Opublikowano Dodaj komentarz

Potępiona – rozdział 3


Selena

Od paru dni moje ciało ogarniało dziwne przeczucie. Coś miało się wkrótce wydarzyć, ale ja nie wiedziałam co? Mój dar nigdy nie zawodził, ale teraz blokowało go coś większego.

Siedziałam wygodnie rozłożona w salonie. Mój kochany Kellan obejmował mnie delikatnie ramieniem i wtulał twarz w moje włosy, tak jak lubię. Poza tym trochę się nudziłam. Ostatnio nic ciekawego się nie działo. Robert z Alex wyjechali z samego rana na polowanie. Noah siedział u siebie w gabinecie, gdzie jak zwykle był pochłonięty lekturą zbiorów badań naukowych z pobliskiego uniwersytetu, a mój brat, Mattias, grał tymczasem na gitarze moją ulubioną melodię.

Czułam błogi spokój, który tak bardzo kochałam, a zarazem nienawidziłam.

W jednej chwili moje oczy zaszły mgłą. Znieruchomiałam.

Stałam przy niewielkim domku i zobaczyłam przed sobą mężczyznę i młodą dziewczynę. Wysiadali z nowiutkiego czarnego mercedesa klasy M. On był wampirem, rozpoznałam to od razu. Ona jednak… sama nie wiem. Była jakaś dziwna, inna. Nigdy nie widziałam kogoś takiego jak ona. Jej obraz był niewyraźny, lekko zamglony, więc nie mogłam dostrzec dokładnie jej twarzy. Wydzielała wokół siebie dziwną aurę. W głębi duszy poczułam, że ta osoba zmieni coś w naszym i nie tylko naszym życiu. Wywróci do góry nogami całe nasze spokojne życie i nigdy nie będzie już ono takie same jak przedtem.

Wizja się skończyła tak samo szybko, jak się zaczęła i po podniesieniu powiek, pierwsze co ujrzałam, to wpatrzonego we mnie Mattiasa, a za nim pozostałą dwójkę. Siedziałam sama wtulona w sofę, a trzy pary ślepiów przyglądały mi się intensywnie. Wszyscy patrzyli z zaciekawieniem i niepokojem. To, że miałam wizje tego, co się wydarzy, sprawiało, że byłam najważniejszym ogniwem w klanie. Ufali mi całkowicie. Nigdy nie zawiodłam. Moje wizje sprawdzały się w stu procentach.

Teraz przyglądali się mi i wyczekiwali na to, co powiem. Wiedziałam już, że Mattias zaczyna się zastanawiać, co też może oznaczać moja wiza. Jego zdolność przenikania przez umysł i czytania myśli sprawiła, że już wiedział, o co chodzi. Nie musiałam długo czekać, a usłyszałam jego głos w swojej głowie z pytaniem:

– Kim są?

Mogłam tylko wzruszyć ramionami. Skąd miałam to wszystko wiedzieć.

Zarówno Noah, jak i Kellan spojrzeli na naszą dwójkę. Wiedzieli już, że komunikujemy w tym momencie między sobą i również chcieli poznać prawdę, moją wizję. Dowiedzieć się, o co chodzi.

– Wampir – powiedziałam. – I jakaś dziwna dziewczyna.

Spojrzeli na mnie zdziwieni. Spodziewali się pewnie czegoś dużo gorszego albo dokładniejszego, ale ich również zaciekawił fakt, że chodzi o dziewczynę i naszego współbratymca.

– Dziewczyna? Jest wampirem czy człowiekiem? – zapytał Naoh.

– Nie wiem. Nie wyczułam. – Spuściłam wzrok.

Czułam się winna, że nie mogłam tego stwierdzić. Zawsze wszyscy patrzyli na mnie z nadzieją i pewnością, że ja wiem wszystko. Pierwszy raz zdarzyła mi się sytuacja, gdy nie byłam pewna tego, co w danej chwili widzę.

Wizja była niepełna, gdyż dziewczynę otaczała niezwykła aura, która blokowała do niej dostęp. Miała na siebie nałożoną jakby tarczę, która izoluje ją. Nie mogę w żaden sposób sprawdzić, kim jest.

– Kiedy? – zadał pytanie lekko zaniepokojony Noah.

Tak jak mnie jego również niepokoił fakt, że nie mogłam określić, kim ona jest w rzeczywistości.

– Dziś wieczorem. – Tego jednego byłam pewna. – Ten człowiek również żywi się tak jak my. Co prawda od niedawna, ale jednak.

