Nico
Minęło kilkanaście minut, a oni odjechali. Peter wszedł do środka wyraźnie z siebie zadowolony. Widocznie cała ta sytuacja zakończyła się w taki sposób, w jaki oczekiwał.
– I jak było? – spytałam.
– Lepiej nie mogło to się skończyć – powiedział spokojnie i podszedł do mnie.
Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie, gładząc po plecach. Był dla mnie jak ojciec i w taki sposób zawsze mnie pocieszał i wspierał.
– Noah uwierzył w to, co mu napisała Catherine, a gdy cię ujrzał, nie miał już żadnych wątpliwości. Dzięki temu mamy przy sobie szóstkę nowych sojuszników.
Odetchnęłam z ulgą.
Pozostałą część dnia spędziłam z Peterem w salonie. Zajęliśmy wygodne miejsca – ja kanapę, a on fotel znajdujący się naprzeciwko. Musieliśmy jeszcze omówić sprawę pojawienia się mojej osoby w szkole. Nigdy przecież nie chodziłam do szkoły ani nigdy nie przebywałam wśród normalnych ludzi, dlatego potrzebowałam wskazówek. Wszystko dla mnie było nowe i niezwykłe. Po części mnie to ekscytowało, ale również niepokoiło. I pomyśleć, że nie boję się tyle wampirów co ludzi, w końcu to wśród nich się wychowałam i nie byłam zwykłą nastolatką.
Peter starał się jednak uspokoić mnie jak najbardziej, mówiąc, że będę chodzić do szkoły wraz z „dziećmi” Noaha, które mi pomogą zaaklimatyzować się, a w razie kłopotów stanąć po mojej stronie. Nie znali mnie ani ja ich, byliśmy dla siebie całkowicie obcy. Byłam coraz bardziej ciekawa, czy są podobni do swojego opiekuna, czy do innych znanych mi wampirów? Czy mnie polubią? Jak mam się wobec nich zachowywać? Jacy oni będą dla mnie?
Jedno pytanie mnie szczególnie dręczyło. Poznałam Noaha, ale czemu nie przedstawili nas sobie? Powinnam przecież ich już dziś zobaczyć i wiedzieć, kto jest kim.
Moje zamyślenie musiało być łatwe do odczytania, bo natychmiast otrzymałam odpowiedź.
– On musi ich do tego wszystkiego przygotować. Nie mogą wiedzieć, kim naprawdę jesteś i jak wiele znaczysz dla nas wszystkich. Jestem natomiast pewien, że Mattiasowi nie uda się odczytać twoich myśli, gdyż nikomu się to jak na razie nie udaje. To dużo pomaga i nie będziesz musiała aż tak bardzo ich kontrolować. Poza tym i tak będę zawsze w pobliżu na wszelki wypadek. Zaprzyjaźnisz się z nimi. – Uśmiechnął się do mnie i przytulił. – Pamiętaj. Jesteś dzielną małą dziewczynką i wszystko ci się uda. Przyzwyczaisz się do twojego nowego życia.
Następnie musieliśmy omówić kilka ważnych kwestii, w tym to, co mogę powiedzieć innym, oraz wymyślić historyjkę mojego dotychczasowego życia. Tak więc, według oficjalnej wersji przeniosłam się tutaj z Toronto wraz ze swoim ojcem, który jest artystą i ma zamiar tutaj odzyskać natchnienie, dostać weny. Mama została na miejscu, aby dokończyć interesy – to na wypadek przybycia Catherine. W głębi duszy wierzyłam, że szybko do nas dołączy i już wkrótce będę mogła spędzać czas zarówno z nią jak i z Peterem. Przy tej dwójce czułam się naprawdę bezpiecznie. Musiałam także przyznać, że coraz bardziej martwiłam się o nią i chciałam ją zobaczyć.
Poopowiadał mi także trochę o tamtym mieście i okolicy, w razie szczegółowych pytań o miejsca rozrywki i tamtejszą szkołę. Nie wiadomo, czego można oczekiwać po moich nowych kolegach ze szkoły i nie mam tu na myśli tajemniczej piątki, ale zwykłych uczniów. Podobno są bardzo ciekawscy i wścibscy, więc musieliśmy powymyślać kilka ciekawych historyjek ze mną w roli głównej. Starałam się wszystko zapamiętać, co przychodziło mi z dziwnie wielkim trudem. Przeważnie nie miałam problemów z nauką i uczyłam się bardzo szybko, ale to jednak było coś innego.
