość czytania w czyiś myślach, wykrywania, czy ona kłamie oraz potrafił porozumiewać się poprzez umysł bez wypowiadania na głos ani jednego słowa, co było przydatne i niekiedy niezbędne. Teraz mógł się wykazać i pomóc nam. Nie wiedzieliśmy bowiem, z kim mamy do czynienia i czego możemy się się spodziewać po nieznajomych. Musimy poznać prawdę.

Nie miałem kłopotów z trafieniem na miejsce. Selenie bez problemu udało się wypatrzyć w wizji odpowiednie miejsce i dzięki jej wskazówkom od razu tam się skierowaliśmy.

Miejsce, gdzie mieli mieszkać nowi przybysze, znajdowało się u podnóża „Świszczącej Góry”, ale z dala od tras rowerowych i głównego centrum kurortu. Co roku odwiedzały to miejsce tysiące turystów, gdzie mieli do wyboru różnego rodzaju atrakcje, a my dawców krwi dla pobliskiego ambulatorium. Oni jednak wybrali dom z dala od tłumów, na uboczu, pośrodku gęstego lasu. Prowadziła do niego kręta i gęsto zalesiona ścieżka, ale nasz samochód poradził sobie z nią bez problemowo.

Przed domem stał już czarny Mercedes – taki sam, jaki Selena widziała w swojej wizji. Prawie nigdy się nie myliła co do tego, co ma się wydarzyć. Teraz mieliśmy pewność, ze są już na miejscu. Skierowałem swój wzrok na drzwi wejściowe i od razu dostrzegłem stojącego przed nimi mężczyznę. Znajdował się przy schodach i patrzył w naszą stronę. Dziwiło mnie jego zachowanie, ale miałem wrażenie, że wiedział o naszym przybyciu i czekał tylko na nas.

Zatrzymałem samochód tuż za jego. Spojrzałem na moich towarzyszy, na moje dzieci.

– Jest sam – powiedział Mattias zdziwionym głosem.

– Jak to sam? – To było przecież niemożliwe.

Wiedziałem, że Selena w swojej wizji widziała dwie postacie, jego i jeszcze jakąś dziewczynę. Prawie nigdy się nie myli, a tak naprawdę to się jeszcze nigdy nie pomyliła, i teraz zdecydowanie nie wiedziałem, co się dzieje, czego należy się spodziewać. Wysiadłem powoli. Reszta rodziny zrobiła to samo i po chwili stanąłem już naprzeciwko mężczyzny.

Był to wysoki mężczyzna o brązowych włosach i prawie brązowych tęczówkach, przez które przebijała delikatnie czerwień. Zupełnie jak nasze, czyli także żywił się krwią zwierząt i od dawców. Na jego twarzy panował błogi spokój, jednak w mojej duszy zapanował lekki niepokój. Coś było nie tak.

– Witaj, Noah – przemówił przyjaźnie i wyciągnął do mnie rękę. – Nazywam się Peter.

Uścisnąłem dłoń. Jego uścisk był pewny i silny. Moja ręka jednak lekko drżała i czułem się niepewnie w jego towarzystwie.

– Witaj. To moja rodzina.

– Wiem – wtrącił nie dając mi ich przedstawić. – Mattias, Selena i Kellan. Brakuje jeszcze dwójki. Cudownie, że witacie nowych mieszkańców. Szkoda, że brakuje pozostałych.

Uśmiechał się. Ja zapadłem w chwilę otępienia. On nas znał. Wszystkich. Popatrzyłem na resztę. Oni również byli w szoku i patrzyli tak jak ja – szeroko otwartymi oczami na tego nieznanego nam mężczyznę.

– Znasz nas?

– Miałem okazję słyszeć o was dość sporo – powiedział, a z jego twarzy nie znikał uśmiech.

– Jesteś sam?

– Widocznie wasza kochana wizjonerka, Selena, miała swoją wizję i wiedziała, co się wydarzy. Zobaczyła mnie w jakimś towarzystwie i to zapewne młodej kobiety. – Sięgnął ręką i wyciągnął z kieszeni kopertę. – Przeczytaj, ale tylko ty, Noah.

Niepewnie chwyciłem list do ręki, gdyż nie byłem pewny zawartości. Popatrzyłem na napis widniejący na wierzchu. Od razu rzucił mi się w oczy. Pismo było delikatne i czytelnie napisane czarnym atramentem, było też w nim coś znajomego.

Wiem, że Mattias będzie śledził twój umysł. Nie może jednak wiedzieć o tym, co jest w środku. Dlatego na czas czytania Peter obejmie cię swoją mocą.”

Spojrzałem na niego zszokowany. Co to miało wszystko znaczyć? Co się dzieje i kim oni są?

– Czytaj – rzekł spokojnie. – Przecież i tak macie przewagę. – Wskazał na członków mojego klanu.

Z ciężkim sercem wyciągnąłem kartki i pogrążyłem się w lekturze.


Drogi Noahu,

Nie wiem, czy w ogóle mnie pamiętasz, ale ja na pewno ciebie. Nazywam się Catherine i jestem jedną z najbardziej zaufanych osób Dimitriego, który, jak wiesz, mieszka wraz ze swoją ogromną świtą w Londynie. Poznałeś już mojego wspólnika, Peter to mój oddany i zaufany przyjaciel. Nie jest tam sam. Przyjechała z nim Nico, moja podopieczna.

Czas jednak przestać owijać w bawełnę, a przejść do konkretów, czyli celu, w jakim tam jest.

Pamiętasz zapewne starą legendę o czerwonowłosym dziecku, które miało przyjść na świat i wypełnić przepowiednię. Dimitri odnalazł je równo siedemnaście lat temu. Mnie dał za zadanie sprowadzić ją do Londynu i wyznaczył do wychowania jej. Niestety teraz muszę ją chronić przed nim i jego następcą Ianem. Proszę cię o jedno, pomóż mi. Ona jest niezwykła. Nie wiemy, co dokładnie wydarzy się w noc Zaduszną, czyli dokładnie za kilka dni, kilkadziesiąt godzin. Kończy w tym dniu siedemnaście lat. Nie możemy pozwolić, by dostała się w łapy Dimitriego. On chce ją wykorzystać do swoich niecnych planów, a to jak dobrze mi wiadomo, nie skończy się dobrze ani dla nas, ani dla nikogo innego. Wszyscy będziemy zagrożeni.

Musiałam pozostać na miejscu, jestem dalej przy nim. Ufa mi, a dzięki tarczy nie wie, że jej pomogłam i to ja ją wywiozłam. Wkrótce dołączę do nich, do was, ale muszę odciągnąć ich jak najdalej od Nico. Ona jest teraz najważniejsza i jej trzeba strzec na każdym kroku. Analizować każdy ruch i gest. Kocham ją jak swoją córkę i nic tego nie zmieni.

Pójdź do niej i porozmawiaj chociaż chwilę. Jest inna. Nie wyczujesz jej, bo nie jest ani zwykłym człowiekiem, ani wampirem. Ona jest wyjątkowa i jeśli ją zobaczysz, przekonasz się, że nie kłamię.

Pomóż jej i mi. To moja prośba. Nie mów nikomu o tym, kim jest. To musi pozostać w sekrecie. Spal list i chroń myśli przed Mattiasem. Znam wszystkie wasze zdolności i dlatego proszę o pomoc, ale oni dowiedzą się w swoim czasie.

Catherine

P.S.

Na czas pobytu Nico przyjmie imię Ver, od Veronica, i proszę, tak się do niej zwracaj.”


Skończyłem czytać i patrzyłem teraz na list trzymany w moich dłoniach z pełnym niedowierzaniem. Oczywiście słyszałem o przepowiedni, ale nikt nigdy nie przypuszczał, aby była ona prawdziwa. Czyżby jednak legenda okazała się prawdziwa? Jeśli tak, to stałem się jedną z nielicznych osób, która wreszcie poznała prawdę.

