Opublikowano Dodaj komentarz

Potępiona – Rozdział 1

potepiona anna m setla

17 lat później

Catherine

Minęło siedemnaście lat, odkąd w noc Zaduszną spaliła się hacjenda Sanchez de Moncada ze wszystkimi jej mieszkańcami. Do tej pory nie ustalono przyczyn pożaru i śmierci tych wszystkich ludzi. Identyfikacji nie udało się przeprowadzić z powodu złego stanu ciał. A raczej tego, co z nich zostało. Co z nich zostało? Nic, sam popiół. Dlatego przyjęto, że nikt tej nocy się nie uratował. Nikt nie wiedział jednak, że ona jedna przeżyła. To przez nią zginęli. Mała istotka, która przewróciła życie miasteczka do góry nogami, i o której tak zażarcie dyskutowano jeszcze kilka dni wcześniej. Nie przypuszczano jedynie tej jednej rzeczy, że to wszystko przez nią.

Odtąd, rok w rok, przynoszono w to miejsce kwiaty, znicze i świece w hołdzie wspaniałej, o wieloletniej tradycji, rodzinie. Nikt nigdy nie śmiał wybudować się tam i zamieszkać, bano się tam przychodzić samotnie, uważając, że to miejsce jest przeklęte, potępione.

To ja ją uratowałam tego dnia, na rozkaz Dimitriego, mojego pana i mistrza. Niczego nie żałuję, oprócz rzezi, która się wtedy wydarzyła. Przez prawie siedemnaście lat opiekowałam się Nico. Bezbronną małą dziewczynką, otoczoną przez nieziemskie postacie potępionych.

Nico

Nieubłaganie zbliżał się ten jeden, wyjątkowy dzień Zaduszny. Dzień moich urodzin. Dzień, w którym miałam wreszcie poznać prawdę o tym, kim jestem. Przynajmniej tak mi obiecywano.

– „Jak skończysz siedemnaście lat, będziesz na tyle duża, aby to zrozumieć” – powiedział mi kiedyś Ian.

Nie przepadałam za nim. Dlaczego?

Ciągle mnie pilnował. Wszędzie za mną chodził i podsłuchiwał. Kontrolował na każdym kroku.

Jego zachowanie względem mnie było niezrozumiałe. Cień podążający za mną.

Nie miałam do niego za grosz zaufania. Czułam, że nie może, nie potrafi być wobec mnie szczery, ani tym bardziej ja wobec niego. Byliśmy dwoma przeciwieństwami, które odpychały się od siebie, a przynajmniej mnie odpychało od niego.

Ja rosłam, on nic się nie zmieniał. Wciąż był wysokim młodym mężczyzną o nieskazitelnej urodzie. Miał długie blond włosy spięte w kucyk i bladą, gładką cerę. Jego spojrzenie zawsze powodowało u mnie dreszcze na całych plecach. Czerwone oczy starały się przejrzeć mnie na wylot, a ja próbowałam za wszelką cenę unikać tego spojrzenia, tak samo jak i jego towarzystwa. Musiałam przyznać, że był przystojnym mężczyzną, ale coś, co było w nim, nie dawało mi spokoju.

– Czemu ciągle za mną łazisz? – spytałam go na miesiąc przed swoimi urodzinami.

Szłam właśnie przez pobliski gaj znajdujący się na terenie posiadłości. Nigdy nie wolno mi było opuszczać tego miejsca, dlatego znałam każdy centymetr przestrzeni, po której mogłam stąpać. Cały teren obejmował stary zamek i teren zielony. Otoczony był wysokim murem zakończonym drutem. Nigdy nie odważyłam się podejść bliżej, coś sprawiało, że czułam dreszcze, zbliżając się do niego. Niewidzialna siła sprawiała, że zawsze się cofałam. Swój czas najczęściej spędzałam na polanie pośród drzew i krzewów, których tutaj nie brakowało.

– Żebyś mi nie uciekła. – Uśmiechnął się do mnie.