Po przyswojeniu tej całej wiedzy chciałam się dowiedzieć czegokolwiek o moich kolejnych opiekunach. W sumie to mogę ich tak nazywać, mają przecież mnie pilnować tak samo jak Peter. Zaczęłam więc od moim zdaniem najłatwiejszego z pytań:
– Kim jest Noah i jego klan? Czemu akurat oni?
– Noah jest specyficzny, a cała szóstka wyróżnia się na tle innych klanów i pojedynczych jednostek wampirów. Są inni od reszty.
Zaciekawiło mnie to.
– Dlaczego?
– Po pierwsze, jak ci mówiłem wcześniej, wszyscy z nich żywią się krwią zwierzęcą lub korzystają z banków dawców, ale to i tak bardzo rzadko. Żaden z nich nigdy nie skosztował krwi ludzkiej poprzez zabicie innego człowieka, pozbawienia go życia. Można więc powiedzieć, że ich dusze są czyste, gdyż nikomu nie wyrządzają krzywdy. – Zastanowił się chwilkę. – No, może zmniejszają troszkę populację niektórych zwierzątek, ale i tak wybierają tereny z ich nadmiarem.
– Czyli są lepsi czy gorsi od innych? Dobrzy czy źli? Chyba każdy wampir jest zły?
Poprawił się w fotelu i splótł dłonie przed sobą. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy i coś go wyraźnie bawiło.
– Zdecydowanie muszę przyznać, że są silniejsi od innych pod względem siły woli i to jest pewne. Trudno jest oprzeć się krwi ludzkiej, a im to bez problemu się udaje i pozwala normalnie funkcjonować wśród zwykłych ludzi. Nie reagują na zwykłe skaleczenia tak jak pozostali. Każdy nawzajem siebie pilnuje, aby nie rzucić się na kogoś i jedynie muszą uważać na to, żeby nikt nie odkrył ich tajemnicy. Dlatego, gdy nadejdzie odpowiednia pora i różnica ich wyglądu co do wieku, jaki podają, będzie wyraźnie się różnić, a ktoś zacznie coś podejrzewać, to muszą uciekać. Znikać bez śladu i szukać nowego miejsca, gdzie znów będą mogli wieść przez kilka następnych lat normalne życie. W ten sposób funkcjonują już od kilkudziesięciu lat i nigdy nie mieli problemów z ukryciem tożsamości.
Widać po nim, że był pod wrażeniem tego, jak ta szóstka potrafi przystosować się do danej sytuacji oraz że są ze sobą tak mocno związani. Ja również. Przez cały czas, kilkanaście lat będąc w Londynie, przebywaliśmy w jednej posiadłości otoczonej wysokim murem. Skryci we wnętrzu i okryci tajemnicą. Rzadko kiedy można było opuszczać to terytorium. Ja jako jedyna ze wszystkich nie miałam nigdy takiej możliwości, nawet jeśli bym błagała ich na kolanach. Chroniono mnie, a raczej strzeżono, aby nikt nie dowiedział się, kim jestem, kim będę i co się ze mną stanie w najbliższej przyszłości..
– Coś jeszcze sprawia, że są tak ważni? – spytałam z czystej ciekawości.
Powiedział mi wystarczająco dużo, ale jak zwykle chciałam wiedzieć więcej i czekałam na to, co powie, patrząc mu głęboko w oczy. Nie protestował.
– Powinnaś to w końcu wiedzieć, więc ci powiem. Prawie każdy z nich posiada jakiś dar, zdolność, która sprawia, że jest się czymś wyjątkowym i specjalnym. Cała szóstka ma coś w sobie niezwykłego. Mattias potrafi porozumiewać się poprzez umysł z innymi wampirami i ludźmi, czego nie stosuje co do tych drugich, a dzięki temu potrafi także czytać w myślach. Selena widzi natomiast przyszłość. Co najważniejsze i istotne, widzi ją bardzo wyraźnie, odwzorowuje w umyśle to, co się stanie, a spełniają się one w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach, rzadko kiedy się myli. Jej wizje mogą być czasami zamglone, jak w wypadku kiedy nie mogła dostrzec ciebie, ale i to daje jej bardzo dużo oraz przewagę nad innymi. Kellan jest jej partnerem, towarzyszem. Znają się od jakiś siedemdziesięciu lat i od początku tworzą związek. Jest on najsilniejszy spośród całej szóstki, choć może nie wygląda na takiego, ponieważ jest dość szczupły i wysoki, ale pozory mylą.