Chwyciłem zapalniczkę, którą na wszelki wypadek miałem w kieszeni, i podpaliłem przesyłkę. Miałem pewność, że postępuję tak, jak należy. Poznałem Catherine i należała do wampirów, którym się ufa bezwarunkowo, która nie okłamałaby w ważnej sprawie. Reszta patrzyła na mnie z wyczekiwaniem i nie wiedziała, co robić, jak się zachować. Ja już wiedziałem, czego chcę. Musiałem ją poznać i sprawdzić to, o czym mówi list. Jeśli to prawda, to wszystko się zmieni.

– Gdzie? – spytałem Petera.

Dobrze wiedział, o co mi chodzi. Tylko on teraz mógł wskazać, gdzie ona się znajduje i żebym mógł pójść do niej. Sam na pewno nie potrafiłbym jej wykryć. Nie czułem jej zapachu, nie odczuwałem jej obecności w tym miejscu. Nikt nie wiedział, że ona tu jest.

– Na prawo – powiedział spokojnie. – Ja tu zostanę z nimi.

Skierowałem się do drzwi znajdujących się za jego plecami i zobaczyłem, że męska część rodziny chce iść ze mną. Selena patrzyła natomiast zdezorientowana na mnie i na Petera. Nie wiedzieli, co się dzieje, gdyż Mattias nie słyszał naszych myśli i nie rozumieli tego wszystkiego. On nie mógł nikomu nic przekazać. Również do mnie próbował przemówić mentalnie, ale nie mógł przebić ochrony Petera. Patrzył szeroko otwartymi oczami i wiedziałem, że chcą iść ze mną.

– Zostańcie. Nic mi nie będzie – powiedziałem i pewnym krokiem wszedłem do środka.


Nico

Długo siedziałam na kanapie i ciągle nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi, i dlaczego nie mogę być z nim na zewnątrz. Czy coś mu grozi? Żadne dźwięki nie dobiegały do mnie, więc domyśliłam się, że rozmawiali na zewnątrz.

Miałam dziwne uczucie, że wszystko będzie dobrze i jakoś się to ułoży. Teraz mogłam jedynie czekać na bieg wydarzeń i decyzji, którą podejmie tamten klanu. Nie wiadomo było, co mogli postanowić i co im powiedział Peter. Czy już znają prawdę o mnie? Wiedzą, kim jestem?

Nagle drzwi do pokoju, w którym siedziałam, otworzyły się na oścież. Przestraszyłam się i odruchowo wstałam, przesuwając się w sam róg pokoju. Przylgnęłam do ściany z wyrazem przerażenia na twarzy. Zaskoczyło mnie to wszystko.

Przede mną stanął wysoki mężczyzna o niepowtarzalnej urodzie. Miał lśniące, krótko przystrzyżone czarne włosy i brązowawe oczy. Był wampirem, co do tego nie miałam wątpliwości, ale patrzył na mnie inaczej, z pewną życzliwością. W jego spojrzeniu było coś takiego, co natychmiast mnie uspokoiło i rozluźniłam swoje mięśnie. Mogłam znów oddychać, odsunęłam się lekko od ściany, czekając na jego słowa.

– Nico? – Chciał się upewnić.

Kiwnęłam odruchowo głową. Nie miałam ochoty powiedzieć nic więcej, choć powinnam. Stałam jednak jak posąg.

– Powinnaś mieć czerwone włosy. – Zaczął mi się bacznie przyglądać.

Wiedział, czyli Peter opowiedział mu moją historię i wie, kim naprawdę jestem. Nie musiałam przed nim dłużej ukrywać swej tożsamości. Szybkim ruchem ściągnęłam perukę i prawdziwe kosmyki moich włosów opadły na ramiona. Czerwone pasma wreszcie zostały uwolnione spod tego co je ukrywało. Patrzył na mnie z niedowierzaniem, ale też i zachwytem.

– To prawda. Legenda się spełniła – mruknął do siebie i po chwili uśmiechnął. – Nigdy nie myślałem, że tego doczekamy.

Odwzajemniłam delikatnie uśmiech. Nie wiem, czemu, ale wyglądał na godnego zaufania. Miał w sobie coś niesamowitego i przyjaznego. Miał także inne spojrzenie na, to co działo się wokół niego. Przy nim można się było poczuć bezpiecznie i pewnie, przynajmniej ja się tak przy nim czułam. Nie brzydził się mnie, nie przestraszył ani nie zaatakował. Przyglądał się jednak mi badawczo, analizując moje ciało, włosy i zachowanie.

– Pomożemy ci na tyle, ile możemy sobie pozwolić, choć nie wiem jeszcze jak – powiedział, podszedł do mnie powoli i mocno przytulił. Nie opierałam się i odwzajemniłam uścisk. – To wszystko prawda. Jesteś inna od nas. Nie pachniesz jak człowiek ani też wampir. W ogóle nie czuję od ciebie jakiegokolwiek zapachu. Dziwne.

Spojrzał z zaciekawieniem. Poczułam się w tym momencie jak eksponat w muzeum.

– Muszę coś wymyślić, aby cię nie zdradzić przed resztą.

Czułam, jakby był dla mnie kimś więcej. W jego głosie i zachowaniu nie wyczuwałam nic znanego mi wcześniej. Biło od niego ciepło i troska, jakbym miała przed sobą Catherine. Miałam przed sobą kolejną osobę, która miała się mną opiekować i dbać o moje bezpieczeństwo, a mi nie pozostawało nic innego, jak mu zaufać.

Nie zadawał już żadnych zbędnych pytań. Odwrócił się i poszedł w kierunku drzwi. Podczas ich otwierania, zerknął raz jeszcze na mnie.

– Do zobaczenia. Uważaj na siebie, maleńka.

Uśmiechnęłam się i założyłam ponownie moje brązowe sztuczne włosy. Nie miałam na to najmniejszej ochoty, ale nie było innego wyjścia. Musiałam słuchać moich opiekunów i ukrywać to, kim jestem, przed resztą tego świata.


Mattias

Co też tam się działo? Czemu nie pozwolił mi iść razem z sobą?

Od początku wszystko było jakieś dziwne i każdy z nas o tym wiedział, ale to co się wydarzyło, zadziwiło nas jeszcze bardziej. Gdy wysiedliśmy z samochodu i podeszliśmy do tego całego wampira, który jak się później okazało, nazywał się Peter, chciałem wejść do jego umysłu, ale miał na sobie dziwną barierę. Patrzył z pełną ufnością i nie bał się, wydawało się, jakby znał nas od zawsze. Wiedział, kim jesteśmy, co potrafimy i gdzie mieszkamy. Musiał także wiedzieć, dlaczego tutaj przyjechaliśmy. Nie udzielił nam jednak zbyt dużo informacji. Próbowałem przebić się przez jego umysł, ale blokada skutecznie go broniła, co wcześniej nigdy mi się nie zdarzyło. Podał Noahowi kopertę. W tym momencie, tak bardzo chciałem wiedzieć, co w niej jest. Ku mojej irytacji, umysł lekarza również otoczył mgłą, barierą.

Wiedziałem, że reszta chciała wyjaśnień i liczyła na to, że ja im udzielę jakichkolwiek informacji, ale nie miałem im nic do powiedzenia. Nic nie wiedziałem i czułem się z tego powodu dziwnie, niepotrzebnie. Miałem ochotę wyrwać ten list z łap ojca i poznać prawdę, ale to byłoby nieodpowiedzialne. Nie pozostawało nam nic prócz czekania na bieg wydarzeń.

Po chwili Noah oderwał wzrok od kartki i od razu skierował go w stronę Petera. W jego oczach można było zobaczyć szok, ekscytację, niedowierzanie i pewien błysk. Wszystkie te uczucia mieszały się ze sobą.