Nie był to jednak zwykły, przyjacielski uśmiech. Zawierał w sobie coś jeszcze. Czegoś chciał, tylko czego? Ten uśmiech nawiedzał mnie jeszcze parokrotnie podczas kolejnych dni.

Ian

Miałem swój cel w tym, aby przebywać blisko Nico. Wiem, że tylko ona może mnie do niego doprowadzić. Pragnąłem władzy, a z nią u mego boku mogłem ją zdobyć. Już nie musiałbym przejmować się Dimitrim. Choć traktowałem go jak ojca, wiedziałem, że chce on mnie tylko wykorzystać do własnych celów. Chciał ze mnie i z niej stworzyć maszyny, dwójkę wiernych poddanych. Ona była obdarzona nadzwyczajnymi możliwościami, a ja posiadałem cechy przywódcze. Nasza dwójka byłaby niepokonana, a z jej pomocą mogłem sam sobie poradzić – bez niego. Dimitri nie był mi tak naprawdę do niczego potrzebny.

Nico jest na swój sposób piękna i pociągająca, ale brakuje jej jeszcze pewnych kobiecych kształtów, które ja cenię sobie najbardziej. Nie pożądam jej jednak, nie w ten sposób. Nigdy nie pozwolę jej odejść.

– Nie mam przed czym uciekać. Tu jest mój dom – powiedziała i mimowolnie uśmiechnęła się. – To mój świat.

– „Tak. Twój świat wraz ze mną” – dopowiedziałem sobie w myślach.

Nico

Nie znałam innego życia poza tym. Zawsze żyłam w tym miejscu, otoczona przez dziwnych ludzi i nie wychylając nawet włosa za mury posiadłości.

Mieszkałam pod jednym dachem z bladymi postaciami o dziwnym czerwonym spojrzeniu, takim samym jak Iana. Wszyscy byli doskonali. Na ich twarzy nie można było dostrzec ani cienia zmęczenia, ani jednej zmarszczki. Jak dla mnie byli zbyt idealni i nie pasowali do mnie. Byłam tak inna od nich, jak niepasujący element układanki.

Przez te wszystkie lata nie zauważyłam, aby którakolwiek z tych postaci w jakikolwiek sposób zmieniła się, urosła, zestarzała. W tym miejscu tylko ja się zmieniałam. Z każdym rokiem byłam starsza, wyższa, mądrzejsza. Mój głos, długość włosów i ciało nabierały innego kształtu.

W całej tej posiadłości ufałam tylko dwóm osobom, Catherine i Peterowi. To oni wiecznie mnie wspierali i uczyli wszystkiego, co mogłoby mi się przydać w przyszłości. To Catherine powierzałam wszystkie moje sekrety i tajemnice, choć nie było ich zbyt wiele. Trudno było tutaj cokolwiek ukryć. Oni w zamian za to opowiadali mi najróżniejsze historie, bajki, czytali książki. Miałam w nich oparcie i miłość. Traktowałam jak rodziców, przyjaciół, nauczycieli.

Gdy miałam dziesięć lat, Catherine wyjawiła mi prawdę albo przynajmniej jej część. Wyjaśniła mi, że to nie ona jest moją matką, a tak właśnie uważałam przez cały ten czas. Próbowałam od niej wyciągnąć jakiekolwiek informacje na temat moich rodziców, ale ona cały czas mnie zbywała i wymigiwała się półsłówkami. Nie zdradziła żadnej informacji.

Stanęłam przed lustrem w swoim pokoju i zaczęłam się przeglądać. Do kogo byłam podobna? Do niej czy do niego? Jacy oni byli? Nigdy nie poznam całej prawdy.

Wkrótce miałam skończyć siedemnaście lat. Dowiedzieć się czegoś więcej o swoim życiu, o swojej przeszłości i przyszłości.

Teraz patrzyłam w swoje odbicie i widziałam drobną, niewysoką dziewczynę z wystającymi obojczykami. Po moich ramionach spływały proste czerwone kaskady włosów. Ich odcień nigdy się nie zmieniał. Zawsze ta sama intensywna czerwień kontrastująca ze śniadą cerą. Brązowe oczy błyszczały i analizowały każdą zmianę, każdy pieg na moim ciele.