To był fakt, którego byłam pewna. Jego oczy miały kolor lekko brązowawy – taki sam jaki my posiadaliśmy, nie krwisty. To jedno zdanie uspokoiło wszystkich moich bliskich, którzy byli teraz przy mnie.

Kellan przytulił mnie do siebie i pogłaskał ręką moje falujące włosy. Tak bardzo cieszył mnie fakt, że miałam kogoś takiego jak on. Zawsze mogłam na niego liczyć.


Nico

Spałam całą drogę z Monterrey do Nowego Jorku. Nie wiem, ile dokładnie czasu upłynęło, zanim wylądowaliśmy w nowym miejscu, ale czułam się całkowicie wyspana i przebudzona.

Z nagłówka gazety, którą dojrzałam leżącą przy kiosku, wywnioskowałam, że pozostało jeszcze tylko pięć dni do moich urodzin, na które tak długo czekałam. Ten jeden dzień miał teraz tak wiele zmienić w całym moim życiu. Obrócić go o sto osiemdziesiąt stopni. Tym bardziej niecierpliwiłam się do chwili, która nastąpi.

Wyszliśmy przed lotnisko, ale zamiast skierować się do jakiegoś ekstra samochodu, Peter znalazł taksówkę. Szybko wsiedliśmy do auta. Mój towarzysz przekazał, dokąd kierowca ma nas zawieźć i już po kilkunastu minutach, parę ulic dalej zakończyliśmy jazdę. Nie pytałam go o nic. Wciąż tak mało wiedziałam, ale stwierdziłam, że przyjdzie czas na kolejne wyjaśnienia. Poza tym nie miałam ochoty mówić o naszych prywatnych sprawach przy osobach trzecich, a taką osobą na pewno był taksówkarz. Czułam się dziwnie obco przy nim.

Wysiedliśmy i udaliśmy się na parking, gdzie już stał czarny błyszczący mercedes. Przyznam, że robił wrażenie. Na terenie posiadłości często miałam okazję przyglądać się różnym modelom luksusowych samochodów, ale nigdy nie miałam okazji nimi podróżować. Od razu mogłam jednak dojść do wniosku, że był niesamowicie drogi i nowiutki.

Pospiesznie zajęłam miejsce obok kierowcy, zapinając pas i spojrzałam na Petera. Dostrzegłam szeroki uśmiech na jego twarzy, który teraz się tam odmalował. Wywnioskowałam z tego, że wszystko idzie zgodnie z planem i na mojej twarzy również pojawił się szeroki uśmiech, ukazujący rząd śnieżnobiałych zębów.

– Dokąd teraz? – Ciekawość nadal mnie zżerała.

Od naszego wyjazdu z Londynu, a raczej ucieczki podobne pytania zadawałam praktycznie, co chwilę, chyba że akurat spałam. Teraz jednak jeszcze bardziej niecierpliwiłam się. Chciałam w końcu dowiedzieć się, dokąd konkretnie mamy się udać. Wiedziałam tylko, że do Kanady, ale ten kraj jest dość szeroki.

– Whistler, jest to niewielka miejscowość znajdująca się kilkadziesiąt kilometrów od Vancouver – odpowiedział. – To najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce, przynajmniej jak na razie.

– Whistler? – powtórzyłam pytająco. – Dlaczego?

– Jest w Kanadzie. Poza tym najczęściej tam jest dość pochmurno i pada. Poza tym, tam mieszkają oni, Noah i jego klan, a oni jednak są nam potrzebni.

Znowu wspomniał o tym człowieku, wampirze i jego towarzyszach. Zaczęło mnie to wszystko coraz bardziej intrygować. Wciąż wokół mnie krążyło tyle niewyjaśnionych spraw i tajemnic. Największą zagadką z nich wszystkich byłam przecież ja sama, bo to co się ze mną stanie, było największą niewiadomą całej tej historii.

Nie rozmawialiśmy w czasie dalszej drogi, ponieważ, sama nie wiem, dlaczego znowu przysnęłam. Obudziłam się, gdy dojeżdżaliśmy do miasta. Zdążyłam zobaczyłam tabliczkę „Whistler”. To oznaczało koniec podróży, oznaczało także, że przespałam kilka godzin i moje mięśnie lekko zdrętwiały.