Gdy zapytał: „Gdzie?” i uzyskał odpowiedź, chciałem pójść z nim tak samo jak mój brat. Powstrzymał jednak zarówno mnie jak i Kellana.

Ciekawość zżerała mnie od środka coraz bardziej. Tak bardzo pragnąłem poznać tę przeklętą tajemnicę, która teraz była między tą dwójką. Czyżby chodziło o tą dziewczynę z wizji? Przecież jej tu nie było, nie mogła tu być.

Czułem się taki bezsilny. Nie mogłem nic zrobić.

– Dokąd on idzie? – Usłyszałem głos zaniepokojonej Seleny.

Wzruszyłem ramionami.

– Nie wiem.

– Seleno, nie bój się. Nic mu nie grozi – odezwał się do niego Peter.

Delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Zdecydowanie był zbyt pewny siebie i tego, co robi.

– Kim ty jesteś? – zapytałem go.

– Dowiesz się wszystkiego, kiedy nadejdzie właściwy moment – odpowiedział.

Zdawało mi się, że nieobecność Noaha trwa wieczność. Nie słyszałem go, nie czułem. Spojrzałem na Selenę, ale ona także wydawała się zagubiona. Nie miała przez ten cza żadnej wizji. Tak jak ja czuła się teraz zupełnie bezużyteczna.

Wreszcie wyszedł, ale nadal nie mogłem odczytać jego myśli. Ciągle blokowała mnie siła ochrony jaką narzucił na niego nieznajomy.

– Pomożemy ci. Obiecuję, że na dzień dzisiejszy nic im szczególnego nie powiem, ale przyrzekam, że będziemy jej pilnować – powiedział spokojnie, a my gapiliśmy się na nich oszołomieni.

O czym, o kim on gada? Ona tam jest? Czemu jej nie czuję i nie słyszę? W głowie kłębiło mi się mnóstwo pytań, które pozostawały bez odpowiedzi.

Co to wszystko miało niby znaczyć? Mieliśmy pilnować kogoś, kogo nie widzieliśmy na oczy?

Peter pewnie uścisnął mu rękę.

– Dziękuję. Sam im powiem w odpowiednim czasie.

– Dobrze – Noah pokiwał głową. – Będzie zamknięta cały czas w domu?

– Nie. Jutro idzie do tej samej szkoły, co twoje dzieciaki. To ona będzie tą nową uczennicą, o której huczy ostatnio w miasteczku. Musimy stwarzać jakieś pozory, ale cały czas będę w pobliżu niej – oznajmił Peter. – Muszę mieć ją na oku.

Nie wytrzymałem tego napięcia. Czułem się jak piąte koło u wozu, jakbym nie istniał. Przez cały czas byliśmy pomijani, ale teraz miałem tego zdecydowanie dość. Musiałem wreszcie wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

– O kim rozmawiacie? Kim ona jest? Chcemy ją zobaczyć – warknąłem.

Noah podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu. Wiedział, że moja cierpliwość jest już na krawędzi wytrzymałości. Chciał mnie choć trochę uspokoić, a to bywa trudne.

– Spokojnie, synu.

Warknąłem delikatnie, patrząc w ich oczy.

– Załatwcie to między sobą. Muszę ją przygotować na to wszystko. Poznacie ją jutro i tylko proszę o jedno, dbajcie o nią – poprosił Peter i wszedł do środka.

Nie powiedział nam już nic więcej. Uznał naszą rozmowę za ukończoną.

– Do zobaczenia – dodał Noah.

Patrzyłem z wyrzutem na ojca, mojego twórcę. Ochrona opuściła teraz jego umysł i chciałem dowiedzieć się wszystkiego. Wyczytać z niego to, co mnie obchodziło. Myśli jednak skierował na swoich pacjentów. Wiedziałem więc, że chce przede mną ukryć prawdę.

– Jedziemy – zakomunikował.


Catherine

Byłam pewna, że już dotarli na miejsce, które wspólnie z Peterem wybraliśmy. Tyle godzin minęło, odkąd ich widziałam i nie wiadomo, kiedy miałam ich znowu ujrzeć. Peter i Nico byli prawie bezpieczni. No właśnie, prawie.

Mieli tam jedno zadanie do wykonania i miałam tylko nadzieję, że Noah zdecydował się im pomóc. Chciałabym, aby uwierzył w to, co mu napisałam i poznał moją małą księżniczkę, a wtedy pokocha ją tak jak my. Ona potrzebowała jego i pozostałych członków klanu. Dzięki nim ochrona jej nie stanowi problemu. Ich zdolności i siła wystarczą w zapewnieniu jej bezpieczeństwa.

Ja musiałam teraz zadbać o całą resztę. Skupić się na tym, by odciągnąć Dimitriego i Iana jak najdalej od niej i Petera. Nie mogą się niczego domyśleć, niczego podejrzewać. Muszę uważać na każdy swój ruch, gest i na każde słowo wypowiedziane przeze mnie. Mam jednak teraz nad nimi przewagę, ale i tak pozostało mi niewiele czasu.

– Coś nowego? – pytał co chwilę Dimitri.

Przez cały czas nie dawał mi spokoju. Ciągle chciał wiedzieć, co się dzieje i czy nie natrafiliśmy na jakiś ślad. Na szczęście podczas swojej nieobecności, Peter zdołał przygotować wszystko i pozostawiać w niektórych miejscach fałszywe ślady. Droga do celu wiodła przez wiele państw i miast, tak aby jak najtrudniej było ją odnaleźć.

– Właśnie wysłałam ludzi do Hiszpanii. Ktoś widział ją na lotnisku i zauważył, że wsiadła na pokład samolotu do Madrytu. – Krótka historyjka musi mu wystarczyć.

Patrzył na mnie wściekle. Wiedziałam, że to może go zdenerwować.

Przez te kilkanaście lat nie wolno nam było wspominać o miejscu narodzin i pochodzenia Veronicki. Musieliśmy taić przed nią prawdę. Podróż do Hiszpanii wywoła u niego nie lada panikę.

– Kto jej powiedział?

– Ja na pewno nie. Obiecałam, a ja zawsze dotrzymuję danego ci słowa – powiedziałam spokojnie. – Wiesz, że miała sny. Może sama się domyśliła. Wie przecież, że nie jest taka jak my, więc może zechce sprawdzić wszystko.

– Czemu nie pojechałaś z nimi?

– Chcę być na miejscu, gdyby się okazało, że jednak wróciła.

Tak naprawdę chciałam go mieć na oku. Nigdy nie wiadomo, co mu odbije. Może odgadnie, kto stoi za tym wszystkim. Wtedy wolę być w pobliżu. Musiałam ich pilnować, jego i Iana.

Ian. On jeden nigdy nie był ufny i to on stanowił w tym momencie najpoważniejsze zagrożenie. Ulubieniec Dimitriego mógł sobie pozwolić na wszystko i mieć każdą kobietę, każdą wampirzycę dla siebie oprócz mnie, i w tym momencie, Nico. Kochanki nie zaspokajały wszystkich jego potrzeb, a między innymi ja byłam osobą, której pragnął.

Wiedziałam teraz jedno. Dałam mojej księżniczce kolejne kilka godzin.

Opublikowano Dodaj komentarz

Potępiona – rozdział 2


Nico

Kilka minut i spóźnilibyśmy się na samolot, ale jednak udało nam się i znaleźliśmy się na pokładzie. Nie zdążyłam nawet zobaczyć, dokąd odlatujemy. Wszystko było zbyt nowe, aby zatrzymać wzrok na czymkolwiek. Przepychaliśmy się szybko przez tłumy ludzi oczekujących na swoje samoloty, aż dotarliśmy do miejsca odpraw, a chwilę później zajęliśmy swoje miejsca w samolocie.