Catherine

Przy kominku stali Dimitri wraz z Ianem. Obaj mieli na sobie czarne ubrania, a płomienie odbijały się od ich bladych twarzy. Pogrążeni byli w intensywnej rozmowie. Zaaferowani konwersacją, nie wiedzieli nawet, że przysłuchuję się jej wraz z Peterem. Nie mogli nas wyczuć ze względu na jego zdolności, które przydawały się często, a tym bardziej w tym momencie. Tak bardzo pragnęłam się dowiedzieć, co też ta dwójka knuła tym razem.

Po nich zawsze można się było wiele spodziewać. Dlaczego?

Odkąd pojawiła się Veronica, do której wszyscy tutaj mówili Nico, spędzali ze sobą bardzo dużo czasu. Rzadko kiedy udawało mi się cokolwiek podsłuchać, ale teraz miałam przy sobie Petera. Jego możliwości kamuflażu i ukrycia nie tylko siebie, ale też konkretnych osób, były niesamowite. Teraz był dla mnie podporą i dzięki niemu mogłam dowiedzieć się, co ci dwaj knuli przeciwko mojej małej księżniczce.

– Wiesz, że za miesiąc są jej urodziny. Skończy siedemnaście lat – powiedział spokojnie Dimitri. – I wiesz, co to oznacza.

Młody wampir pokiwał delikatnie głową.

– Od lat czekam na tę chwilę – powiedział spokojnie Ian. – Wreszcie wszystko się wypełni i ona będzie moja, tylko moja.

Moja? O czym on mówi? Ona nie należy do nikogo, a w szczególności do niego.

– Będzie twoja, ale wiesz dobrze, że trzeba zachować wszelkie środki ostrożności. Ona jest inna. Nie jest taka jak ja czy ty. Drzemie w niej niepowtarzalna siła. Posiada większą moc niż każdy inny wampir na tym świecie i nie będzie na nią mocnego. Nie znajdziesz drugiego takiego. Musimy jej pilnować, aby nie wydarzyło się nic niekontrolowanego.

Na twarzy Iana pojawił się uśmiech. Nie wróżyło to nic dobrego.

– Nie potrafi korzystać z tej mocy, a gdy będzie ze mną, pomogę nad tym zapanować. Stworzymy razem ród, który będzie rządził na wieki.

– Jesteś bardzo pewny siebie i to mi się w tobie podoba. Wiedziałem kogo wybrać w tym celu – Roześmiał się. – Miejmy nadzieję, że się uda. Póki co, trzeba ją pomału oswajać z tą myślą. Wkrótce w pełni dołączy do nas i zostanie twoją żoną i kochanką. Spełni się moje i twoje marzenie – powiedział Dimitri. – Nikt nas nigdy nie pokona.

Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. Moja wychowanka miała być żoną najokropniejszego wampira na ziemi i jego wspólniczką. Popatrzyłam na Petera. ,,To nie może się stać.’’ On kiwnął głową, jakby od razu mnie zrozumiał. Tak długo już się znaliśmy. Wiedzieliśmy już jedno – nie można dopuścić do tego, aby nasza mała Nico trafiła w łapy tych potworów.

Ta mała dziewczynka, moja księżniczka, zawsze była dla mnie najważniejsza. Odkąd ją zobaczyłam w tym łóżeczku na hacjendzie i wyciągnęłam ją, a następnie chwyciłam w swe ramiona, wiedziałam, jak bardzo jest dla mnie ważna. Oczarowała mnie zupełnie. Przez wszystkie lata to ja się nią opiekowałam, uczyłam, opowiadałam bajki i niezwykłe historie. Byłam dla niej matką, przyjaciółką, nauczycielką. Przelewałam na nią swoje rodzicielskie uczucia, których nigdy nie dane mi było zaznać. Każda cząstka mojego ciała kochała ją i pragnęła jej szczęścia.

Teraz dwójka najokrutniejszych wampirów na ziemi chciała ją zamienić w to samo, czym byli oni. Chcieli, by była bezwzględna i okrutna. Żeby ta nieskalana i czysta dusza stała się potworem.

Ona nie była taka ja, Peter czy też oni. Delikatna, malutka istotka tak naprawdę potrzebowała tylko jednego. Miłości.

3 tygodnie później.

Nico

W moim pokoju zapaliła się świeca dająca niewielką ilość światła. Widać jednak było delikatny zarys eleganckich mebli, grubych zasłon zakrywających szczelnie okna, aksamitną pościel, a także łóżko z wielkim baldachimem. Zwykłej osobie trudno było uwierzyć, że zamieszkiwała w nim taka nastolatka jak ja, a nie dziewiętnastowieczna dama.

Nie ja go urządzałam. Taki już był od zawsze, od kiedy sięgam pamięcią, wyglądał cały czas tak samo.

– Witaj, skarbie – powiedziała do mnie Catherine, nachylając się delikatnie w moją stronę. – Obudź się, maleńka. Musisz już wstawać.

Zeskoczyłam z łóżka i czym prędzej do niej podbiegłam. Ucałowałam ją w policzek, jak zwykle wzdrygnęłam się lekko, czując jego chłód, do którego nie potrafiłam się przyzwyczaić.

– Już tylko tydzień do moich urodzin. Tak się cieszę.

– Spokojnie. Mów troszkę ciszej – powiedziała szeptem. – Ubieraj się szybko.

W jej głosie było coś niepokojącego, a zarazem fascynującego. Podała mi czarny płaszcz z kapturem i inne potrzebne ubrania, które były tego samego koloru. Nie zajęło mi to dużo czasu i po chwili stałam już przed nią gotowa, ubrana od stóp po czubek głowy.

– Wychodzimy.

– Dokąd? Nigdy nie wychodzimy o tej porze – ppytałam zdziwiona, ponieważ słońce właśnie raziło moje oczy. – Idziemy na zewnątrz?

Nigdy nie opuszczaliśmy zamku w taką pogodę. Jedyne pory dnia, kiedy mogliśmy bez przeszkód poruszać się na zewnątrz, to noc i zachmurzone, deszczowe niebo. W słoneczne dni musiałam wraz z pozostałymi siedzieć w środku zamczyska.

– Nie teraz. Pospieszmy się. Później ci wszystko wyjaśnię – powiedziała i chwyciła mnie za rękę.

Szybko zbiegłyśmy po długich schodach, nie robiąc przy tym żadnego hałasu. Za nami podążał Peter, obserwujący wszystko wokół i nasłuchujący tego, co się dzieje wokoło. Jego zachowanie również mnie niepokoiło. Czułam, jakby chciał nas przed czymś ochronić. Wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie stał już przygotowany do drogi czarny Range Rover. Gdy zbliżyłyśmy się do samochodu, drzwi szybko otworzyły się szeroko.

– Wsiadajcie. Za chwilę zauważą jej zniknięcie – powiedział Peter, a my wskoczyłyśmy do auta i odjechaliśmy z piskiem opon, opuszczając posiadłość.

Po raz pierwszy znalazłam się poza granicami muru. Co to wszystko znaczyło?

Ian

Siedziałem spokojnie w swoim pokoju w towarzystwie Chloe.

Przy niej bez problemu mogłem się wyluzować i być sobą. Niczego nie udawałem. To ona zaspokajała moje pragnienia od kilkunastu lat. Miała piękne kobiece ciało, na którego widok każdemu facetowi ciekła ślinka, ale to ona mnie wybrała, a raczej ja ją wybrałem. Została tym samym moją kochanką i ten stan rzeczy już nigdy nie miał się zmienić.

Chwilę pieszczot przerwał nam donośny głos Dimitriego rozlegający się po całym zamku:

– Gdzie ona jest? – krzyczał.