Jechaliśmy jeszcze chwilę. Mijaliśmy wielkie oszklone budynki, rozświetlone witryny sklepów z przeróżnymi sprzętami, roześmianych ludzi przechodzących przez ulice. Wszystko dla mnie było takie nowe, niespotykane. Choć w Nowym Jorku widziałam wieżowce z mnóstwem kolorowych neonów, to tym miejscem byłam zachwycona i jego widokiem. Jednak już wkrótce opuściliśmy teren miasta. Jechaliśmy opuszczoną drogą przez gęsty las, aż Peter skręcił w wąską, krętą dróżkę. Zewsząd otaczały nas drzewa, krzewy, które gdzieniegdzie zasłaniały przejazd. Droga wydawała się nie mieć końca. Jednak już po kilkunastu minutach moim oczom ukazał się piękny, niewielki, ceglany dom. Samochód zatrzymał się tuż przed bramą.

– Tu będziemy mieszkać? – zadałam kolejne pytanie, wskazując na małą willę. Peter kiwnął twierdząco. – Jest śliczny.

Po chwili brama stała już przed nami otworem, a my podjechaliśmy pod same wejście. Nie mogłam się powstrzymać, tak bardzo mnie korciło zobaczenie tego wszystkiego. To było jak jeden wielki sen.

Otworzyłam drzwiczki i natychmiast wbiegłam po schodkach. Stanęłam przed wejściem i czekałam na mojego towarzysza, aby razem z nim znaleźć się w tym miejscu. Jego wzrok jednak się zmienił. Na jego twarzy nie widać już było tego triumfującego uśmiechu i podniecenia całą tą sytuacją. Pojawiła się jednak powaga i już wiedziałam, że jest coś nie tak.

– Wejdź do środka, na prawo jest biblioteczka – rozkazał. – Czekaj tam. Będziemy mieli gości.

Nabrałam powietrza w płuca i patrzyłam na niego z przerażeniem. Zastanawiałam się, czy Ian i Dimitri już nas znaleźli i tak szybko dotarli na to miejsce.

Zauważył zmianę w moim zachowaniu i tę niepewność, która ogarnęła mój organizm. Tak łatwo mnie odczytał.

– To Noah. Chce się przywitać – powiedział spokojnie i machnął ręką, bym weszła do środka.

Tak bardzo chciał mnie uspokoić.

Odetchnęłam z ulgą wypuszczając z płuc powietrze i weszłam do środka. Nie rozglądałam się zbytnio wokoło, ale od razu skierowałam się do wskazanego pokoju. Wiedziałam, że Peter wie, co robi i miałam do niego pełne zaufanie, takie samo jakie miałam do Catherine.

Weszłam do gabinetu. Było przepełnione wszelakimi książkami. Na środku stało drewniane biurko z komputerem. Na wprost drzwi znajdowała się wielka oszklona ściana, przez którą wpadały ostatnie promienie słońca dzisiejszego dnia. Usiadłam na kanapie znajdującej się przy drzwiach i nasłuchiwałam. Nie miałam innego wyjścia. Musiałam czekać.


Noah

Od samego początku nie miałem wątpliwości i reszta przyznała mi rację. Należało działać szybko i z zaskoczenia. Musieliśmy czym prędzej dowiedzieć się, kim są i dlaczego przyjechali w to miejsce, jakie są ich intencje względem nas i mieszkańców. Zdecydowaliśmy się więc pojechać w czwórkę i nie czekać dłużej na powrót Roberta i Kiry. Szybko zajęliśmy miejsca w samochodzie, ja, Selena, Kellan i Mattias. Będąc szczerym, to w tym momencie najbardziej na niego liczyłem i on o tym dobrze wiedział, bo jego zdolności mogły być przydatne w razie problemów.

Posiadał możliwość czytania w czyiś myślach, wykrywania, czy ona kłamie oraz potrafił porozumiewać się poprzez umysł bez wypowiadania na głos ani jednego słowa, co było przydatne i niekiedy niezbędne. Teraz mógł się wykazać i pomóc nam. Nie wiedzieliśmy bowiem, z kim mamy do czynienia i czego możemy się się spodziewać po nieznajomych. Musimy poznać prawdę.

Nie miałem kłopotów z trafieniem na miejsce. Selenie bez problemu udało się wypatrzyć w wizji odpowiednie miejsce i dzięki jej wskazówkom od razu tam się skierowaliśmy.

Miejsce, gdzie mieli mieszkać nowi przybysze, znajdowało się u podnóża „Świszczącej Góry”, ale z dala od tras rowerowych i głównego centrum kurortu. Co roku odwiedzały to miejsce tysiące turystów, gdzie mieli do wyboru różnego rodzaju atrakcje, a my dawców krwi dla pobliskiego ambulatorium. Oni jednak wybrali dom z dala od tłumów, na uboczu, pośrodku gęstego lasu. Prowadziła do niego kręta i gęsto zalesiona ścieżka, ale nasz samochód poradził sobie z nią bez problemowo.

Przed domem stał już czarny Mercedes – taki sam, jaki Selena widziała w swojej wizji. Prawie nigdy się nie myliła co do tego, co ma się wydarzyć. Teraz mieliśmy pewność, ze są już na miejscu. Skierowałem swój wzrok na drzwi wejściowe i od razu dostrzegłem stojącego przed nimi mężczyznę. Znajdował się przy schodach i patrzył w naszą stronę. Dziwiło mnie jego zachowanie, ale miałem wrażenie, że wiedział o naszym przybyciu i czekał tylko na nas.

Zatrzymałem samochód tuż za jego. Spojrzałem na moich towarzyszy, na moje dzieci.

– Jest sam – powiedział Mattias zdziwionym głosem.

– Jak to sam? – To było przecież niemożliwe.

Wiedziałem, że Selena w swojej wizji widziała dwie postacie, jego i jeszcze jakąś dziewczynę. Prawie nigdy się nie myli, a tak naprawdę to się jeszcze nigdy nie pomyliła, i teraz zdecydowanie nie wiedziałem, co się dzieje, czego należy się spodziewać. Wysiadłem powoli. Reszta rodziny zrobiła to samo i po chwili stanąłem już naprzeciwko mężczyzny.

Był to wysoki mężczyzna o brązowych włosach i prawie brązowych tęczówkach, przez które przebijała delikatnie czerwień. Zupełnie jak nasze, czyli także żywił się krwią zwierząt i od dawców. Na jego twarzy panował błogi spokój, jednak w mojej duszy zapanował lekki niepokój. Coś było nie tak.

– Witaj, Noah – przemówił przyjaźnie i wyciągnął do mnie rękę. – Nazywam się Peter.

Uścisnąłem dłoń. Jego uścisk był pewny i silny. Moja ręka jednak lekko drżała i czułem się niepewnie w jego towarzystwie.

– Witaj. To moja rodzina.

– Wiem – wtrącił nie dając mi ich przedstawić. – Mattias, Selena i Kellan. Brakuje jeszcze dwójki. Cudownie, że witacie nowych mieszkańców. Szkoda, że brakuje pozostałych.

Uśmiechał się. Ja zapadłem w chwilę otępienia. On nas znał. Wszystkich. Popatrzyłem na resztę. Oni również byli w szoku i patrzyli tak jak ja – szeroko otwartymi oczami na tego nieznanego nam mężczyznę.

– Znasz nas?

– Miałem okazję słyszeć o was dość sporo – powiedział, a z jego twarzy nie znikał uśmiech.

– Jesteś sam?

– Widocznie wasza kochana wizjonerka, Selena, miała swoją wizję i wiedziała, co się wydarzy. Zobaczyła mnie w jakimś towarzystwie i to zapewne młodej kobiety. – Sięgnął ręką i wyciągnął z kieszeni kopertę. – Przeczytaj, ale tylko ty, Noah.

Niepewnie chwyciłem list do ręki, gdyż nie byłem pewny zawartości. Popatrzyłem na napis widniejący na wierzchu. Od razu rzucił mi się w oczy. Pismo było delikatne i czytelnie napisane czarnym atramentem, było też w nim coś znajomego.

Wiem, że Mattias będzie śledził twój umysł. Nie może jednak wiedzieć o tym, co jest w środku. Dlatego na czas czytania Peter obejmie cię swoją mocą.”

Spojrzałem na niego zszokowany. Co to miało wszystko znaczyć? Co się dzieje i kim oni są?

– Czytaj – rzekł spokojnie. – Przecież i tak macie przewagę. – Wskazał na członków mojego klanu.

Z ciężkim sercem wyciągnąłem kartki i pogrążyłem się w lekturze.


Drogi Noahu,

Nie wiem, czy w ogóle mnie pamiętasz, ale ja na pewno ciebie. Nazywam się Catherine i jestem jedną z najbardziej zaufanych osób Dimitriego, który, jak wiesz, mieszka wraz ze swoją ogromną świtą w Londynie. Poznałeś już mojego wspólnika, Peter to mój oddany i zaufany przyjaciel. Nie jest tam sam. Przyjechała z nim Nico, moja podopieczna.

Czas jednak przestać owijać w bawełnę, a przejść do konkretów, czyli celu, w jakim tam jest.

Pamiętasz zapewne starą legendę o czerwonowłosym dziecku, które miało przyjść na świat i wypełnić przepowiednię. Dimitri odnalazł je równo siedemnaście lat temu. Mnie dał za zadanie sprowadzić ją do Londynu i wyznaczył do wychowania jej. Niestety teraz muszę ją chronić przed nim i jego następcą Ianem. Proszę cię o jedno, pomóż mi. Ona jest niezwykła. Nie wiemy, co dokładnie wydarzy się w noc Zaduszną, czyli dokładnie za kilka dni, kilkadziesiąt godzin. Kończy w tym dniu siedemnaście lat. Nie możemy pozwolić, by dostała się w łapy Dimitriego. On chce ją wykorzystać do swoich niecnych planów, a to jak dobrze mi wiadomo, nie skończy się dobrze ani dla nas, ani dla nikogo innego. Wszyscy będziemy zagrożeni.

Musiałam pozostać na miejscu, jestem dalej przy nim. Ufa mi, a dzięki tarczy nie wie, że jej pomogłam i to ja ją wywiozłam. Wkrótce dołączę do nich, do was, ale muszę odciągnąć ich jak najdalej od Nico. Ona jest teraz najważniejsza i jej trzeba strzec na każdym kroku. Analizować każdy ruch i gest. Kocham ją jak swoją córkę i nic tego nie zmieni.

Pójdź do niej i porozmawiaj chociaż chwilę. Jest inna. Nie wyczujesz jej, bo nie jest ani zwykłym człowiekiem, ani wampirem. Ona jest wyjątkowa i jeśli ją zobaczysz, przekonasz się, że nie kłamię.

Pomóż jej i mi. To moja prośba. Nie mów nikomu o tym, kim jest. To musi pozostać w sekrecie. Spal list i chroń myśli przed Mattiasem. Znam wszystkie wasze zdolności i dlatego proszę o pomoc, ale oni dowiedzą się w swoim czasie.

Catherine

P.S.

Na czas pobytu Nico przyjmie imię Ver, od Veronica, i proszę, tak się do niej zwracaj.”


Skończyłem czytać i patrzyłem teraz na list trzymany w moich dłoniach z pełnym niedowierzaniem. Oczywiście słyszałem o przepowiedni, ale nikt nigdy nie przypuszczał, aby była ona prawdziwa. Czyżby jednak legenda okazała się prawdziwa? Jeśli tak, to stałem się jedną z nielicznych osób, która wreszcie poznała prawdę.

Chwyciłem zapalniczkę, którą na wszelki wypadek miałem w kieszeni, i podpaliłem przesyłkę. Miałem pewność, że postępuję tak, jak należy. Poznałem Catherine i należała do wampirów, którym się ufa bezwarunkowo, która nie okłamałaby w ważnej sprawie. Reszta patrzyła na mnie z wyczekiwaniem i nie wiedziała, co robić, jak się zachować. Ja już wiedziałem, czego chcę. Musiałem ją poznać i sprawdzić to, o czym mówi list. Jeśli to prawda, to wszystko się zmieni.

– Gdzie? – spytałem Petera.

Dobrze wiedział, o co mi chodzi. Tylko on teraz mógł wskazać, gdzie ona się znajduje i żebym mógł pójść do niej. Sam na pewno nie potrafiłbym jej wykryć. Nie czułem jej zapachu, nie odczuwałem jej obecności w tym miejscu. Nikt nie wiedział, że ona tu jest.

– Na prawo – powiedział spokojnie. – Ja tu zostanę z nimi.

Skierowałem się do drzwi znajdujących się za jego plecami i zobaczyłem, że męska część rodziny chce iść ze mną. Selena patrzyła natomiast zdezorientowana na mnie i na Petera. Nie wiedzieli, co się dzieje, gdyż Mattias nie słyszał naszych myśli i nie rozumieli tego wszystkiego. On nie mógł nikomu nic przekazać. Również do mnie próbował przemówić mentalnie, ale nie mógł przebić ochrony Petera. Patrzył szeroko otwartymi oczami i wiedziałem, że chcą iść ze mną.

– Zostańcie. Nic mi nie będzie – powiedziałem i pewnym krokiem wszedłem do środka.


Nico

Długo siedziałam na kanapie i ciągle nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi, i dlaczego nie mogę być z nim na zewnątrz. Czy coś mu grozi? Żadne dźwięki nie dobiegały do mnie, więc domyśliłam się, że rozmawiali na zewnątrz.

Miałam dziwne uczucie, że wszystko będzie dobrze i jakoś się to ułoży. Teraz mogłam jedynie czekać na bieg wydarzeń i decyzji, którą podejmie tamten klanu. Nie wiadomo było, co mogli postanowić i co im powiedział Peter. Czy już znają prawdę o mnie? Wiedzą, kim jestem?

Nagle drzwi do pokoju, w którym siedziałam, otworzyły się na oścież. Przestraszyłam się i odruchowo wstałam, przesuwając się w sam róg pokoju. Przylgnęłam do ściany z wyrazem przerażenia na twarzy. Zaskoczyło mnie to wszystko.

Przede mną stanął wysoki mężczyzna o niepowtarzalnej urodzie. Miał lśniące, krótko przystrzyżone czarne włosy i brązowawe oczy. Był wampirem, co do tego nie miałam wątpliwości, ale patrzył na mnie inaczej, z pewną życzliwością. W jego spojrzeniu było coś takiego, co natychmiast mnie uspokoiło i rozluźniłam swoje mięśnie. Mogłam znów oddychać, odsunęłam się lekko od ściany, czekając na jego słowa.

– Nico? – Chciał się upewnić.

Kiwnęłam odruchowo głową. Nie miałam ochoty powiedzieć nic więcej, choć powinnam. Stałam jednak jak posąg.

– Powinnaś mieć czerwone włosy. – Zaczął mi się bacznie przyglądać.

Wiedział, czyli Peter opowiedział mu moją historię i wie, kim naprawdę jestem. Nie musiałam przed nim dłużej ukrywać swej tożsamości. Szybkim ruchem ściągnęłam perukę i prawdziwe kosmyki moich włosów opadły na ramiona. Czerwone pasma wreszcie zostały uwolnione spod tego co je ukrywało. Patrzył na mnie z niedowierzaniem, ale też i zachwytem.

– To prawda. Legenda się spełniła – mruknął do siebie i po chwili uśmiechnął. – Nigdy nie myślałem, że tego doczekamy.

Odwzajemniłam delikatnie uśmiech. Nie wiem, czemu, ale wyglądał na godnego zaufania. Miał w sobie coś niesamowitego i przyjaznego. Miał także inne spojrzenie na, to co działo się wokół niego. Przy nim można się było poczuć bezpiecznie i pewnie, przynajmniej ja się tak przy nim czułam. Nie brzydził się mnie, nie przestraszył ani nie zaatakował. Przyglądał się jednak mi badawczo, analizując moje ciało, włosy i zachowanie.

– Pomożemy ci na tyle, ile możemy sobie pozwolić, choć nie wiem jeszcze jak – powiedział, podszedł do mnie powoli i mocno przytulił. Nie opierałam się i odwzajemniłam uścisk. – To wszystko prawda. Jesteś inna od nas. Nie pachniesz jak człowiek ani też wampir. W ogóle nie czuję od ciebie jakiegokolwiek zapachu. Dziwne.

Spojrzał z zaciekawieniem. Poczułam się w tym momencie jak eksponat w muzeum.

– Muszę coś wymyślić, aby cię nie zdradzić przed resztą.

Czułam, jakby był dla mnie kimś więcej. W jego głosie i zachowaniu nie wyczuwałam nic znanego mi wcześniej. Biło od niego ciepło i troska, jakbym miała przed sobą Catherine. Miałam przed sobą kolejną osobę, która miała się mną opiekować i dbać o moje bezpieczeństwo, a mi nie pozostawało nic innego, jak mu zaufać.

Nie zadawał już żadnych zbędnych pytań. Odwrócił się i poszedł w kierunku drzwi. Podczas ich otwierania, zerknął raz jeszcze na mnie.

– Do zobaczenia. Uważaj na siebie, maleńka.

Uśmiechnęłam się i założyłam ponownie moje brązowe sztuczne włosy. Nie miałam na to najmniejszej ochoty, ale nie było innego wyjścia. Musiałam słuchać moich opiekunów i ukrywać to, kim jestem, przed resztą tego świata.


Mattias

Co też tam się działo? Czemu nie pozwolił mi iść razem z sobą?

