Opublikowano Jeden komentarz

Wilcze serce – Prolog


Góry i lasy otaczały małą, malowniczą miejscowość w południowej części kraju. Idealne miejsce na letni wypoczynek, czy też spokojne życie. Węgierska Górka przyciąga swoim urokiem, ciszą, a pojedynczy turyści mogli cieszyć się wakacyjnym ciepłem, które skąpało tą okolicę. Zupełnie inaczej niż jakby trafiło się w pełne turystów, zgiełku i hałasu Tatry, tu można było wypocząć od zgiełku dnia codziennego. Świat wydawał się całkowicie normalny.

Miała tylko pięć lat, dwa sterczące kucyki i pyzatą buzię okraszoną kilkoma piegami, kiedy stała przed sklepem czekając na mamę robiącą w środku zakupy. W ręce trzymała pluszowego wilczka, którego dostała od ojca tuż przed jego niespodziewaną oraz zagadkową śmiercią. Od tamtego czasu, od dnia wypadku wciąż miała go przy sobie wierząc, że dzięki temu będzie on przy niej blisko.

Obserwowała kolorową wystawę pełną owoców i warzyw w sklepie, jednym z szeregowego pasażu wzdłuż głównej ulicy, nie zdając sobie sprawy, że sama jest obserwowana. Cieszyła się chwilą.

Codziennie wraz z przyjaciółmi wędrował ulicami miasteczka, a wieczorem biegał po lesie ćwicząc ze swoimi rodzicami. Wiedzieli kim są, kim będą jak osiągną odpowiedni wiek. Tworzyli pewnego rodzaju elitę, grupę, do której nie dopuszczali zwykłych ludzi, chyba że ktoś pasował w jakiś sposób do nich. Mieszkali tu od zawsze i nic nie miało tego jak na razie zmienić.

Miał dziesięć lat. Krótkie czarne włosy i ciemne oczy, a do tego opaloną na brąz skórę. Nie wyglądał na chłopaka w swoim wieku. Był wyższy, bardziej wysportowany i pewny swoich ruchów niż jego rówieśnicy, szczególnie przyjezdni. Wiedział także, że nawet starsze dziewczyny oglądają się za nim w szkole. Nie zwracał na nie uwagi, znał prawo i musiał czekać, aż znajdzie swoją partnerkę, z którą w dorosłym życiu się połączy. Miał też pewność, że może to się zdarzyć równie dobrze za kilka lat jak i kilkadziesiąt. Nie wiedział czego oczekiwać.

Śmiał się i wygłupiał wymachując małym jojo, które dostał na urodziny miesiąc wcześniej. Już nauczył się kilku trików, więc mógł się popisywać przed innymi. Zamachnął się wyrzucając je w powietrze i obserwując ruch zanim wróci do jego dłoni. Nagle jednak zamarł. Trwało to sekundę, ale wystarczyło, aby po raz pierwszy nie udało mu się wykonać pełnego triku.

Mrugnął kilka razy, a kula wisiała na małej lince przy jego nodze. Ktoś machnął mu przed oczami, ale on nie zwracał na to uwagi. Wpatrywał się w małą postać stojącą niedaleko i wyłączył się na otaczający go świat.

Skierował się w jej stronę. Powiew wiatru doprowadził do jego wrażliwego nosa zapach dochodzący od niej i miał pewność, że to właśnie ona. Od zawsze węch był częścią ich natury.

Usłyszała go, kiedy się zbliżał i obróciła w jego stronę. Uśmiechnęła się lekko cofając, gdy on stanął tuż przed nią. Górował nad nią i powinna była się go bać, ale czuła się po prostu… dziwnie.

– Cześć słoneczko! – Powiedział z małą ekscytacją w głosie.

– Cześć, – odpowiedziała cicho opuszczając przy tym spojrzenie na dłonie trzymające misia, kiedy wzrastała w niej nieśmiałość.

– Jak masz na imię? – Spytał próbując być grzecznym. Bał się ją przestraszyć. Nie usłyszał odpowiedzi więc sam się przedstawił: – Jestem Adam.

– Marysia, – odpowiedziała wciąż na niego nie patrząc.

Chciał ją zabrać ze sobą na spacer, bawić się i opiekować dopóki nie dorośnie. Czuł, że jest taka jak oni, choć nie miał z nią wcześniej styczności oraz nie widział na zgromadzeniach stada. Pragnął ją poznać i zaprowadzić do ojca, aby pokazać mu, że znalazł swoją drugą połówkę, przyszłą partnerkę. Miał pewność, że to właśnie ona.

Sięgnął za szyję i ściągnął wisiorek, który nosił. Cienki rzemyk, na którego środku znajdował się rzeźbiony wilk. Cząstka jego, którą chciał jej podarować. Dotknął małej dłoni.

– Mam coś dla ciebie, – szepnął kładąc w jej dłoń wilka i uśmiechając się.

Odwzajemniła go i miała już coś powiedzieć, podziękować, kiedy drzwi sklepu otworzyły się.

Wysoka brązowowłosa kobieta wyszła rozpromieniona, ale gdy tylko spojrzała na chłopca wyraz twarzy zmienił się ze szczęśliwego w gniew.

– Odsuń się od mojej córki, – powiedziała łapiąc małą dziewczynkę ściskającą w pięści wisiorek z dala od młodego chłopaka. – Nie zbliżaj się do niej! – rozkazała.

– Ale proszę pani… – chciał coś dodać na swoje usprawiedliwienie, ale ona go powstrzymała.

Nie wiedział, jak się zachować, co się stało. Po prostu chciał być blisko Marysi, którą dopiero co odnalazł, a to było silniejsze niż wszystko inne. Miał już pewność, że są tacy sami, bo nie raz już widział tą kobietę siedzącą z tyłu, przygarbioną i smutną.

Teraz wydawała się być nastawiona wojowniczo. Niczym nie przypominała tamtej osoby na zgromadzeniach stada. Wpatrywała się w niego gniewnie. Mógł wyczuć złość budującą się w niej.

– Nigdy. Nie. Zbliżaj. Się. Do. Niej! Nigdy! – Słowa wymawiała powoli o donośnie.

Obróciła się i szybko ruszyła w stronę czerwonego samochodu. Mała dziewczynka, Marysia, spoglądała na niego przez jej ramię nie rozumiejąc co się dzieje, a z rączki zwisał rzemyk.

Udostępnij

1 komentarz do “Wilcze serce – Prolog

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *