17 lat później
Catherine
Minęło siedemnaście lat, odkąd w noc Zaduszną spaliła się hacjenda Sanchez de Moncada ze wszystkimi jej mieszkańcami. Do tej pory nie ustalono przyczyn pożaru i śmierci tych wszystkich ludzi. Identyfikacji nie udało się przeprowadzić z powodu złego stanu ciał. A raczej tego, co z nich zostało. Co z nich zostało? Nic, sam popiół. Dlatego przyjęto, że nikt tej nocy się nie uratował. Nikt nie wiedział jednak, że ona jedna przeżyła. To przez nią zginęli. Mała istotka, która przewróciła życie miasteczka do góry nogami, i o której tak zażarcie dyskutowano jeszcze kilka dni wcześniej. Nie przypuszczano jedynie tej jednej rzeczy, że to wszystko przez nią.
Odtąd, rok w rok, przynoszono w to miejsce kwiaty, znicze i świece w hołdzie wspaniałej, o wieloletniej tradycji, rodzinie. Nikt nigdy nie śmiał wybudować się tam i zamieszkać, bano się tam przychodzić samotnie, uważając, że to miejsce jest przeklęte, potępione.
To ja ją uratowałam tego dnia, na rozkaz Dimitriego, mojego pana i mistrza. Niczego nie żałuję, oprócz rzezi, która się wtedy wydarzyła. Przez prawie siedemnaście lat opiekowałam się Nico. Bezbronną małą dziewczynką, otoczoną przez nieziemskie postacie potępionych.
Nico
Nieubłaganie zbliżał się ten jeden, wyjątkowy dzień Zaduszny. Dzień moich urodzin. Dzień, w którym miałam wreszcie poznać prawdę o tym, kim jestem. Przynajmniej tak mi obiecywano.
– „Jak skończysz siedemnaście lat, będziesz na tyle duża, aby to zrozumieć” – powiedział mi kiedyś Ian.
Nie przepadałam za nim. Dlaczego?
Ciągle mnie pilnował. Wszędzie za mną chodził i podsłuchiwał. Kontrolował na każdym kroku.
Jego zachowanie względem mnie było niezrozumiałe. Cień podążający za mną.
Nie miałam do niego za grosz zaufania. Czułam, że nie może, nie potrafi być wobec mnie szczery, ani tym bardziej ja wobec niego. Byliśmy dwoma przeciwieństwami, które odpychały się od siebie, a przynajmniej mnie odpychało od niego.
Ja rosłam, on nic się nie zmieniał. Wciąż był wysokim młodym mężczyzną o nieskazitelnej urodzie. Miał długie blond włosy spięte w kucyk i bladą, gładką cerę. Jego spojrzenie zawsze powodowało u mnie dreszcze na całych plecach. Czerwone oczy starały się przejrzeć mnie na wylot, a ja próbowałam za wszelką cenę unikać tego spojrzenia, tak samo jak i jego towarzystwa. Musiałam przyznać, że był przystojnym mężczyzną, ale coś, co było w nim, nie dawało mi spokoju.
– Czemu ciągle za mną łazisz? – spytałam go na miesiąc przed swoimi urodzinami.
Szłam właśnie przez pobliski gaj znajdujący się na terenie posiadłości. Nigdy nie wolno mi było opuszczać tego miejsca, dlatego znałam każdy centymetr przestrzeni, po której mogłam stąpać. Cały teren obejmował stary zamek i teren zielony. Otoczony był wysokim murem zakończonym drutem. Nigdy nie odważyłam się podejść bliżej, coś sprawiało, że czułam dreszcze, zbliżając się do niego. Niewidzialna siła sprawiała, że zawsze się cofałam. Swój czas najczęściej spędzałam na polanie pośród drzew i krzewów, których tutaj nie brakowało.
– Żebyś mi nie uciekła. – Uśmiechnął się do mnie.
Nie był to jednak zwykły, przyjacielski uśmiech. Zawierał w sobie coś jeszcze. Czegoś chciał, tylko czego? Ten uśmiech nawiedzał mnie jeszcze parokrotnie podczas kolejnych dni.