Nie wiem, ile dokładnie trwał lot, ponieważ większość czasu przespałam oparta o zagłówek siedzenia i małą poduszkę, którą dostałam od stewardessy. Muszę przyznać, że było mi dość niewygodnie z peruką, którą dała mi Catherine. Nigdy nie nosiłam takich rzeczy, ale teraz podobno musiałam pod nią ukrywać swoje czerwone włosy. Dlaczego? Nie wiem.

Przez cały czas, póki nie spałam, próbowałam nakłonić Petera, aby wyjaśnił mi całą sytuację, ale on zbywał mnie półsłówkami. Za kilka dni miałam świętować urodziny i szykowano wielką imprezę z tej okazji. Samej wydawało mi się to dziwne, bo przeważnie udawano, że mnie nie ma. Teraz miałam nagle znaleźć się w centrum uwagi. Zaproszono mnóstwo nieznanych mi osób, a wszyscy wokoło nagle zaczynali się coraz bardziej mną interesować. Jedynie Ian prawie cały czas za mną łaził, co było strasznie irytujące. Do tego ten jego uśmieszek i wtrącenia typu:

– Teraz poznasz, co to prawdziwe życie.

Albo:

– Będziemy razem szczęśliwi.

O co mu chodziło?

Wiem, że w dniu siedemnastych urodzin miałam wreszcie poznać prawdę. Dowiedzieć się wszystkiego, kim jestem, skąd pochodzę, kim są lub byli moi rodzice?

Co jednak miał na myśli mówiąc: będziemy razem szczęśliwi? Ja i on? Nigdy.

Nie pamiętam wszystkiego, co się wydarzyło przez te wszystkie lata. Moja głowa przypominała sobie tylko nieliczne sytuacje.

Moje życie ciągle kręciło się wokół tych samych osób, twarzy, tego samego miejsca. Nigdy nie opuszczałam murów posiadłości, nie pozwalano mi na to. Teraz, po raz pierwszy w swym prawie siedemnastoletnim życiu, znalazłam się poza nią – wśród normalnych ludzi i musiałam przyznać, że sama nie wiedziałam, co robić i jak się zachowywać. Czułam się dziwnie i nieswojo. Każde spojrzenie tych osób w moją stronę powodowało gęsią skórkę. Bałam się ich.

Przyzwyczajona byłam do ludzi o bladej karnacji, prawie białej, z ciemnym, czarnym lub czerwonym wzrokiem, wiecznie poważnych i przypominających mi posągi, które widywałam na zdjęciach w albumach. Patrząc na nich, każdy mógł się poczuć dziwnie i mieć kompleksy. Byli zbyt idealni, bez najmniejszej skazy. Teraz miałam wokół siebie istoty o różnych karnacjach skóry, różnych kolorach oczu, z pogodnymi wyrazami twarzy. Mający zmarszczki, blizny i malunki na ciele. Byli tacy normalni, a jednak dla mnie dziwni. Jedno jednak było pewne, byli bardziej podobni do mnie niż moi poprzedni towarzysze. Nie było w nich tej sztuczności i powagi. Nie mieli oporów w ukazywaniu swoich uczuć i emocji.

Wreszcie pilot oznajmił przez głośnik, żeby wszyscy pasażerowie zapięli pasy. Mieliśmy wylądować.

– Gdzie jesteśmy? – zapytałam niepewnie.

Nie wiedziałam, czy uzyskam nareszcie jakąkolwiek odpowiedź. Poznanie prawdy o miejscu pobytu było dla mnie istotne, chciałam w końcu wiedzieć, jak daleko znalazłam się od Catherine i pozostałych, i dokąd się udajemy. Pragnęłam wyjrzeć przez okno, ale wszędzie panowały egipskie ciemności. Nic nie mogłam zobaczyć, nawet jeśli bardzo bym się starała.

– Mexico City – powiedział spokojnie Peter i wstał ze swojego miejsca.

Poszłam za jego przykładem. Spojrzał raz jeszcze na mnie.

– Pospieszmy się. Zanim się rozjaśni, musimy być w samochodzie – dodał.

Szliśmy szybkim krokiem przez lotnisko. Musiałam się pilnować, aby go nie zgubić. Był dużo wyższy ode mnie, dlatego też kroki, które stawiał, były dłuższe i ciężko było za nim nadążyć. Dodatkowym problemem był tłok, trzeba było się przepychać pomiędzy ludźmi. Tłum był niemiłosierny. Co chwilę o kogoś zahaczałam albo wpadałam, przez co narażona byłam na gniewne spojrzenia i wyzwiska kierowane pod moim adresem po hiszpańsku.

Po dłuższej chwili wydostaliśmy się wreszcie na zewnątrz. Peter bez słowa szedł dalej, oglądając się tylko, czy jestem w pobliżu. Pilnowałam się go i przez to prawie biegłam za nim. Skierowaliśmy się w stronę parkingu, gdzie stało kilkanaście samochodów. On jednak szedł pewnie, bez zastanowienia się nawet przez chwilę czy też ogarnięcia wzrokiem okolicy w celu przeszukania określonego auta, w kierunku czarnego BMW z przyciemnianymi szybami, stojącego z samego skraju. Samochód był przygotowany do podróży i najwidoczniej Peter sam go tu zostawił.

– Usiądź i zapnij pasy – powiedział i otworzył przede mną drzwi.

Posłusznie zajęłam miejsce pasażera i przypięłam się. On natomiast już po kilku sekundach zasiadł na fotelu kierowcy i od razu odpalił silnik. Nie powiedział ani jednego słowa, a ja miałam już tak wiele pytań.

– Dokąd teraz? – spytałam w końcu, nie mogąc już wytrzymać krępującej ciszy.

– Do Monterrey – oznajmił spokojnie i ruszył. – Pojedziemy okrężną drogą, więc zajmie to nam cały dzień. Nie musimy się teraz tak spieszyć jak wcześniej, ale chcę już opuścić to miasto.

Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam wschodzące zza horyzontu słońce. Promienie jednak nie przechodziły do wnętrza pojazdu, przyciemniane szyby skutecznie chroniły nas przed jego blaskiem. Mieliśmy ten dzień spędzić w samochodzie.

Gdy opuściliśmy miasto, Peter poruszył się i sięgnął po coś do kieszeni płaszcza. Po chwili wyciągnął z niej kopertę, którą mi podał.

– Catherine kazała ci to przekazać. Teraz jest odpowiednia chwila, abyś się zapoznała z wszystkim, co jest w środku. Dowiesz się z niego, o co chodzi. Częściowo przedstawiła ci w nim całą sytuację. Resztę postaram się wyjaśnić ci później. O nic się nie martw.

Zachłannie chwyciłam list i nie wahając się ani sekundy, otworzyłam go. Tak bardzo pragnęłam zobaczyć, co w nim się znajduje i czego się dowiem. Kiedy wyciągałam kartki, z wnętrza koperty wypadło na moje kolana coś ciężkiego i błyszczącego. Wzięłam to do ręki i przyjrzałam się. Mogłam wreszcie określić, co to było, a był to srebrny medalion ze starannie wykonaną różą, gdzie każdy płatek miał idealny kształt, na delikatnym i cienkim łańcuszku. Był on dość ciężki i po wyglądzie wydawał się naprawdę stary. Miał jednak to coś, że moje oczy zabłyszczały, gdy go ujrzałam. Wydawał się tak znajomy.

– Jakie piękne – wymamrotałam do siebie, oglądając go ze wszystkich stron i zachwycając.

Co mogłam więcej powiedzieć na tak niezwykłą, ale prostą rzecz?

Peter uśmiechnął się.

– Musiała ci to wreszcie dać.