Od początku wszystko było jakieś dziwne i każdy z nas o tym wiedział, ale to co się wydarzyło, zadziwiło nas jeszcze bardziej. Gdy wysiedliśmy z samochodu i podeszliśmy do tego całego wampira, który jak się później okazało, nazywał się Peter, chciałem wejść do jego umysłu, ale miał na sobie dziwną barierę. Patrzył z pełną ufnością i nie bał się, wydawało się, jakby znał nas od zawsze. Wiedział, kim jesteśmy, co potrafimy i gdzie mieszkamy. Musiał także wiedzieć, dlaczego tutaj przyjechaliśmy. Nie udzielił nam jednak zbyt dużo informacji. Próbowałem przebić się przez jego umysł, ale blokada skutecznie go broniła, co wcześniej nigdy mi się nie zdarzyło. Podał Noahowi kopertę. W tym momencie, tak bardzo chciałem wiedzieć, co w niej jest. Ku mojej irytacji, umysł lekarza również otoczył mgłą, barierą.

Wiedziałem, że reszta chciała wyjaśnień i liczyła na to, że ja im udzielę jakichkolwiek informacji, ale nie miałem im nic do powiedzenia. Nic nie wiedziałem i czułem się z tego powodu dziwnie, niepotrzebnie. Miałem ochotę wyrwać ten list z łap ojca i poznać prawdę, ale to byłoby nieodpowiedzialne. Nie pozostawało nam nic prócz czekania na bieg wydarzeń.

Po chwili Noah oderwał wzrok od kartki i od razu skierował go w stronę Petera. W jego oczach można było zobaczyć szok, ekscytację, niedowierzanie i pewien błysk. Wszystkie te uczucia mieszały się ze sobą.

Gdy zapytał: „Gdzie?” i uzyskał odpowiedź, chciałem pójść z nim tak samo jak mój brat. Powstrzymał jednak zarówno mnie jak i Kellana.

Ciekawość zżerała mnie od środka coraz bardziej. Tak bardzo pragnąłem poznać tę przeklętą tajemnicę, która teraz była między tą dwójką. Czyżby chodziło o tą dziewczynę z wizji? Przecież jej tu nie było, nie mogła tu być.

Czułem się taki bezsilny. Nie mogłem nic zrobić.

– Dokąd on idzie? – Usłyszałem głos zaniepokojonej Seleny.

Wzruszyłem ramionami.

– Nie wiem.

– Seleno, nie bój się. Nic mu nie grozi – odezwał się do niego Peter.

Delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Zdecydowanie był zbyt pewny siebie i tego, co robi.

– Kim ty jesteś? – zapytałem go.

– Dowiesz się wszystkiego, kiedy nadejdzie właściwy moment – odpowiedział.

Zdawało mi się, że nieobecność Noaha trwa wieczność. Nie słyszałem go, nie czułem. Spojrzałem na Selenę, ale ona także wydawała się zagubiona. Nie miała przez ten cza żadnej wizji. Tak jak ja czuła się teraz zupełnie bezużyteczna.

Wreszcie wyszedł, ale nadal nie mogłem odczytać jego myśli. Ciągle blokowała mnie siła ochrony jaką narzucił na niego nieznajomy.

– Pomożemy ci. Obiecuję, że na dzień dzisiejszy nic im szczególnego nie powiem, ale przyrzekam, że będziemy jej pilnować – powiedział spokojnie, a my gapiliśmy się na nich oszołomieni.

O czym, o kim on gada? Ona tam jest? Czemu jej nie czuję i nie słyszę? W głowie kłębiło mi się mnóstwo pytań, które pozostawały bez odpowiedzi.

Co to wszystko miało niby znaczyć? Mieliśmy pilnować kogoś, kogo nie widzieliśmy na oczy?

Peter pewnie uścisnął mu rękę.

– Dziękuję. Sam im powiem w odpowiednim czasie.

– Dobrze – Noah pokiwał głową. – Będzie zamknięta cały czas w domu?

– Nie. Jutro idzie do tej samej szkoły, co twoje dzieciaki. To ona będzie tą nową uczennicą, o której huczy ostatnio w miasteczku. Musimy stwarzać jakieś pozory, ale cały czas będę w pobliżu niej – oznajmił Peter. – Muszę mieć ją na oku.

Nie wytrzymałem tego napięcia. Czułem się jak piąte koło u wozu, jakbym nie istniał. Przez cały czas byliśmy pomijani, ale teraz miałem tego zdecydowanie dość. Musiałem wreszcie wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

– O kim rozmawiacie? Kim ona jest? Chcemy ją zobaczyć – warknąłem.