Ian
Miałem swój cel w tym, aby przebywać blisko Nico. Wiem, że tylko ona może mnie do niego doprowadzić. Pragnąłem władzy, a z nią u mego boku mogłem ją zdobyć. Już nie musiałbym przejmować się Dimitrim. Choć traktowałem go jak ojca, wiedziałem, że chce on mnie tylko wykorzystać do własnych celów. Chciał ze mnie i z niej stworzyć maszyny, dwójkę wiernych poddanych. Ona była obdarzona nadzwyczajnymi możliwościami, a ja posiadałem cechy przywódcze. Nasza dwójka byłaby niepokonana, a z jej pomocą mogłem sam sobie poradzić – bez niego. Dimitri nie był mi tak naprawdę do niczego potrzebny.
Nico jest na swój sposób piękna i pociągająca, ale brakuje jej jeszcze pewnych kobiecych kształtów, które ja cenię sobie najbardziej. Nie pożądam jej jednak, nie w ten sposób. Nigdy nie pozwolę jej odejść.
– Nie mam przed czym uciekać. Tu jest mój dom – powiedziała i mimowolnie uśmiechnęła się. – To mój świat.
– „Tak. Twój świat wraz ze mną” – dopowiedziałem sobie w myślach.
Nico
Nie znałam innego życia poza tym. Zawsze żyłam w tym miejscu, otoczona przez dziwnych ludzi i nie wychylając nawet włosa za mury posiadłości.
Mieszkałam pod jednym dachem z bladymi postaciami o dziwnym czerwonym spojrzeniu, takim samym jak Iana. Wszyscy byli doskonali. Na ich twarzy nie można było dostrzec ani cienia zmęczenia, ani jednej zmarszczki. Jak dla mnie byli zbyt idealni i nie pasowali do mnie. Byłam tak inna od nich, jak niepasujący element układanki.
Przez te wszystkie lata nie zauważyłam, aby którakolwiek z tych postaci w jakikolwiek sposób zmieniła się, urosła, zestarzała. W tym miejscu tylko ja się zmieniałam. Z każdym rokiem byłam starsza, wyższa, mądrzejsza. Mój głos, długość włosów i ciało nabierały innego kształtu.
W całej tej posiadłości ufałam tylko dwóm osobom, Catherine i Peterowi. To oni wiecznie mnie wspierali i uczyli wszystkiego, co mogłoby mi się przydać w przyszłości. To Catherine powierzałam wszystkie moje sekrety i tajemnice, choć nie było ich zbyt wiele. Trudno było tutaj cokolwiek ukryć. Oni w zamian za to opowiadali mi najróżniejsze historie, bajki, czytali książki. Miałam w nich oparcie i miłość. Traktowałam jak rodziców, przyjaciół, nauczycieli.
Gdy miałam dziesięć lat, Catherine wyjawiła mi prawdę albo przynajmniej jej część. Wyjaśniła mi, że to nie ona jest moją matką, a tak właśnie uważałam przez cały ten czas. Próbowałam od niej wyciągnąć jakiekolwiek informacje na temat moich rodziców, ale ona cały czas mnie zbywała i wymigiwała się półsłówkami. Nie zdradziła żadnej informacji.
Stanęłam przed lustrem w swoim pokoju i zaczęłam się przeglądać. Do kogo byłam podobna? Do niej czy do niego? Jacy oni byli? Nigdy nie poznam całej prawdy.
Wkrótce miałam skończyć siedemnaście lat. Dowiedzieć się czegoś więcej o swoim życiu, o swojej przeszłości i przyszłości.
Teraz patrzyłam w swoje odbicie i widziałam drobną, niewysoką dziewczynę z wystającymi obojczykami. Po moich ramionach spływały proste czerwone kaskady włosów. Ich odcień nigdy się nie zmieniał. Zawsze ta sama intensywna czerwień kontrastująca ze śniadą cerą. Brązowe oczy błyszczały i analizowały każdą zmianę, każdy pieg na moim ciele.