Peter

Minęło kilkanaście godzin, odkąd wylecieliśmy z Anglii i udaliśmy się na inny kontynent, gdzie zdani byliśmy tylko na siebie i na los.

Musieliśmy tak postąpić. Ja i Catherine nie mogliśmy dopuścić do połączenia naszej księżniczki z tym łajdakiem, Ianem. Ona była czysta, bez skazy, on nie bał się zanurzyć rąk we krwi. Ta jakby połączyć anioła z diabłem. Nie mogliśmy pozwolić, aby i ona stała się potworem, szatanem.

Nie twierdzę, że i ja jestem święty, ale przez ostatnie miesiące, lata zmieniłem się. Zrozumiałem, że życie, które do tej pory toczyłem, nie miało sensu. Dostrzegłem wreszcie niewielkie światełko w tunelu i pojąłem, że nie muszę żyć tak jak wszyscy, nie muszę pić ludzkiej krwi i zabijać, aby przetrwać. Podzieliłem się wtedy tą wiedzą z Catherine i ona powiedziała mi o rodzinie żywiącej się zwierzęcą krwią i dodatkowo, raz na jakiś czas, krwią dawców ze szpitali.

Odkryliśmy w ten sposób także możliwość ocalenia Nico. Mogliśmy sprawić, aby nie czuła się nigdy potworem, aby nigdy nie zakosztowała ludzkiej krwi. Może żywić się inaczej i zmienić oblicze wampira, aby nigdy nie musiała zabijać.

Przez miesiąc przygotowywałem wszystko na to, co się stanie. Wraz z Catherine mogliśmy bez przeszkód chronić istotę, dla której nasze istnienie nabrało sensu. Nikt inny nie miał prawa, nie miał możliwości dowiedzieć się o tym, co planujemy. Nie, gdy nasze zdolności się połączyły.

Ona posiadała jedną z najmocniejszych tarczy, która skutecznie broniła przed wniknięciem w jej umysł i nikt nie mógł odczytać naszych planów. Zaś moja zdolność ukrywania się i zacierania śladów mogła sprawić, że zniknąłem z Nico i nikt nie wiedział, dokąd się udaliśmy, a tropienie nas również nie miało sensu.

Teraz trzeba było tylko uważać.

Kilkanaście godzin lotu i przesiadka. Kontynuowanie podróży i sprawienie, aby w razie czego nadać fałszywe ślady, tropy.

Nico zamęczała mnie ciągle swoimi pytaniami, ale wiedziałem, że nie mogę jej niczego zdradzić. Wszystkiego musiała się dowiedzieć w swoim czasie, a na pewno dogodnym miejscem nie był samolot wypełniony po brzegi zwykłymi pasażerami.

Dopiero ruszając samochodem w stronę Monterrey, mogłem pozwolić sobie na przekazanie jej wiadomości od Catherine. To ona zdecydowała się tak przekazać jej te wiadomości, gdyż w kilku słowach, zdaniach mogła poinformować ją o wszystkim. Ja miałem tylko dane informacje w odpowiednim czasie uzupełnić. Nie zdziwił mnie także widok medalionu, który wypadł na kolana Nico.

Wiem, że kilkanaście lat temu, tuż po pożarze, osobiście wyszukała go w zgliszczach hacjendy. Chciała, żeby mała miała jakąś pamiątkę, coś po swojej matce, ale nigdy jej jego nie pokazała. Po pierwsze: bała się Dimitriego. Po drugie: uznała, że jeszcze za wcześnie na oddanie jej tego medalionu. Teraz mogła sobie wreszcie na to pozwolić.

Patrzyłem na Nico, jak z zachwytem oglądała medalion z każdej strony. Na jej twarzy malowało się szczęście, co i mnie wprawiło w dobry humor. Wreszcie wiedziała o sobie coś więcej i jej życie miało przestać obracać się wokół sieci kłamstw.

Pozna prawdę.


Nico

Popatrzyłam na kartki, które teraz leżały przede mną. Medalion powiesiłam na swojej szyi, a do rąk chwyciłam list.


„Droga Nico, a raczej Veronico Mario Elizabeth Sanchez de Moncada,

Tak, to Twoje pełne imię i nazwisko. Twoja matka, Maria Julia Sanchez de Moncada, zmarła podczas porodu siedemnaście lat temu, natomiast Twój ojciec zginął w pożarze hacjendy, który miał miejsce miesiąc później. Ja wyciągnęłam Cię wtedy z niej na rozkaz Dimitriego, gdyż jemu od początku swego istnienia służę. Ten medalion, który teraz trzymasz w dłoniach, należał kiedyś do Twojej matki. Była piękną kobietą, tak samo jak ty, i na pewno by pragnęła, abyś go nosiła. Przynajmniej to Ci pozostało po niej, ta mała rzecz.

Czas jednak na wyjaśnienia. Musisz poznać prawdę, bo ona jest drogą do celu i poznania, kim naprawdę jesteś.

Zapewne dziwiło Cię wielokrotnie nasze dziwne zachowanie. Jak już zdążyłaś zauważyć, my nie jesteśmy podobni do Ciebie. Jesteśmy wyjątkowi, nieśmiertelni. Wszystkie osoby, które dotąd Cię otaczały i spędzały z Tobą czas, są wampirami. Peter wyjaśni Ci później wszystko dokładnie. Dowiesz się od niego, kim dokładnie jesteśmy, co potrafimy i jak żyjemy.

Musimy Ci jednak przede wszystkim wyjaśnić, dlaczego jesteś taka ważna. Dlaczego Cię wywozimy i chcemy ukryć przed Dimitrim i Ianem. Czego oni chcą od Ciebie.

Z Twoją historią wiąże się pewna legenda przekazywana z ust do ust od kilkuset lat. Fragment jej brzmi:

Gdy nadejdzie dzień Zaduszny, na świat przyjdzie potępione dziecko o czerwonych jak krew włosach. Po siedemnastu latach stanie się nieśmiertelną. Posiądzie najpotężniejszą siłę, moc i zdolności.”

Nikt nie wie, jak brzmi dalsza część przepowiedni, oraz czy w ogóle istnieje dalsza część. Od wieków wszyscy zastanawiali się, kiedy jednak to nastąpi. Dimitri dowiedział się o Tobie, kilka minut po Twych narodzinach. Wiedział, że chodzi o Ciebie. Rozkazał mi zabrać Cię stamtąd. Miałaś w ten sposób dać mu siłę i potęgę, której tak bardzo pragnął.

Dowiedziałam się o jego planach przypadkiem wraz z Peterem. Wiem, jaka jesteś, w końcu sama Cię wychowałam i wiem, czego ci potrzeba. Nie powinnaś cierpieć. Dimitri marzy, żebyś została żoną Iana i wraz z nim stała u jego boku, abyś była podobna do nich i tak samo okrutna. Nie chcemy i nie możemy do tego dopuścić. Pragniemy, abyś była sobą i nigdy nie stanęła po stronie zła, żebyś nigdy nie stała się potworem, którym sama nie chcesz być.

Dlatego Peter wywiezie Cię daleko, za ocean. Ma dar. Potrafi ukryć siebie, osoby i miejsca, które wyznaczy, przed oczami osób niepożądanych. Oznacza to, że nie wyczują Cię i nie wytropią. Nie dowiedzą się o Waszym położeniu, dopóki ktoś tego nie zdradzi. Postaram się utrzymać ich z dala od Was, przynajmniej do dnia Twoich urodzin, abyś do tego czasu była bezpieczna. Nie wiem, co się wtedy wydarzy, ale Peter będzie cały czas przy Tobie i zadba o wszystko.

Znaleźliśmy idealne schronienie. Będziecie mogli w miarę normalnie funkcjonować i nie zwracać na siebie większej uwagi. Jeśli mi się uda, dołączę do Was jak najszybciej. Bądź silna. Wierzę, że dasz sobie radę.