Zamyślił się na chwilę. Czekałam więc w skupieniu na to, co powie dalej. Nie chciałam mu przerywać w tym momencie. Mogłam się teraz dowiedzieć czegoś więcej i skorzystać z tej nadarzającej się okazji. Musiał zastanawiać się, jak wiele może mi wyjawić.
– Podobno to Selena przewidziała nasz przyjazd i stąd dowiedzieli się o tym. Z tego też powodu tak szybko nas odwiedzili, tym bardziej że jej wizja była dość niewyraźna, ale wystarczająca, by dostrzec nowego wampira i kogoś jeszcze. Nie chcieli więc czekać na pozostałą dwójkę, dlatego brakowało Roberta i Kiry. Ta dwójka również jest bardzo uzdolniona. O ile się nie mylę, mężczyzna potrafi poruszać przedmiotami za pomocą telekinezy, natomiast jego dziewczyna jest niezwykle piękna i zniewalająca. To jednak tylko zmyłka, a nie prawdziwy dar. Potrafi się teleportować w wyznaczone przez siebie miejsce, co nieraz jest dość irytujące, gdy nagle pojawia się tuż obok. Głową całego klanu jest oczywiście nie kto inny jak Noah. Pracuje on w centrum weterynaryjnym. Jest lekarzem i dzięki temu mają łatwy dostęp do krwi. Formalnie i ta wersja jest utrzymywana, adoptował całą piątkę, kiedy byli dziećmi. Selena z Mattiasem są bliźniakami zarówno w udawanym życiu jak i naprawdę. Oboje zostali przemienieni po wypadku, w którym zginęli ich rodzice, a on ich uratował. Mieli wtedy po osiemnaście lat. Reszta oficjalnie pochodzi od różnych rodziców i z różnych części kraju.
W ten sposób cały wieczór spędziłam na poznawaniu moich przyszłych towarzyszy i opiekunów, co było bardzo istotne.
Peter wiedział o nich niemal wszystko i podziwiałam go za to. Jak wyjaśnił mi później, musieli mieć pewność co do tego, kogo chcą wtajemniczyć w swój plan. Wraz z Catherine poświęcili temu wystarczająco dużo czasu.
Przez cały wieczór rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że Selena związana jest z Kellanem, ale to już wiedziałam z wcześniejszej jego przemowy. Kira natomiast jest z Robertem. Udają przed ludźmi normalne związki: chłopak – dziewczyna. W rzeczywistości już mają za sobą śluby, a co kilka, kilkanaście lato odnawiają je przed ołtarzem, aby przypomnieć o swojej dozgonnej miłości.
Jedynymi osobami samotnymi w tym klanie była dwójka mężczyzn, Noah i Mattias. Pierwszy z nich stracił swoją połówkę kilkanaście lat wcześniej. Była podobno piękną czarnowłosą wampirzycą, a ich miłość była ogromna. Zginęła ona z rąk kilku nowonarodzonych wampirów, gdy udała się na polowanie. Niewiele wiadomo o całej tej sytuacji, choć wydawała się wielce podejrzana.
Natomiast Mattias do tej pory nie odnalazł swojej bratniej duszy i podobno nie znalazł oraz nie spodziewa się w najbliższym czasie takiej osoby spotkać. Żyło mu się dobrze bez drugiej połówki i wystarczała mu bliskość z resztą klanu.
Od tej pory miałam z całą piątką chodzić do jednej szkoły. I wraz z nimi uczestniczyć w tej farsie. Oni jednak nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Jutro miałam ich spotkać przed szkołą, oni mieli się mną opiekować w tym czasie.
Szkoła? To również mój opiekun musiał mi wytłumaczyć. Nie miałam przecież bladego pojęcia, co mam tam robić i na czym to wszystko polega.
Peter pomału wyjaśnił, że będę musiała wstać wcześniej niż zwykle, ponieważ zajęcia zaczynają się o ósmej. Dlatego muszę się jeszcze ubrać i przygotować na wielkie wejście. Będę się tam uczyć tak jak do tej pory z nim i Catherine. Jest w tym jednak wielka różnica, polega ona na tym, że teraz oni nie będą moimi nauczycielami, a będę ich miała teraz kilku, poza tym uczyć się będę w większej grupie osób, a nie jak do tej pory sama. Zapewnił mnie jednak, że na każdych zajęciach będzie mi towarzyszył ktoś z tamtego klanu. On nie może, ale będzie miał na mnie oko w pewien sposób.