Catherine
Przy kominku stali Dimitri wraz z Ianem. Obaj mieli na sobie czarne ubrania, a płomienie odbijały się od ich bladych twarzy. Pogrążeni byli w intensywnej rozmowie. Zaaferowani konwersacją, nie wiedzieli nawet, że przysłuchuję się jej wraz z Peterem. Nie mogli nas wyczuć ze względu na jego zdolności, które przydawały się często, a tym bardziej w tym momencie. Tak bardzo pragnęłam się dowiedzieć, co też ta dwójka knuła tym razem.
Po nich zawsze można się było wiele spodziewać. Dlaczego?
Odkąd pojawiła się Veronica, do której wszyscy tutaj mówili Nico, spędzali ze sobą bardzo dużo czasu. Rzadko kiedy udawało mi się cokolwiek podsłuchać, ale teraz miałam przy sobie Petera. Jego możliwości kamuflażu i ukrycia nie tylko siebie, ale też konkretnych osób, były niesamowite. Teraz był dla mnie podporą i dzięki niemu mogłam dowiedzieć się, co ci dwaj knuli przeciwko mojej małej księżniczce.
– Wiesz, że za miesiąc są jej urodziny. Skończy siedemnaście lat – powiedział spokojnie Dimitri. – I wiesz, co to oznacza.
Młody wampir pokiwał delikatnie głową.
– Od lat czekam na tę chwilę – powiedział spokojnie Ian. – Wreszcie wszystko się wypełni i ona będzie moja, tylko moja.
Moja? O czym on mówi? Ona nie należy do nikogo, a w szczególności do niego.
– Będzie twoja, ale wiesz dobrze, że trzeba zachować wszelkie środki ostrożności. Ona jest inna. Nie jest taka jak ja czy ty. Drzemie w niej niepowtarzalna siła. Posiada większą moc niż każdy inny wampir na tym świecie i nie będzie na nią mocnego. Nie znajdziesz drugiego takiego. Musimy jej pilnować, aby nie wydarzyło się nic niekontrolowanego.
Na twarzy Iana pojawił się uśmiech. Nie wróżyło to nic dobrego.
– Nie potrafi korzystać z tej mocy, a gdy będzie ze mną, pomogę nad tym zapanować. Stworzymy razem ród, który będzie rządził na wieki.
– Jesteś bardzo pewny siebie i to mi się w tobie podoba. Wiedziałem kogo wybrać w tym celu – Roześmiał się. – Miejmy nadzieję, że się uda. Póki co, trzeba ją pomału oswajać z tą myślą. Wkrótce w pełni dołączy do nas i zostanie twoją żoną i kochanką. Spełni się moje i twoje marzenie – powiedział Dimitri. – Nikt nas nigdy nie pokona.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. Moja wychowanka miała być żoną najokropniejszego wampira na ziemi i jego wspólniczką. Popatrzyłam na Petera. ,,To nie może się stać.’’ On kiwnął głową, jakby od razu mnie zrozumiał. Tak długo już się znaliśmy. Wiedzieliśmy już jedno – nie można dopuścić do tego, aby nasza mała Nico trafiła w łapy tych potworów.
Ta mała dziewczynka, moja księżniczka, zawsze była dla mnie najważniejsza. Odkąd ją zobaczyłam w tym łóżeczku na hacjendzie i wyciągnęłam ją, a następnie chwyciłam w swe ramiona, wiedziałam, jak bardzo jest dla mnie ważna. Oczarowała mnie zupełnie. Przez wszystkie lata to ja się nią opiekowałam, uczyłam, opowiadałam bajki i niezwykłe historie. Byłam dla niej matką, przyjaciółką, nauczycielką. Przelewałam na nią swoje rodzicielskie uczucia, których nigdy nie dane mi było zaznać. Każda cząstka mojego ciała kochała ją i pragnęła jej szczęścia.
Teraz dwójka najokrutniejszych wampirów na ziemi chciała ją zamienić w to samo, czym byli oni. Chcieli, by była bezwzględna i okrutna. Żeby ta nieskalana i czysta dusza stała się potworem.
Ona nie była taka ja, Peter czy też oni. Delikatna, malutka istotka tak naprawdę potrzebowała tylko jednego. Miłości.
3 tygodnie później.
Nico
W moim pokoju zapaliła się świeca dająca niewielką ilość światła. Widać jednak było delikatny zarys eleganckich mebli, grubych zasłon zakrywających szczelnie okna, aksamitną pościel, a także łóżko z wielkim baldachimem. Zwykłej osobie trudno było uwierzyć, że zamieszkiwała w nim taka nastolatka jak ja, a nie dziewiętnastowieczna dama.
Nie ja go urządzałam. Taki już był od zawsze, od kiedy sięgam pamięcią, wyglądał cały czas tak samo.
– Witaj, skarbie – powiedziała do mnie Catherine, nachylając się delikatnie w moją stronę. – Obudź się, maleńka. Musisz już wstawać.
Zeskoczyłam z łóżka i czym prędzej do niej podbiegłam. Ucałowałam ją w policzek, jak zwykle wzdrygnęłam się lekko, czując jego chłód, do którego nie potrafiłam się przyzwyczaić.
– Już tylko tydzień do moich urodzin. Tak się cieszę.
– Spokojnie. Mów troszkę ciszej – powiedziała szeptem. – Ubieraj się szybko.
W jej głosie było coś niepokojącego, a zarazem fascynującego. Podała mi czarny płaszcz z kapturem i inne potrzebne ubrania, które były tego samego koloru. Nie zajęło mi to dużo czasu i po chwili stałam już przed nią gotowa, ubrana od stóp po czubek głowy.
– Wychodzimy.
– Dokąd? Nigdy nie wychodzimy o tej porze – ppytałam zdziwiona, ponieważ słońce właśnie raziło moje oczy. – Idziemy na zewnątrz?
Nigdy nie opuszczaliśmy zamku w taką pogodę. Jedyne pory dnia, kiedy mogliśmy bez przeszkód poruszać się na zewnątrz, to noc i zachmurzone, deszczowe niebo. W słoneczne dni musiałam wraz z pozostałymi siedzieć w środku zamczyska.
– Nie teraz. Pospieszmy się. Później ci wszystko wyjaśnię – powiedziała i chwyciła mnie za rękę.
Szybko zbiegłyśmy po długich schodach, nie robiąc przy tym żadnego hałasu. Za nami podążał Peter, obserwujący wszystko wokół i nasłuchujący tego, co się dzieje wokoło. Jego zachowanie również mnie niepokoiło. Czułam, jakby chciał nas przed czymś ochronić. Wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie stał już przygotowany do drogi czarny Range Rover. Gdy zbliżyłyśmy się do samochodu, drzwi szybko otworzyły się szeroko.
– Wsiadajcie. Za chwilę zauważą jej zniknięcie – powiedział Peter, a my wskoczyłyśmy do auta i odjechaliśmy z piskiem opon, opuszczając posiadłość.
Po raz pierwszy znalazłam się poza granicami muru. Co to wszystko znaczyło?
Ian
Siedziałem spokojnie w swoim pokoju w towarzystwie Chloe.
Przy niej bez problemu mogłem się wyluzować i być sobą. Niczego nie udawałem. To ona zaspokajała moje pragnienia od kilkunastu lat. Miała piękne kobiece ciało, na którego widok każdemu facetowi ciekła ślinka, ale to ona mnie wybrała, a raczej ja ją wybrałem. Została tym samym moją kochanką i ten stan rzeczy już nigdy nie miał się zmienić.
Chwilę pieszczot przerwał nam donośny głos Dimitriego rozlegający się po całym zamku:
– Gdzie ona jest? – krzyczał.
Wybiegłem z pokoju zaniepokojony jego wrzaskiem. Zauważyłem, że wszyscy znaleźli się na korytarzu i usuwali mu się z drogi, co było najlepszym wyjściem w tej sytuacji.
Popatrzyłem na niego, na jego twarzy widać było ogromną wściekłość, a przez czoło przechodziła głęboka zmarszczka. Gdy nasze oczy skrzyżowały się, od razu rzucił się w moim kierunku.
– Miałeś jej pilnować – powiedział i chwycił mnie za koszulę, podnosząc lekko do góry i przyciskając do ściany. – Wiesz, jaka ona jest dla nas ważna.
Byłem całkowicie zdezorientowany. O czym on w ogóle mówił? Co się stało?
– O co chodzi? – spytałem.
– O co chodzi? – powtórzył za mną ze wściekłością. – Nico zniknęła.
– Zniknęła? Jakim cudem? – Sam byłem w tej chwili przerażony. – Godzinę temu byłem u niej i spała, jak zwykle o tej porze.
Tak jak zwykle kontrolowałem ją co parę godzin. Pilnowałem, żeby jej się nic nie stało i na wszelki wypadek sprawdzałem, czy wszystko z nią w porządku i czegoś nie potrzebuje.
– Catherine wiedziałaby, gdzie jest. Zawsze miała ją na oku. Akurat dziś musiała wybrać się na to polowanie. Gdybym nie widział, jak wychodzi, pomyślałabym, że są razem – powiedział i opuścił mnie z powrotem na ziemię. – Gdy wróci, zajmie się wszystkim osobiście. Mamy poważny problem.
Nico
Odkąd zajęliśmy miejsca w samochodzie i ruszyliśmy spod zamku, panowała grobowa cisza. Nikt nie śmiał się odezwać pierwszy. Patrzyłam z lekko otartymi oczami to na nich, to na widok rozpościerający się za oknem i którego nie dane mi było oglądać przez te wszystkie lata.
– Dokąd jedziemy? – spytałam w końcu.
Niecierpliwość zwyciężyła.
– W piękne miejsce, którego jeszcze nigdy nie widziałaś – odpowiedziała mi Catherine i przytuliła mnie.
Na pewno miała rację, że nie widziałam. Przecież nie wychodziłam nigdzie, więc gdziekolwiek by mnie teraz wywieźli, to i tak miałabym pewność, że jeszcze tam mnie nie było. Wszystko było takie nowe i nieznane, a oni dawali mi teraz możliwość zobaczenia tego wszystkiego. Tylko dlaczego?
– To znaczy gdzie?
Chcę wiedzieć, gdzie dokładnie. W końcu uczyli mnie też geografii i orientowałam się dość dobrze w globusie. Znałam położenie każdego z państw i nazwy większych miast. Wiedziałam, gdzie jest najwyższy szczyt na Ziemi czy najgłębsze jezioro. Mogą mi przecież powiedzieć gdzie.
– Daleko, za ocean. Zaraz wsiądziesz do samolotu z Peterem. Będziecie razem bezpieczni -odpowiedziała szybko.
Zauważyłam, że spojrzała na swojego towarzysza. Znali się tak długo i darzyli się niezrozumiałym dla mnie uczuciem. Miesiąc temu powiedziano mi, że wyjechał i już nie wróci. Miałam go już nigdy więcej nie zobaczyć, a teraz siedział tak blisko mnie. Co oni razem planowali? Czemu wywozili mnie aż za ocean? To tak daleko.
Wyłapałam jednak w jej odpowiedzi coś jeszcze.
– Z Peterem? – spytałam. – A ty? – Byłam bardzo spostrzegawcza i szybko zorientowałam się, że pominęła w odpowiedzi siebie.
– Musicie lecieć sami – powiedziała, patrząc mi cały czas w oczy. – Na miejscu czeka na was samochód. Peter zaopiekuje się tobą i ukryje w bezpiecznym miejscu. Przynajmniej przez jakiś czas. Nie możesz tutaj zostać, a ja muszę wyczyścić wszelkie ślady.
Catherine sięgnęła do torby i wyciągnęła z niej dziwny pakunek. Zastanawiało mnie, co może się w nim znajdować.
– Załóż jeszcze to i pod żadnym względem nie ściągaj.
Otworzyłam paczuszkę i teraz trzymałam w rękach brązowy zwitek włosów. Spojrzałam na swoją opiekunkę i posłusznie założyłam perukę. Nie mogłam się z nią sprzeczać, zawsze miała rację. Uśmiechnęła się do mnie i otworzyła drzwi.
– Biegnijcie. Samolot odleci za kilka minut.