Noah podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu. Wiedział, że moja cierpliwość jest już na krawędzi wytrzymałości. Chciał mnie choć trochę uspokoić, a to bywa trudne.

– Spokojnie, synu.

Warknąłem delikatnie, patrząc w ich oczy.

– Załatwcie to między sobą. Muszę ją przygotować na to wszystko. Poznacie ją jutro i tylko proszę o jedno, dbajcie o nią – poprosił Peter i wszedł do środka.

Nie powiedział nam już nic więcej. Uznał naszą rozmowę za ukończoną.

– Do zobaczenia – dodał Noah.

Patrzyłem z wyrzutem na ojca, mojego twórcę. Ochrona opuściła teraz jego umysł i chciałem dowiedzieć się wszystkiego. Wyczytać z niego to, co mnie obchodziło. Myśli jednak skierował na swoich pacjentów. Wiedziałem więc, że chce przede mną ukryć prawdę.

– Jedziemy – zakomunikował.


Catherine

Byłam pewna, że już dotarli na miejsce, które wspólnie z Peterem wybraliśmy. Tyle godzin minęło, odkąd ich widziałam i nie wiadomo, kiedy miałam ich znowu ujrzeć. Peter i Nico byli prawie bezpieczni. No właśnie, prawie.

Mieli tam jedno zadanie do wykonania i miałam tylko nadzieję, że Noah zdecydował się im pomóc. Chciałabym, aby uwierzył w to, co mu napisałam i poznał moją małą księżniczkę, a wtedy pokocha ją tak jak my. Ona potrzebowała jego i pozostałych członków klanu. Dzięki nim ochrona jej nie stanowi problemu. Ich zdolności i siła wystarczą w zapewnieniu jej bezpieczeństwa.

Ja musiałam teraz zadbać o całą resztę. Skupić się na tym, by odciągnąć Dimitriego i Iana jak najdalej od niej i Petera. Nie mogą się niczego domyśleć, niczego podejrzewać. Muszę uważać na każdy swój ruch, gest i na każde słowo wypowiedziane przeze mnie. Mam jednak teraz nad nimi przewagę, ale i tak pozostało mi niewiele czasu.

– Coś nowego? – pytał co chwilę Dimitri.

Przez cały czas nie dawał mi spokoju. Ciągle chciał wiedzieć, co się dzieje i czy nie natrafiliśmy na jakiś ślad. Na szczęście podczas swojej nieobecności, Peter zdołał przygotować wszystko i pozostawiać w niektórych miejscach fałszywe ślady. Droga do celu wiodła przez wiele państw i miast, tak aby jak najtrudniej było ją odnaleźć.

– Właśnie wysłałam ludzi do Hiszpanii. Ktoś widział ją na lotnisku i zauważył, że wsiadła na pokład samolotu do Madrytu. – Krótka historyjka musi mu wystarczyć.

Patrzył na mnie wściekle. Wiedziałam, że to może go zdenerwować.

Przez te kilkanaście lat nie wolno nam było wspominać o miejscu narodzin i pochodzenia Veronicki. Musieliśmy taić przed nią prawdę. Podróż do Hiszpanii wywoła u niego nie lada panikę.

– Kto jej powiedział?

– Ja na pewno nie. Obiecałam, a ja zawsze dotrzymuję danego ci słowa – powiedziałam spokojnie. – Wiesz, że miała sny. Może sama się domyśliła. Wie przecież, że nie jest taka jak my, więc może zechce sprawdzić wszystko.

– Czemu nie pojechałaś z nimi?

– Chcę być na miejscu, gdyby się okazało, że jednak wróciła.

Tak naprawdę chciałam go mieć na oku. Nigdy nie wiadomo, co mu odbije. Może odgadnie, kto stoi za tym wszystkim. Wtedy wolę być w pobliżu. Musiałam ich pilnować, jego i Iana.

Ian. On jeden nigdy nie był ufny i to on stanowił w tym momencie najpoważniejsze zagrożenie. Ulubieniec Dimitriego mógł sobie pozwolić na wszystko i mieć każdą kobietę, każdą wampirzycę dla siebie oprócz mnie, i w tym momencie, Nico. Kochanki nie zaspokajały wszystkich jego potrzeb, a między innymi ja byłam osobą, której pragnął.

Wiedziałam teraz jedno. Dałam mojej księżniczce kolejne kilka godzin.