Nie wiem czemu, ale ogarnął mnie dziwny rodzaj strachu na samą myśl o tym. Nie bałam się wampirów, a bałam się ludzi? Wydawało się to takie dziwne, ale prawdziwe. To oni byli dla mnie obcy.
Ze strachem i obawą co do tego, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień, udałam się do swojego pokoju, który wskazał mi Peter. Nie zapalając światła, padłam na łóżko, które widziałam dzięki blaskowi księżyca rzucanemu na niego. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w świat Morfeusza.
Peter
Lekko zwariowany dzień chylił się ku końcowi. Nareszcie, gdyż należał chyba do najtrudniejszych w moim dotychczasowym wieloletnim życiu. Tak wiele pytań, tak wiele odpowiedzi i wciąż tak wiele niewiadomych, niedomówień.
Jeden z problemów był z głowy. Na szczęście Noah nie robił większych przeszkód. Ze skupieniem i pełną powagą czytał list od Catherine do niego i widać po nim było, że wywołał efekt, jakiego się spodziewaliśmy. Czułem od niego tę niepewność, powątpiewanie, szok i ciekawość. Spodziewałem się także, że będzie chciał spotkać się z Nico i poznać ją osobiście, dlatego kazałem jej czekać w gabinecie. Miał on już taką naturę, nakazującą mu analizowanie i poznawanie wszystkiego, co nowe i niezwykłe, a ona należała do obu tych grup. Musiał zaspokoić swoją ciekawość i wiedziałem, że w ten sposób przeciągniemy już na pewno jego osobę i klan na swoją stronę – że nam pomogą.
Co do jednego miałem pewność, że jak spotka się z nią, to na pewno uwierzy we wszystko, co było napisane. Nie pomyliłem się zbytnio i uzyskałem satysfakcjonującą odpowiedź. Mieliśmy kilku sojuszników po swojej stronie i to niezwykłych sojuszników. Tak uzdolniony klan na świecie był wyjątkiem. Znałem tylko jeszcze jedno miejsce, gdzie można było spotkać aż tak utalentowane wampiry, ale ich natura bliższa jest tej, którą prezentuje Dimitri.
Wieczór minął przyjemnie i z wielka chęcią spędziłem go na opowiadaniu Nico o naszych nowych znajomych i jej opiekunach. Nie mogłem im pozwolić poznać ją w tym momencie, ponieważ nieznana mi była ich reakcja na to wszystko. Nie miałem także pewności co do faktu, czy znają starą legendę przekazywaną z ust do ust. Ich reakcja była więc wielką niewiadomą. Dlatego najrozsądniej z naszej strony było ukrywanie przed nimi faktu, jak wielkie znaczenie miała dla nas wszystkich Nico. To mogło być niebezpieczne dla wszystkich zgromadzonych. Pozostawało więc czekać na odpowiedni moment i wtedy przekazać im pełne informacje dotyczące całej tej sprawy i Nico. Miało to mieć miejsce już niedługo, ale tyle muszą wytrzymać.
Moja podopieczna była zafascynowana całą historią. Oczywiście miała sporo pytań, ale wolała je zachować dla siebie i skupić się na tym, co mówię. Podobało mi się ta cała sytuacja.
Można powiedzieć, że Nico do tej pory miała tylko mnie i Catherine. Oczywiście był jeszcze Ian i parę innych wampirów krążących niedaleko, ale tylko naszej dwójce ufała od zawsze. Byliśmy jej przyjaciółmi i rodziną, osobami, którym ufała bezgranicznie. Wraz z pójściem do szkoły miała poznać piątkę podopiecznych Noaha i innych uczniów szkoły, którzy bardziej przypominali ją niż nas, wampiry. Fascynowało ją wszystko to, o czym mówiłem. Nie przerywała w żadnym momencie. Nie pytała zbyt wiele, a ja starałem się mówić to, co najważniejsze dla niej. Wszystko co zbędne, pomijałem. Nie musi wiedzieć więcej, niż powinna. Musiała iść w końcu do łóżka, aby jutrzejszego dnia być wypoczęta i gotowa do rozpoczęcia nauki.
Noc spędziłem na czatowaniu i pilnowaniu ochronnej tarczy wokół domu.