Kocham Cię, Księżniczko.

Całuję,

Catherine

P.S

Nie ujawniaj się tamtym. Peter wie, o kogo chodzi.


Przez cały czas nie zdawałam sobie sprawy, że czytałam z otwartymi na oścież ustami. Patrzyłam na kartkę z niedowierzaniem, a głowa była pełna wszelakich pytań.

Jak to możliwe? Wampiry? Nieśmiertelni? Legenda? Nie, to nieprawda. To jakiś głupi sen.

Uszczypnęłam się kilka razy, aby obudzić się z tego dziwnego snu. Nie pomogło. Ciągle ściskałam w dłoniach tę kartkę i ciągle siedziałam w aucie obok Petera, który teraz bacznie mi się przyglądał. Analizował każdy mój ruch i gest.

– Spokojnie, Nico – powiedział Peter i uśmiechnął się. – My nie chcemy i nie pozwolimy, byś stała się potworem jak Ian i Dimitri. Dlatego cię wywozimy i wszystkiego nauczymy, będziesz panować nad sobą i swoimi zdolnościami. Dzięki temu nie będziesz musiała słuchać tamtych i staniesz się niezależna.

Patrzyłam na niego z jeszcze większym niedowierzaniem. Wreszcie to do mnie docierało. To wszystko, co się działo przez siedemnaście lat, było jak iluzja. Całe życie było kłamstwem, czymś niezwykłym, a zarazem przerażającym. Chroniono mnie przed światem zewnętrznym, abym była im posłuszna. Nie poznała innych ludzi, wampirów. Musiałam liczyć się z ich zdaniem. Teraz miałam okazję zaznać nowego życia, wolności. Przynajmniej przez te kilka dni.

– Dokąd jedziemy? Co Catherine miała na myśli pisząc „nie ujawniaj się tamtym”? – skoro już tyle wiedziałam, to chciałam teraz już poznać resztę.

– Teraz jedziemy do Monterrey jednak tylko na lotnisko. Tam wsiadamy się do samolotu i lecimy wprost do Nowego Jorku, a stamtąd samochodem do małej miejscowości w Kanadzie – odrzekł. – Spodoba ci się tam. Cisza i spokój.

Mówił bardzo spokojnie i pewnie. Widać, że wraz z moją opiekunką bardzo dobrze przygotowali się do misji i mieli ustalony każdy szczegół. Ufam mu i jej, ponieważ wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej i kochają mnie tak samo jak ja ich. Spojrzałam jeszcze raz na kartkę i moją uwagę przykuła ostatnia linijka. Wciąż nie odpowiedział do końca na moje pytanie.

– A co z tamtymi?

– Mieszka tam pewien klan i to nawet sporej wielkości. Razem jest ich w sumie sześcioro. Wszyscy są wampirami tak jak ja i tak jak wkrótce być może ty. Przynajmniej tak nam się wydaje, że będziesz także wampirem, choć nie jesteśmy tego pewni do końca. Mają oni inne zasady niż Dimitri. Główną różnicą jest to, że nie żywią się krwią ludzką w ten sposób co Dimitri, lecz zwierzęcą lub też korzystają z banku krwi, gdzie zdobywają potrzebną ilość. Unikają w ten sposób zabijania niewinnych ludzi. To właśnie dzięki temu, że poznałem sposób ich żywienia, udało mi się również przejść na podobną dietę i powstrzymywać się od zabijania. Uznaliśmy więc, że to najlepsze miejsce na ukrycie cię, bo Catherine dość dobrze ich zna. Kiedyś spotkała się już z przywódcą ich klanu. Mam przekazać Noahowi list od niej. Może nam pomogą, ale nie możemy im wszystkiego powiedzieć.

Mówiąc to, patrzył mi prosto w oczy. Nie przejmował się tym, by spoglądać na jezdnię, ale ani razu nie zboczył z drogi. Prowadził bardzo pewnie, a jego jazda była płynna i szybka.

– Kim jest Noah? – spytałam zaciekawiona.

Zamyślił się, jakby nie wiedząc, co może powiedzieć.

– On jest… hmm… – Zastanowił się chwilę. – On jest głową tamtego klanu ich przywódcą. Jest jednym z pierwszych, który zrezygnował prawie całkowicie z krwi ludzkiej. To bardzo dobry i miły człowiek. Pozostała piątka to dla niego dzieci. On wygląda na około czterdzieści lat, ale reszta na nastolatków, więc idealnie udaje im się wtopić w środowisko. On gra samotnego ojca czwórki dzieciaków.

Westchnęłam. Tak mało jeszcze wiedziałam o swoim życiu, o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Teraz miałam jednak spędzać czas z nieznanymi mi osobami, wampirami.

– Buzia na kłódkę – powiedziałam poważnie.

Na potwierdzenie swoich słów udałam, że zamykam buzię kluczykiem. Na ten widok Peter nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem.

– Wszystko będzie dobrze. Boimy się jedynie twoich urodzin, bo nie wiemy, co się stanie. Potem będzie lepiej. Nie będziemy się już musieli o nic martwić.

Przyjrzałam się medalionowi i zamknęłam oczy. Trzymając go w dłoniach, wyobraziłam sobie siebie i moją matkę stojącą tuż obok.

– Veronica Maria Elizabeth Sanchez de Moncada – wyszeptałam.

Z chwili zadumy wyrwał mnie jednak głos mojego tymczasowego opiekuna.

– Pięknie się nazywasz, ale teraz będziesz tylko Ver, czyli Veronica Martin. Normalna amerykańska nastolatka – zadecydował Peter. – Ja będę oficjalnie twoim ojcem, żeby nikt nie zadawał zbędnych pytań, a Catherine twoją matką, która została zakończyć pozostałe sprawy w Toronto. To stamtąd przyjechaliśmy jakby co.

– Czyli mam ci mówić: tato? – spytałam z uśmiechem na ustach.

– Przy innych tak będzie najlepiej, ale jak będziemy sami możesz już mówić, jak chcesz.

– Dobrze, tatku. – Roześmiałam się, wymawiając ostatnie słowo.

Nie byłam przerażona wizją bycia wampirem, byłam wręcz nadzwyczaj szczęśliwa. Wreszcie poznałam prawdę o tym, kim jestem i o swoim przeznaczeniu. Znałam część prawdy, ale mogłam wreszcie powiedzieć, kim naprawdę jestem. Choć nikt do końca nie wiedział, co się dokładnie stanie w dniu moich siedemnastych urodzin, ja wiedziałam, że to będzie bardzo ważne dla mnie.

Nie muszę się ich bać. Przez te wszystkie lata mieszkałam pod jednym dachem z kilkoma, kilkunastoma wampirami i nikt mi nie zrobił krzywdy. Żaden z nich nie rzucił się na mnie, by pozbawić mnie mojej krwi, a zaspokoić swoje pragnienie.

Teraz miałam się stać taka jak oni. Może nie całkiem taka sama, ale przynajmniej podobna.

Brakowało mi w tym momencie jedynie Catherine, nigdy nie rozstawałyśmy się ze sobą na dłużej niż kilka lub kilkanaście godzin. W tym momencie minęło już kilkanaście godzin od momentu, gdy żegnałyśmy się na lotnisku, a do naszego następnego spotkania miało dojść za kilka dni. Tak bardzo potrzebowałam jej teraz. Czuć jej słodki zapach i chłód jej ciała. Znów usłyszeć jej głos, kołysankę nuconą do snu i ramiona obejmujące mnie. Wiem jednak, że tak musi być. Zobaczymy się przecież jeszcze.

Nie wiem sama, kiedy zasnęłam i ile spałam. Czas tak szybko leciał, a mnie ogarniało coraz większe znużenie. W pewnym momencie po prostu ziewnęłam i już po chwili moja głowa opadła na bok, a oczy spowiła mgiełka. Czułam się tak bezpiecznie.