Wybiegłem z pokoju zaniepokojony jego wrzaskiem. Zauważyłem, że wszyscy znaleźli się na korytarzu i usuwali mu się z drogi, co było najlepszym wyjściem w tej sytuacji.

Popatrzyłem na niego, na jego twarzy widać było ogromną wściekłość, a przez czoło przechodziła głęboka zmarszczka. Gdy nasze oczy skrzyżowały się, od razu rzucił się w moim kierunku.

– Miałeś jej pilnować – powiedział i chwycił mnie za koszulę, podnosząc lekko do góry i przyciskając do ściany. – Wiesz, jaka ona jest dla nas ważna.

Byłem całkowicie zdezorientowany. O czym on w ogóle mówił? Co się stało?

– O co chodzi? – spytałem.

– O co chodzi? – powtórzył za mną ze wściekłością. – Nico zniknęła.

– Zniknęła? Jakim cudem? – Sam byłem w tej chwili przerażony. – Godzinę temu byłem u niej i spała, jak zwykle o tej porze.

Tak jak zwykle kontrolowałem ją co parę godzin. Pilnowałem, żeby jej się nic nie stało i na wszelki wypadek sprawdzałem, czy wszystko z nią w porządku i czegoś nie potrzebuje.

– Catherine wiedziałaby, gdzie jest. Zawsze miała ją na oku. Akurat dziś musiała wybrać się na to polowanie. Gdybym nie widział, jak wychodzi, pomyślałabym, że są razem – powiedział i opuścił mnie z powrotem na ziemię. – Gdy wróci, zajmie się wszystkim osobiście. Mamy poważny problem.

Nico

Odkąd zajęliśmy miejsca w samochodzie i ruszyliśmy spod zamku, panowała grobowa cisza. Nikt nie śmiał się odezwać pierwszy. Patrzyłam z lekko otartymi oczami to na nich, to na widok rozpościerający się za oknem i którego nie dane mi było oglądać przez te wszystkie lata.

– Dokąd jedziemy? – spytałam w końcu.

Niecierpliwość zwyciężyła.

– W piękne miejsce, którego jeszcze nigdy nie widziałaś – odpowiedziała mi Catherine i przytuliła mnie.

Na pewno miała rację, że nie widziałam. Przecież nie wychodziłam nigdzie, więc gdziekolwiek by mnie teraz wywieźli, to i tak miałabym pewność, że jeszcze tam mnie nie było. Wszystko było takie nowe i nieznane, a oni dawali mi teraz możliwość zobaczenia tego wszystkiego. Tylko dlaczego?

– To znaczy gdzie?

Chcę wiedzieć, gdzie dokładnie. W końcu uczyli mnie też geografii i orientowałam się dość dobrze w globusie. Znałam położenie każdego z państw i nazwy większych miast. Wiedziałam, gdzie jest najwyższy szczyt na Ziemi czy najgłębsze jezioro. Mogą mi przecież powiedzieć gdzie.

– Daleko, za ocean. Zaraz wsiądziesz do samolotu z Peterem. Będziecie razem bezpieczni -odpowiedziała szybko.

Zauważyłam, że spojrzała na swojego towarzysza. Znali się tak długo i darzyli się niezrozumiałym dla mnie uczuciem. Miesiąc temu powiedziano mi, że wyjechał i już nie wróci. Miałam go już nigdy więcej nie zobaczyć, a teraz siedział tak blisko mnie. Co oni razem planowali? Czemu wywozili mnie aż za ocean? To tak daleko.

Wyłapałam jednak w jej odpowiedzi coś jeszcze.

– Z Peterem? – spytałam. – A ty? – Byłam bardzo spostrzegawcza i szybko zorientowałam się, że pominęła w odpowiedzi siebie.

– Musicie lecieć sami – powiedziała, patrząc mi cały czas w oczy. – Na miejscu czeka na was samochód. Peter zaopiekuje się tobą i ukryje w bezpiecznym miejscu. Przynajmniej przez jakiś czas. Nie możesz tutaj zostać, a ja muszę wyczyścić wszelkie ślady.

Catherine sięgnęła do torby i wyciągnęła z niej dziwny pakunek. Zastanawiało mnie, co może się w nim znajdować.

– Załóż jeszcze to i pod żadnym względem nie ściągaj.

Otworzyłam paczuszkę i teraz trzymałam w rękach brązowy zwitek włosów. Spojrzałam na swoją opiekunkę i posłusznie założyłam perukę. Nie mogłam się z nią sprzeczać, zawsze miała rację. Uśmiechnęła się do mnie i otworzyła drzwi.

– Biegnijcie. Samolot odleci za kilka minut.

Opublikowano Dodaj komentarz

Prolog


17 lat wcześniej

Mała miejscowość niedaleko Madrytu. Hacjenda.

Wszędzie panowała ciemność. Rozgwieżdżone niebo bez jednej chmurki. Noc zaduszna. Ludzie zbierali się, aby powspominać zmarłych. Cisza i spokój. Tylko w jednej hacjendzie panował rozgardiasz, ale z innego powodu. To dziś, w ten szczególny dzień, pani domu jednej z największych hacjend w Hiszpanii zaczęła rodzić. Wybrała najgorszy z możliwych terminów. Ale dlaczego był on taki zły?

Według legend dziecko urodzone w tym dniu, dniu zadusznym, w dodatku w nocy, miało być potępionym, przynoszącym wszelakie nieszczęście.

Poród od początku był pełen komplikacji. Zaczął się nagle. Nie było czasu na przewóz do szpitala lub kliniki. Udało się jedynie wezwać lekarza z pobliskiego miasteczka.

Krzyki pani dało się słyszeć w całym domu i hacjendzie. Były nie do zniesienia. Gospodarz chodził zdenerwowany w kółko. Był pełen obaw. Nie mógł tego znieść. To miało być jego pierwsze dziecko, ale wolał, aby to się nigdy nie wydarzyło, żeby jego żona nie przeżywała takich katuszy. Pragnął tego dziecka, ale równocześnie obawiał się o nią.

Była kruchą, piękną kobietą, jedyną i niepowtarzalną. Wszędzie, gdzie się pojawiała, wzbudzała zachwyt. Teraz cierpiała i słabła. Tak strasznie pragnęła dziecka, a teraz wiła się z bólu.

Dokładnie o północy zapadła głucha cisza. Po chwili z pokoju wydobył się głośny płacz niemowlęcia i wyszedł lekarz. Miał około pięćdziesięciu lat, a na twarzy można było dostrzec troskę i zmęczenie.

– Ma pan córkę. Gratuluję. Jest śliczna i zdrowa – powiedział.

Jednak widać było coś jeszcze na jego twarzy. Strapienie i żal. Ręce, pokryte świeżą krwią, wycierał w biały ręcznik. Miał do przekazania jeszcze coś, ale te słowa nie potrafiły wydobyć się z jego ust.

– Mogę się z nimi zobaczyć? – spytał pan domu.

Chciał jak najszybciej przytulić swoją żonę i dziecko. Zobaczyć, jak się czują.

– Niestety. – Głos się mu załamał. – Pańska żona nie przeżyła porodu. To było zbyt dużo jak na nią. Straciła za dużo krwi – powiedział lekarz. – Nic nie mogłem zrobić.

Pan osunął się na podłogę i zalał się łzami. Z jednej strony cieszył się z powodu narodzin córki, ale teraz nie mógł znieść tej jednej rzeczy. Osoba, którą kochał najmocniej na świecie, umarła. Poświęciła siebie, aby dać mu dziecko. Wolałby jednak, aby ona żyła. Tylko z nią był szczęśliwy.


W tym samym czasie w Londynie.

– Stało się – powiedział mężczyzna w czarnym płaszczu do siedzącego w fotelu. Nie było widać twarzy.

– Przepowiednia wypełniła się. – Usłyszał głos swojego pana. – Wezwij Catherine. Czas, aby wykonała to, co jest jej przeznaczone.

Mężczyzna skłonił się i wyszedł, pozostawiając swojego pana samego.


Miesiąc później.

Służące na hacjendzie plotkowały między sobą. Szeptały, ponieważ jeśliby usłyszał to pan lub ktoś z rodziny, na pewno zostałyby ukarane. Nie wolno było im rozmawiać na temat dziecka i pani domu.

– Co to za dziwna dziewczynka? – pytała jedna. – Ma czerwone włosy i ciemne, brązowe oczy. Jest jakaś dziwna. Nigdy nie płacze. Jedynym dźwiękiem, który wydała z siebie, był jej szloch w dniu narodzin.

– Dziwisz się – odpowiedziała jej druga. – Przecież urodziła się w dniu Zadusznym i podobno o równej północy. Znasz legendy. Jeśli to prawda, to ta mała przyniesie temu domowi nieszczęście.

Obie pokiwały głowami.

– Do tego Pani umarła. To wszystko jest takie dziwne.

Ruszyły w drogę przez dom. Musiały pogasić wszędzie światła. Wszyscy już spali w swoich pokojach. Mała Veronica leżała z zamkniętymi oczkami w swoim łóżeczku.

Wszystkie światła zgasły. Ktoś tylko na to czekał. Ktoś, kto obserwował dom, odkąd tylko zapadła ciemność. Nie była to jedna osoba. Było ich więcej, ubranych na czarno postaci, które otoczyły cały dom.

– Catherine – powiedział jeden z nich. – To twój czas. Idź po dziecko.

Czarnowłosa postać kiwnęła głową, ale nie wypowiedziała ani jednego słowa. Ruszyła przed siebie. Nie musiała pukać, nie musiała wchodzić. Wystarczyło, że dobrze się odbiła i już była w pokoju małej Aidy. Dobrze wiedziała, gdzie ma się kierować. Popatrzyła do różowego łóżeczka, gdzie opatulona leżała mała dziewczynka.

– A więc to ty, maleńka? – powiedziała szeptem i wzięła małe zawiniątko na ręce. – Już ja się tobą zaopiekuję, księżniczko.

Szybko, ale bezszelestnie opuściła pokój. Skoczyła z zawiniątkiem w dół i ruszyła w stronę towarzyszy. Dała tym samym znak. Znak do tego, aby ruszyli oni w stronę domu. To miał być koniec rodziny Sanchez de Moncada.

Nagle wszystko się zapaliło. Budynek ogarnęły płomienie.

Spaliła się jedna z największych hacjend w tej części Hiszpanii. Nikt nie przeżył, nie miał szans. Zginął pan domu, cała służba, zwierzęta. Dziecko również zostało uznane za zmarłe. Nikt nigdy nie dowiedział się, jakim sposobem to się stało.


5 lat później

Londyn.

Nico obudziła się w swoim łóżku zlana potem. Znów miała ten dziwny sen. Sen, w którym widziała płomienie, słyszała krzyki ludzi. Miała dziwne wrażenie, że skądś ich zna, że coś ją z nimi i z tym miejscem, które widziała, łączy. Jakaś szczególna więź.

Odkąd pamięta, mieszkała we wspaniałej willi, otoczona przez dziwnych ludzi. Zawsze bladzi i mający czerwone oczy. Mieli piękne, doskonałe twarze. Niektórzy patrzyli na nią z pożądaniem, nie z miłością, ale tak jakby chcieli ją pożreć. Nigdy nie wychodzili z nią na słońce. Zresztą tutaj i tak rzadko się ono pojawiało.

– Znów koszmar? – spytała, podchodząc do jej łóżka Catherine.

Jak zwykle wyglądała olśniewająco w czarnej długiej sukni.

– Mamusiu, znów mi się to śniło – powiedziała do niej mała Nica i wyciągnęła rączki, aby ta wzięła ją na kolana.

Nikt jej jeszcze do tej pory nie wyjaśnił, że Catherine nie jest jej prawdziwą matką. Woleli, aby myślała, że tak jest.