Na wszelki wypadek wolem chronić cały teren. Nie chciałem, aby nikt niepowołany wiedział, że tutaj jesteśmy, mieszkamy. Na szczęście mój dar i jej niepowtarzalność sprawiają, że trudno nas teraz tu odnaleźć, nawet jeśli ktoś by się mocno starał.
Czas przemiany zbliża się nieubłaganie, ale dzięki nam wszystkim wszystko powinno udać się bez przeszkód. Byliśmy przygotowani niemal na wszystko.
Księżniczka może się tu czuć bezpieczna.
Mattias
Przez całą drogę powrotną milczał. Nie wypowiedział ani jednego słowa, a w jego myślach nie mogłem nic odczytać. Starał się je zagłuszyć wszystkim innym, byle tylko uniemożliwić mi dowiedzenie się, o co chodzi. Blokował swój umysł przede mną i nie mogłem nic zrobić.
Czekałem jednak cierpliwie na wyjaśnienia ze strony Noaha.
Jak miałem teraz to wszystko wytrzymać? Do jutra pozostało tylko kilkanaście godzin, ale dla mnie zamiast kilku nic nieznaczących godzin, jakich już wiele miałem za sobą, to było jak wieczność.
Ledwo wjechaliśmy na podjazd, a na miejscu już zastaliśmy zniecierpliwionych i zaniepokojonych towarzyszy, Kirę i Roberta, którzy byli dla mnie jak siostra i brat. Nie pojechali z nami, gdyż byli na polowaniu, ale najwidoczniej skończyli szybciej niż normalnie.
– Gdzie się podziewaliście? – spytała Kira, a na jej twarzy widoczna była troska.
Cóż, miała już taką naturę. Czuła się dziwnie odpowiedzialna za nas wszystkich, a brało się to głównie stąd, że jako pierwsza po Noahu została przemieniona oraz pod względem wieku, w którym to się stało. My zostaliśmy przemienieni w wieku około siedemnastu albo osiemnastu lat, natomiast ona miała dwadzieścia. Przyznać trzeba jednak, że wygląda młodo i niczym nie wyróżnia się wśród naszych rówieśników poza nadzwyczajną dorosłością, którą sobą prezentuje. Teraz próbowała odgrywać na nas rolę matki i opiekunki.
– Pewien wampir i jakaś dziewczyna wprowadzili się niedaleko, ale Noah nic nie chce nam powiedzieć – odparłem, przepychając się pomiędzy nimi i wchodząc do środka.
– Obiecałem! – podkreślił. – Wejdźcie do środka, a powiem wam tyle, ile mogę.
Każdy z nas na te słowa popatrzył na niego, ale nie odezwał się. Skierowaliśmy się do salonu, czekając na to, co ma on nam do powiedzenia. Ja już wiedziałem jedno, że nie powie nam najważniejszych kwestii tylko ogólniki.
Zajął wygodne miejsce w fotelu, twarzą do nas, gdyż my usiedliśmy na dwóch kanapach. Czekaliśmy na każde słowo, które miało paść z jego ust, ale usłyszeliśmy niewiele. Powiedział tylko, że w szkole spotkamy niezwykłą młodą dziewczynę o imieniu Veronica, ale jeśli tylko chcemy, możemy do niej mówić Ver. Poza tym mamy jej pilnować i traktować jak siostrę, bo obiecał pomóc jej i jej opiekunom. Mamy ją chronić, bo grozi jej niebezpieczeństwo. Na koniec mruknął, że w sobotę się coś wydarzy, ale nie wiadomo do końca, co takiego i należy zachować wszelkie środki ostrożności. Zabronił nam jakichkolwiek wybryków i wypytywania dziewczyny o jej życie.
Próbowałem wyciągnąć od niego więcej, ale to nic nie dało. Znowu zaczynał myśleć o swoich pacjentach i pracy w pobliskiej lecznicy zwierząt. Specjalnie zadzwonił tam i wziął nocny dyżur, aby unikać nas i niewygodnych pytań.
Musieliśmy podzielić się jednak w tym czasie z Kirą i Robertem wszystkim, co sami przypuszczaliśmy. W sumie to oboje byli ciekawi, kim jest ta mała i ekscytowali się jutrzejszym dniem. Można też już było stwierdzić, że Kira nałoży na nią swój ochronny parasol. Selena niestety nie miała przez ten czas żadnej wizji na ten temat. Musieliśmy zaufać Noah i temu całemu Peterowi, choć nie wiedzieliśmy dlaczego. Trzeba było czekać.