Był zmierzch, gdy Peter mnie obudził. Słońce skrywało się już za horyzontem. Musiałam opuścić bezpieczne miejsce w samochodzie i pójść z nim do terminalu. Znów mieliśmy lecieć samolotem. Zakończyć podróż przez słoneczny Meksyk i ruszyć wprost do Nowego Jorku, a stamtąd w dalszą drogę.


Catherine

Pobiegli przez lotnisko i tyle ich widziałam. Nie mogłam dłużej czekać i patrzeć, jak znikają w przestworzach, ale wrócić z powrotem.

Od kiedy podsłuchałam tamtego dnia plan Dimitriego i Iana wiedziałam już, że muszę coś zrobić.

Na szczęście miałam Petera, mojego jedynego przyjaciela. Z jego pomocą mogłam przygotować plan wywiezienia Nico poza Londyn. Ukryć ją w bezpiecznym miejscu z dala od nich.

Teraz najważniejsze było jej dobro. To, aby miała przy sobie kogoś bliskiego mogącego ją poprowadzić w tym ważnym momencie jej życia. Na razie musi jej wystarczyć Peter, ja dołączę do tej dwójki wkrótce.

Tam gdzie się teraz udają, jest jeszcze ktoś, kto pomoże nam ją chronić przed osobami chcącymi ją wykorzystać do swych niecnych celów. Będzie bezpieczna.

Noah był moją nadzieją i podporą w tej trudnej chwili. On i jego klan był jednym z nielicznych, który wyróżniał się wśród nas. Jest jedyną osobą, która może mi teraz pomóc i której mogę zaufać. Nie jest taki jak wszystkie pozostałe wampiry, gdyż żywi się krwią zwierząt lub zdobytą z banków krwi, tak samo jego towarzysze. To on może sprawić, że i ona nie będzie czuła się potworem. Nie będzie piła ludzkiej krwi i zabijać, nie będzie miała wyrzutów sumienia.

Ruszyłam w drogę powrotną do posiadłości z obawą przed tym, co mogło mnie tam czekać. Wyjechałam dzień wcześniej niby na polowanie, a wróciłam w nocy i zabrałam Nico.

Czy odkryli już moją tajemnicę? Czy wiedza, że zdradziłam i to ja wykradłam Nico?

Gdy tylko wjechałam i podjechałam pod drzwi wejściowe, doskoczyła do mnie dwójka dobrze mi znanych wampirów: Chloe i Victor.

– Czekają na ciebie – powiedział mężczyzna.

– Stało się coś? – spytałam, udając, że nic nie wiem.

Nie odpowiedzieli mi, ale z ich min wywnioskowałam, że nie domyślili się, kto za tym wszystkim stoi.

Wiedziałam, że Dimitri będzie teraz wściekły. Miałam jednak nad nim pewną przewagę. Jestem jedną z nielicznych albo nawet jedyną osobą, w której nie potrafił odczytać myśli ani nimi sterować. Byłam świetnym tropicielem, obdarzonym tarczą. Nikt nie miał wstępu do mojego umysłu. Dlatego przez wszystkie zgromadzone w tym miejscu wampiry byłam traktowana z należytym szacunkiem. Do pojawienia się Iana byłam prawą ręką Dimitrego i nikt nie sprzeciwiał się mi, byłam jego największym pupilkiem. Teraz mój dar był dla mnie zbawieniem i ochroną.

– Gdzie się podziewałaś? – spytał wściekle, patrząc na mnie, gdy tylko weszłam do głównej komnaty. – Nico zniknęła.

Wiedziałam, co mam robić. Od jakiegoś czasu szykowałam się na ten moment.

Zaczęłam patrzeć przerażona i wrzeszczeć na wszystkich wokół, pytając, gdzie Nico, gdzie moja kochana dziewczynka, księżniczka. Udawałam wściekłość, złość, smutek i żal do nich, że jej nie upilnowali, że nie potrafili jej upilnować przez tak krótki czas.

Wiedziałam, że mi uwierzą. Byłam świetną aktorką. Lata praktyki zrobiły swoje. Każdy gest i ruch był przemyślany tak, aby nikt nie domyślił się, że to wszystko bujda.

– Masz ją znaleźć – rozkazał mi Dimitri.

– Wiesz, że to prawie niemożliwe – odpowiedziałam. – Ona jest inna.

Fakt był jeden. Nico nie była zwykłą dziewczynką, nie była też przecież wampirem, ale miała to coś w sobie. Nie była wyczuwalna dla nikogo, nie nosiła ze sobą żadnego charakterystycznego zapachu, po którym można byłoby się udać. Nikt nie mógł jej wyczuć i wytropić jeśli sama, by tego nie zechciała. Jedynie ja mogłabym ją odnaleźć. Znałam ją wystarczająco długo, tyle czasu z nią spędzałam, że potrafiłabym ją odnaleźć w tłumie i wyczuć ją, gdyż jako jedyna tak naprawdę rozpoznawałam jej zapach. Dimitri bardzo dobrze o tym wiedział.

– Wiem, ale to ty jesteś wyczulona na nią najbardziej. Musimy ją odnaleźć przed jej urodzinami.

Patrzyłam to na Dimitriego, to na Iana. Wiedziałam, jak bardzo jej pragną. A raczej tego, co może im dać. Data urodzin zbliżała się nieubłaganie i nikt nie wiedział, co się stanie, ale chcieli ją mieć tutaj, na miejscu.

– Zrobię wszystko, co w mojej mocy.

– Ufam ci.

Opublikowano Dodaj komentarz

Prolog


17 lat wcześniej

Mała miejscowość niedaleko Madrytu. Hacjenda.

Wszędzie panowała ciemność. Rozgwieżdżone niebo bez jednej chmurki. Noc zaduszna. Ludzie zbierali się, aby powspominać zmarłych. Cisza i spokój. Tylko w jednej hacjendzie panował rozgardiasz, ale z innego powodu. To dziś, w ten szczególny dzień, pani domu jednej z największych hacjend w Hiszpanii zaczęła rodzić. Wybrała najgorszy z możliwych terminów. Ale dlaczego był on taki zły?

Według legend dziecko urodzone w tym dniu, dniu zadusznym, w dodatku w nocy, miało być potępionym, przynoszącym wszelakie nieszczęście.

Poród od początku był pełen komplikacji. Zaczął się nagle. Nie było czasu na przewóz do szpitala lub kliniki. Udało się jedynie wezwać lekarza z pobliskiego miasteczka.

Krzyki pani dało się słyszeć w całym domu i hacjendzie. Były nie do zniesienia. Gospodarz chodził zdenerwowany w kółko. Był pełen obaw. Nie mógł tego znieść. To miało być jego pierwsze dziecko, ale wolał, aby to się nigdy nie wydarzyło, żeby jego żona nie przeżywała takich katuszy. Pragnął tego dziecka, ale równocześnie obawiał się o nią.

Była kruchą, piękną kobietą, jedyną i niepowtarzalną. Wszędzie, gdzie się pojawiała, wzbudzała zachwyt. Teraz cierpiała i słabła. Tak strasznie pragnęła dziecka, a teraz wiła się z bólu.

Dokładnie o północy zapadła głucha cisza. Po chwili z pokoju wydobył się głośny płacz niemowlęcia i wyszedł lekarz. Miał około pięćdziesięciu lat, a na twarzy można było dostrzec troskę i zmęczenie.

– Ma pan córkę. Gratuluję. Jest śliczna i zdrowa – powiedział.

Jednak widać było coś jeszcze na jego twarzy. Strapienie i żal. Ręce, pokryte świeżą krwią, wycierał w biały ręcznik. Miał do przekazania jeszcze coś, ale te słowa nie potrafiły wydobyć się z jego ust.