– To tylko zły sen i nic nie znaczy – tłumaczyła jej, tuląc ją do swojej piersi. – Jesteś głodna? Przyniosłam ci kolację. Musisz się dobrze odżywiać.

Podała jej tacę i patrzyła, jak mała wcina swoje ulubione tortille z kurczakiem. Nigdy nie jadały razem. Zresztą to i tak nie miałoby sensu. Oni nie potrafili jeść, przynajmniej nie w takim sensie jak normalni ludzie. Nica nie zadawała jednak dużo pytań. Przekonała się, że nie zawsze odpowiadają jej szczerze.


W salonie przy kominku w fotelu siedział on, ten sam mężczyzna, który nakazał Catherine zabrać Veronicę.

– Znowu koszmary? – spytał Catherine, która właśnie weszła do pokoju.

– Tak, panie – odpowiedziała – Znowu to samo, dom, ludzie i płomienie. Nigdy tego nie zapomni. Ona wie, że to dotyczy jej.

– Musi. Ty musisz sprawić, aby zapomniała – odpowiedział. – Nawet jeśli się dowie, to nie może wiedzieć, że to my zabiliśmy jej rodzinę. Nigdy nie może się o tym dowiedzieć.

– Jak masz zamiar to ukryć? Prędzej czy później pozna prawdę – odezwała się osoba stojąca za nią.

Dimitri obrócił się:

– Peter. Nie pytałem cię o zdanie. Gdy dorośnie, pozna część prawdy. Wszystko prócz tego. – Zamyślił się. – Zawołajcie Ian – dodał.

Po chwili do pokoju wszedł młody, wyglądający na dwadzieścia lat chłopak.

– Ian! – powiedział Dimitri.

– Tak, panie! – odpowiedział i skłonił się przed swoim mistrzem.

– Wiesz, że mam wobec ciebie konkretne plany – powiedział do niego spokojnie, ale stanowczo. – Kocham cię jak syna, bo sam cię stworzyłem ku temu. Jesteś niezwykły i niepowtarzalny.

– Dziękuję, panie. – Chłopak uśmiechnął się.

Catherine i Peter spoglądali na siebie. Wiedzieli, że Ian jest jego ulubieńcem, i że jest podobny do Dimitriego. Mieli ten sam charakter i chęć władzy. Traktowali siebie jak ojciec i syn. Dimitri uczył go wszystkiego. W przyszłości miał być kimś ważnym.

– Mam prośbę – powiedział mężczyzna siedzący w fotelu. Było rzadkością, aby on o cokolwiek kiedykolwiek prosił. – Opiekuj się Nico, Ian. Bądź zawsze przy niej tak, aby cię pokochała. Pamiętaj jednak, nie wspominaj jej o prawdziwej tożsamości i rodzinie.

Opublikowano Dodaj komentarz

Początki bloga

początki bloga Anna M Setla

Witaj,

Jeśli znaleźliście się na tym blogu to możliwe, że czytaliście moją książkę 'Mabel’ lub po prostu trafiliście tutaj przypadkiem 😉

Po długiej przerwie od pisania, zdecydowałam podzielić się z wami wszystkimi moimi tekstami, które chowałam do tej pory szuflady (odpowiedniego folderu na komputerze).

W tym miejscu więc informuję co będzie się na tym blogu znajdować.

  1. Mabel – możecie zakupić część pierwszą u mnie lub znaleźć na stronach księgarni lub ebooka. Jednak część druga będzie znajdować się tutaj. Wkrótce ruszam z prezentacją kolejnych rozdziałów historii.
  2. Potępiona – książka, która miała kazać się kilka lat temu, ale wydawnictwo zbankrutowało i temat został zarzucony. Tutaj umieszczę całość części pierwszej.
  3. Opowiadania – kilka moich opowiadań, które jeśli będziecie chcieli, mogą rozwinąć się w niebanalne historie
  4. Lifestyle – po prostu moje luźne pisanie do was.

Mam nadzieję, że ktoś tutaj zajrzy 😉

Pozdrawiam