– Mogę się z nimi zobaczyć? – spytał pan domu.

Chciał jak najszybciej przytulić swoją żonę i dziecko. Zobaczyć, jak się czują.

– Niestety. – Głos się mu załamał. – Pańska żona nie przeżyła porodu. To było zbyt dużo jak na nią. Straciła za dużo krwi – powiedział lekarz. – Nic nie mogłem zrobić.

Pan osunął się na podłogę i zalał się łzami. Z jednej strony cieszył się z powodu narodzin córki, ale teraz nie mógł znieść tej jednej rzeczy. Osoba, którą kochał najmocniej na świecie, umarła. Poświęciła siebie, aby dać mu dziecko. Wolałby jednak, aby ona żyła. Tylko z nią był szczęśliwy.


W tym samym czasie w Londynie.

– Stało się – powiedział mężczyzna w czarnym płaszczu do siedzącego w fotelu. Nie było widać twarzy.

– Przepowiednia wypełniła się. – Usłyszał głos swojego pana. – Wezwij Catherine. Czas, aby wykonała to, co jest jej przeznaczone.

Mężczyzna skłonił się i wyszedł, pozostawiając swojego pana samego.


Miesiąc później.

Służące na hacjendzie plotkowały między sobą. Szeptały, ponieważ jeśliby usłyszał to pan lub ktoś z rodziny, na pewno zostałyby ukarane. Nie wolno było im rozmawiać na temat dziecka i pani domu.

– Co to za dziwna dziewczynka? – pytała jedna. – Ma czerwone włosy i ciemne, brązowe oczy. Jest jakaś dziwna. Nigdy nie płacze. Jedynym dźwiękiem, który wydała z siebie, był jej szloch w dniu narodzin.

– Dziwisz się – odpowiedziała jej druga. – Przecież urodziła się w dniu Zadusznym i podobno o równej północy. Znasz legendy. Jeśli to prawda, to ta mała przyniesie temu domowi nieszczęście.

Obie pokiwały głowami.

– Do tego Pani umarła. To wszystko jest takie dziwne.

Ruszyły w drogę przez dom. Musiały pogasić wszędzie światła. Wszyscy już spali w swoich pokojach. Mała Veronica leżała z zamkniętymi oczkami w swoim łóżeczku.

Wszystkie światła zgasły. Ktoś tylko na to czekał. Ktoś, kto obserwował dom, odkąd tylko zapadła ciemność. Nie była to jedna osoba. Było ich więcej, ubranych na czarno postaci, które otoczyły cały dom.

– Catherine – powiedział jeden z nich. – To twój czas. Idź po dziecko.

Czarnowłosa postać kiwnęła głową, ale nie wypowiedziała ani jednego słowa. Ruszyła przed siebie. Nie musiała pukać, nie musiała wchodzić. Wystarczyło, że dobrze się odbiła i już była w pokoju małej Aidy. Dobrze wiedziała, gdzie ma się kierować. Popatrzyła do różowego łóżeczka, gdzie opatulona leżała mała dziewczynka.

– A więc to ty, maleńka? – powiedziała szeptem i wzięła małe zawiniątko na ręce. – Już ja się tobą zaopiekuję, księżniczko.

Szybko, ale bezszelestnie opuściła pokój. Skoczyła z zawiniątkiem w dół i ruszyła w stronę towarzyszy. Dała tym samym znak. Znak do tego, aby ruszyli oni w stronę domu. To miał być koniec rodziny Sanchez de Moncada.

Nagle wszystko się zapaliło. Budynek ogarnęły płomienie.

Spaliła się jedna z największych hacjend w tej części Hiszpanii. Nikt nie przeżył, nie miał szans. Zginął pan domu, cała służba, zwierzęta. Dziecko również zostało uznane za zmarłe. Nikt nigdy nie dowiedział się, jakim sposobem to się stało.


5 lat później

Londyn.

Nico obudziła się w swoim łóżku zlana potem. Znów miała ten dziwny sen. Sen, w którym widziała płomienie, słyszała krzyki ludzi. Miała dziwne wrażenie, że skądś ich zna, że coś ją z nimi i z tym miejscem, które widziała, łączy. Jakaś szczególna więź.

Odkąd pamięta, mieszkała we wspaniałej willi, otoczona przez dziwnych ludzi. Zawsze bladzi i mający czerwone oczy. Mieli piękne, doskonałe twarze. Niektórzy patrzyli na nią z pożądaniem, nie z miłością, ale tak jakby chcieli ją pożreć. Nigdy nie wychodzili z nią na słońce. Zresztą tutaj i tak rzadko się ono pojawiało.

– Znów koszmar? – spytała, podchodząc do jej łóżka Catherine.

Jak zwykle wyglądała olśniewająco w czarnej długiej sukni.

– Mamusiu, znów mi się to śniło – powiedziała do niej mała Nica i wyciągnęła rączki, aby ta wzięła ją na kolana.

Nikt jej jeszcze do tej pory nie wyjaśnił, że Catherine nie jest jej prawdziwą matką. Woleli, aby myślała, że tak jest.

– To tylko zły sen i nic nie znaczy – tłumaczyła jej, tuląc ją do swojej piersi. – Jesteś głodna? Przyniosłam ci kolację. Musisz się dobrze odżywiać.

Podała jej tacę i patrzyła, jak mała wcina swoje ulubione tortille z kurczakiem. Nigdy nie jadały razem. Zresztą to i tak nie miałoby sensu. Oni nie potrafili jeść, przynajmniej nie w takim sensie jak normalni ludzie. Nica nie zadawała jednak dużo pytań. Przekonała się, że nie zawsze odpowiadają jej szczerze.


W salonie przy kominku w fotelu siedział on, ten sam mężczyzna, który nakazał Catherine zabrać Veronicę.

– Znowu koszmary? – spytał Catherine, która właśnie weszła do pokoju.

– Tak, panie – odpowiedziała – Znowu to samo, dom, ludzie i płomienie. Nigdy tego nie zapomni. Ona wie, że to dotyczy jej.

– Musi. Ty musisz sprawić, aby zapomniała – odpowiedział. – Nawet jeśli się dowie, to nie może wiedzieć, że to my zabiliśmy jej rodzinę. Nigdy nie może się o tym dowiedzieć.

– Jak masz zamiar to ukryć? Prędzej czy później pozna prawdę – odezwała się osoba stojąca za nią.

Dimitri obrócił się:

– Peter. Nie pytałem cię o zdanie. Gdy dorośnie, pozna część prawdy. Wszystko prócz tego. – Zamyślił się. – Zawołajcie Ian – dodał.

Po chwili do pokoju wszedł młody, wyglądający na dwadzieścia lat chłopak.

– Ian! – powiedział Dimitri.

– Tak, panie! – odpowiedział i skłonił się przed swoim mistrzem.

– Wiesz, że mam wobec ciebie konkretne plany – powiedział do niego spokojnie, ale stanowczo. – Kocham cię jak syna, bo sam cię stworzyłem ku temu. Jesteś niezwykły i niepowtarzalny.

– Dziękuję, panie. – Chłopak uśmiechnął się.

Catherine i Peter spoglądali na siebie. Wiedzieli, że Ian jest jego ulubieńcem, i że jest podobny do Dimitriego. Mieli ten sam charakter i chęć władzy. Traktowali siebie jak ojciec i syn. Dimitri uczył go wszystkiego. W przyszłości miał być kimś ważnym.

– Mam prośbę – powiedział mężczyzna siedzący w fotelu. Było rzadkością, aby on o cokolwiek kiedykolwiek prosił. – Opiekuj się Nico, Ian. Bądź zawsze przy niej tak, aby cię pokochała. Pamiętaj jednak, nie wspominaj jej o prawdziwej tożsamości i rodzinie.